Zwierzęta nocy Toma Forda

Czekałam na ten film. Głównie dlatego, że bardzo imponuje mi Tom Ford, który odnosząc tak wielkie sukcesy w branży mody równie serio traktuje reżyserowanie. Podziwiam ludzi wszechstronnych, którzy nie boją się rzucać na głęboką wodę w różnych dziedzinach. Poza tym minęło siedem lat od jego filmowego debiutu, Samotnego mężczyzny – który wtedy kompletnie mnie nie poruszył. Może się myliłam? Chciałam się mylić. Bo, znowu, to niewyobrażalne, że człowiek, który osiągnął tak wiele w modzie, ma jeszcze ochotę, odwagę i ciekawość robić coś tak skrajnie innego. Opowiadać historie, widzieć je obrazem, pracować z aktorem, operatorem, montażystą. Ile musiał się nauczyć, żeby zacząć operować językiem filmu. David Bowie kiedyś, na samym początku kariery, obiecywał, że będzie robił zachwycające filmy. Bo wszystkiego się można nauczyć, każdy może być reżyserem, pisarzem i kim tam sobie tylko chce, twierdził. Jednak Bowie nigdy nie wyreżyserował filmu. Tom Ford właśnie zrobił drugi.

Bardzo chciałabym się mylić, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest to film pusty. Chwilami piękny, w większości jednak pretensjonalny. Tłumaczę Forda przed sobą samą: może zrobił to celowo? Amy Adams gra właścicielkę nowojorskiej galerii sztuki, obracającą się w towarzystwie, jakie z pewnością jest klientelą Toma Forda, a może nawet jego towarzystwem. Sztuczne, przegięte, przebogate, piękne. Żyjące w pięknych, designerskich, minimalistycznych wnętrzach, z pewnością nie w Trump Tower 😉 W tle migają dzieła Koonsa i Damiena Hirsta. Ach, jak dobrze. Czy Tom Ford nie mógłby zrobić filmu o sztuczności wielkiego świata, w którym żyje? Byłoby to prawdziwsze. Niestety postanowił zrobić „film artystyczny” przez artyzm rozumiejąc klimat Lyncha sprzed 20 lat i retro obietnice w stylu Hitchcocka – niestety niespełnionione. Kobieta dostaje przesyłkę, to manuskrypt powieści jej byłego męża, niedoszłego pisarza. Gra go Jake Gyllenhaal – i co zaskakujące – zwłaszcza w momentach dramatycznych gra dramatycznie źle. Choć oboje są dobrze obsadzeni, ona to przecież nie modelkowa piękność, z owalną twarzą i zadartym nosem – każdy fragment jej twarzy poznamy zbyt dokładnie, bo w filmie jest za dużo bliskich kadrów. I za dużo rozmów. Właściwie cały film składa się z kilku rozmów.

Ta powieść, którą czyta właścicielka galerii, jest brutalna, wstrząsająca, bez happy endu, na dodatek w głównej roli były mąż obsadził właśnie ją i ich córkę. Akcja powieści – i w połowie akcja filmu – dzieje się w Teksasie: pustynne bezdroża, wyschnięte krzaki, amerykańskie krążowniki, południowy akcent i mężczyźni w kowbojskich kapeluszach, jak z westernów. Każda postać, która pojawia się w tej powieści jest jak z papieru, zwłaszcza policjant, który prowadzi śledztwo, charczący, z petem przyklejonym w kąciku ust. Chwilami jest to nieznośnie śmieszne. Cały dramatyzm sytuacji, który wydaje się trochę zapożyczony z sennych koszmarów Lyncha, ale brakuje mu autentyzmu zdziwionych bohaterów, staje się w końcu nużący. W złym momencie okazuje się, kto ginie, kto zabił, do końca nie wiadomo, dlaczego. Oczywiście autor powieści zabija na jej kartach swoją byłą żonę, bo – w rzeczywistości, czego dowiadujemy się z retrospekcji – ona zabiła ich związek. To więc tylko terapia.

Dużo zdradzam, ale czy w ogóle o filmach można mówić, omijając zakończenie? Nie napiszę o nim, choć szkoda, bo zakończenie jest w tym filmie najlepsze i trochę go usprawiedliwia. Ciągle jednak mam przykre podejrzenie, że ten film jest słaby, niedobry, pusty. A mnie imponuje tylko, że zrobił go Tom Ford, facet, który mógłby nie robić już zupełnie nic, a tymczasem on szarpie się, bo robienie filmu zawsze jest ostrą szarpaniną i nie wiem, czy jakakolwiek inna dziedzina sztuki kosztuje tak dużo pracy. Ale, podobnie, jak słabą powieścią okazuje się autoterapia pisarza, tak słabo wypada film, który ma być odtrutką na pustkę w życiu wielkiego projektanta. „Postać kobiety jest mi najbliższa” – opowiada Ford w jednym z wywiadów. „Żyje na wysokim poziomie, ale już wie, że liczy się coś zupełnie innego – ja to sobie uświadomiłem siedem, może osiem lat temu. Ona walczy z rzeczywistością, w której to ja żyję: światem absurdalnie bogatych ludzi, próżności i pustki współczesnej kultury”. Nocne zwierzęta  może i pokazują tę pustkę, ale wcale jej nie wypełniają.

Tom Ford, reżyser na planie

Tom Ford, reżyser na planie

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.