Zamiast pisać, przed snem

Pamiętam, że prawie rok temu, kiedy powstawał CUD, założyłam i obiecałam sobie, że będę pisać częściej. Ale ciągle dzieje się tyle rzeczy, że zanim zauważę, kończy się dzień. A czasem prawie kończy się noc 😉

Przed snem przypominam sobie te setki cudownych rzeczy, które chciałabym tu opisać. Niestety nie mam kłopotów ze snem. Niestety, bo może gdybym miała, wstałabym i zapisała te tematy, zamiast momentalnie zasnąć i do rana nie pamiętać nic? Tylko raz udało mi się wyjść z takiego stanu pierwszego snu, kiedy to do głowy przychodzą najlepsze pomysły. Obudziłam się na siłę i zapisałam pomysł w telefonie. Była to nazwa Cud Kultury.

Zamiast pisać przed snem ostatnio czytam najnowszą książkę Herbjorg Wassmo, Te chwile. Za tydzień, w niedzielę 14 czerwca o godzinie 12 poprowadzę spotkanie z tą wspaniałą pisarką, w ramach festiwalu Big Book.

wassmo

Wassmo, Norweżka, lat 72, o urodzie tych pięknych, nigdy nie starych kobiet, znana jest głównie dzięki powieści Księga Diny, bo powieść ta została zekranizowana. Kiedy pytam wokoło, kto czytał, kto zna, okazuje się, że nie wszyscy, nawet spośród tych, co czytają. Ja zaczęłam czytać jej nową książkę w metrze, chociaż jechałam tylko przez chwilę. I już nie przerwałam. Proste, jakby filmowe obrazy, oddzielnie są tylko kadrami, zmontowane układają się w chłodną, chwilami okrutną, ironiczną opowieść. To prawda, że im mniej, tym mocniej. Zamiast opisów, zderzenia obrazów i słów.

wassmo.pisarka

Wassmo pisze o kobietach, żyjących w różnych czasach i różnych częściach świata. Łączy je proces: zanurzone w trudnym dzieciństwie, traumie jednego wydarzenia, albo ciągu wydarzeń, ostatkiem sił łapią oddech i odwracają swoją sytuację. Mówią: nie. Stają się wojowniczkami, nie godzą się z systemem, ale przede wszystkim to, co było w systemie ich największą słabością – że są kobietami, staje się ich siłą. Często niszczycielską. W Tych chwilach bohaterką takie właśnie powieści jest sama Wassmo.

Zamiast pisać przed snem oglądam też powtórki programów publicystycznych. Ciągle te same zestawy rozmówców: bulteriery z lewej i bulteriery z prawej. Choć obie te strony tylko przypadkiem noszą nazwy: lewa i prawa, obie tak samo konserwatywne, opresyjne wobec kobiet, nienowoczesne, dulskie, godzące się na ukrycie przemocy rodzinnej pod dywanem z perskiego włosia. Wassmo też pisze o przemocy wynikającej z tradycji. Tradycja jest święta i nikt nie ośmieli się jej podważyć. W książce Wassmo, mąż JEJ (bohaterka nie ma imienia), kupuje maszynę do szycia, żeby kobieta mogła robić to, co pożyteczne. Choć powinien jej kupić maszynę do pisania – żeby nie musiała ukradkiem na karteczkach zapisywać historii, które kiedyś pokocha Norwegia. Ale czy pisanie jest pożyteczne w zderzeniu z rodziną, krajem, naturą, rodzeniem dzieci i innymi powinnościami kobiety?

Pstryk.

silicon.poster

Żeby jednak nie było aż tak dramatycznie (bo nigdy nie jest tylko dramatycznie). Zamiast pisać, przed snem oglądam też seriale. Ostatnio Silicon Valley, już drugi sezon i każdy odcinek tego serialu #kocham. Kocham bezkrytycznie, za inteligencję, humor, bezkresną zupełnie autoironię. Za śmieszność ukrytą w największych, najbardziej poważnych sprawach. Mieszkańcy Doliny Krzemowej, jak wiadomo od dawna (od lat 50 ubiegłego wieku, Doliny nie odkrył Marc Zuckerberg), zmieniają przecież świat. Obecnie ich bogiem jest Steve Jobs, ołtarzem wielki ekran, na którym wyświetla się prezentacje, kapłanem skromnie ubrany facet objawiający nowe odkrycia – tak, jak kiedyś nowe produkty Apple objawiał Steve. Miasto wielkich firm, które – wszystkie obowiązkowo według ewangelii – kiedyś były garażami, w których lutowało się podzespoły, a dziś są kolorowymi korporacjami, które udają dom (Witaj w GOOGLE), albo królestwami szaleńców, z minimalistycznymi, szklanymi ścianami i kolekcjami sztuki nowoczesnej.

silicon.mem

Temat nowych technologii jeszcze 10 lat temu prawie nie istniał w popkulturze. Kogo obchodzili źle ubrani, introwertyczni na granicy autyzmu, anonimowi programiści, czy budowniczowie systemow? Może wojsko, bo tam zawsze testowano nowe technologie najpierw. Może wywiad, bo hakerzy. Ale teraz żyjemy w świecie, w którym Apple pokonało Windowsa (nawet jeśli tylko marketingowo), Facebook wygląda tak, jakby istniał zawsze – oba zaś łączy słowo “startup”, które gdy Zuckerberg, a już na pewno Jobs zaczynali nie gwarantowało sukcesu, zaś teraz jest zaklęciem. Teraz źle ubrany, mający kłopot z jakimikolwiek relacjami, znerwicowany chłopak jest sexy. I każdy może zostać miliarderem, wystarczy że wymyśli coś nowego.

silicon.valley siliconvalley.mem

Bohaterowie Silicon Valley akurat wymyślają i to wcale nie aplikację do korygowania selfie (choć przy okazji pada milion głupich pomysłów, które właśnie dlatego mają szansę chwycić), tylko kompresor, dzięki któremu dane mogą być przesyłane i magazynowane szybciej niż kiedykolwiek i bez strat. W każdym odcinku bez wyjątków, bohaterowie odnoszą wielki sukces i za sekundę tracą niemal wszystko. Każde szaleństwo, każda moda i każda mania wielkości startupowców jest tu wypunktowana bezlitośnie i zamieniona w prześmieszną sytuację. Za serial odpowiada Mike Judge, który blisko 20 lat temu wykreował serię Beavis and Butt-head. Zresztą, programiści, startupowcy, inżynierowie i ewangeliści nowych technologii wcale nie uważają, że Silicon Valley jest zabawnym serialem. Podobno to wszystko zupełnie inaczej wygląda. Ale oni rzadko mają poczucie humoru, zwłaszcza na swój temat.

Niestety Silicon Valley w drugim sezonie, podobnie, jak w pierwszym ma tylko osiem odcinków. Spieszcie się oglądać dobre seriale, tak szybko się kończą!

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.