Zagubiona autostrada – opera

Podobno, kiedy do polskich kin wchodził film Davida Lyncha Zagubiona autostrada, najbardziej szanowani krytycy filmowi oburzali się, że w ogóle nie wiadomo, o co chodzi. To był rok 1997, zaledwie kilka lat po Twin Peaks i wszyscy patrzyli na Lyncha, jak na proroka. Trochę nim był, był też wtedy w świetnej formie, Zagubiona waliła po głowie, po sercu, po klasycznych sposobach narracji zresztą też. Miałam wtedy dwadzieścia kilka lat i z równym przejęciem obejrzałam ten film dwadzieścia kilka razy.

Ale to było dawno. Byłam ciekawa, czy opera, stworzona przez współczesną kompozytorkę, Olgę Neuwirth i noblistkę Elfriede Jelinek w 2003 roku, a od tamtej pory wielokrotnie pokazywana na świecie (i mocno oklaskiwana), jeszcze mnie zainteresuje. W końcu fascynację Zagubioną autostradą odłożyłam już do archiwum między inne wczesne zachwyty (m.in. muzyką Nicka Cave i literaturą Franza Kafki).

zagubionaau

I jak ta Autostrada? Jestem we Wrocławiu, na Festiwalu Nowe Horyzonty od trzech dni i wszyscy pytają mnie tylko o to. Trudno powiedzieć. Bo trudno było ją obejrzeć, uczestniczyć w spektaklu. Jest bardzo wymagający. Ale też – nie mam wątpliwości – było to przedstawienie na najwyższym poziomie artystycznym. A to, co zaskoczyło mnie najbardziej – Autostrada w ogóle się nie zestarzała, przeciwnie – teraz już można mieć pewność, że weszła do kanonu fabuł. Umowność tożsamości (w wielkim skrócie oskarżony o morderstwo żony modny muzyk Freddy zamienia się w areszcie w mechanika samochodowego Pete’a), czasu, miejsc – dziś to nas już nie zdumiewa, bo staje się częścią klasycznej narracji. Co ciekawe, pierwszym filmem, jaki zobaczyłam na Festiwalu był Creative Control, zabawna opowieść o rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality), a dziś widziałam bardzo oczekiwane Ederly, film dokładnie o tym, jak załamują się po kolei czas, miejsce i tożsamość bohatera (bardzo zresztą przypominający Sanatorium Pod Klepsydrą). Rzeczywistość zawsze dawała się rozszerzać, a tożsamość zawsze była względna, ale dopiero teraz przyznajemy temu prawo.

MM0_4618

Opera na podstawie filmu – to już sam w sobie eksperyment, potwierdzający ikoniczność tekstu Autostrady. Autorkami są trzy kobiety – w Polsce wyreżyserowała ją Natalia Korczakowska. Tekstowo i dramaturgicznie jest to film Lyncha jeden do jednego. Z wszystkimi tymi cudownymi fragmentami typu: Nie robię zdjęć, wolę pamiętać zdarzenia po swojemu, a niekoniecznie takimi, jakie się zdarzyły. Mimo, że utwór Neuwirth/Jelinek jest nazywany operą, sporo tu melodeklamacji, celowo sztucznie wypowiadanych tekstów, dzikich dźwięków, krzyku i szeptu. Wrażenie robi zwłaszcza amerykański performer David Moss w roli koszmarnego pana Eddy’ego, boga gniewu. A kiedy wreszcie w tej bardzo współczesnej kompozycji pojawia się operowy śpiew – brzmi super czysto. Na szczęście nie ma tu ani jednego cytatu z muzyki Antonio Badalamentiego, ukochanego kompozytora Lyncha.

MM0_4610 MM0_4624

Inscenizacja inteligentnie wykorzystuje wnętrze nowoczesnego Narodowego Forum Muzyki, na scenie stoi obudowany ekranami kubik, w którym dzieją się sceny wewnątrz domu – kamera pokazuje akcję live na ekranach. To bardzo prosty zabieg i bardzo sensowny, nie efekciarski. To przecież film, a jednocześnie nie film – tożsamości zaburzają się i tu.

I jak ta AutostradaCzy to jest dobry spektakl? Bardzo. Nigdy nie widziałam opery, z której tyle samo osób wyszło w trakcie, co zerwało się na koniec do owacji na stojąco.

zagubionaa

foto: materiały T-Mobile Nowe Horyzonty

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.