Wszyscy jesteśmy pionierami

Plac Bankowy. Stałem na peronie i czekałem na metro, a na ekranie mieszającym reklamy z wiadomościami wyświetlono newsa.

Amerykańscy naukowcy w poszukiwaniu nieznanych gatunków zeszli do podziemi.

Nie zanurzyli się w najgłębsze kopalnie ani zagubione gdzieś na odludziu mroczne jaskinie, zwyczajnie ruszyli zbadać labirynt nowojorskiego metra. Pobrali próbki z 1,5 tysiąca miejsc, do których, na co dzień mają dostęp miliony mieszkańców wielkiego jabłka. Znaleźli 15 tysięcy organizmów, a po porównaniu ich z bazą genomów okazało się, że niemal połowa jest nieznana nauce. Dokonali tego w czasach zaniku odkrywczej gorączki, ograniczonej przestrzenią ziemskiego globu. Myślimy, że zwykły człowiek nie jest już w stanie niczego odkryć, a okazuje się, że wystarczy kilka patyczków do uszu, laboratoryjnych fiolek i dostęp do genetycznej bazy danych.

Potrzeba odkrywcza, pragnienie zbadania nieznanego towarzyszą nam od zawsze, ale ostatnio zaspokajamy ją raczej jako towarzysze bohaterów kultury popularnej a nie realni odkrywcy. Bo kto z nas byłby w stanie wsiąść na pokład kosmicznego promu, kiedy brakuje mu odpowiedniej wiedzy, umiejętności, funduszy i miejsca na pokładzie? Pozostaje literatura, taka jak wspólne dzieło Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera.

Na początku roku pojawił się, wyczekiwany przeze mnie, trzeci tom opowieści o „długiej Ziemi” – idealnej protezy naszych poznawczych potrzeb, choćby metaforycznie pozwalający poznać miejsca, których ludzkie oko wcześniej nie widziało. Seria satyrycznie usposobionego Pratchetta (twórcy „Świata Dysku”) i stojącego twardo na teoretycznym gruncie Baxtera (autora piszącego rasowe SF podparte pomysłami fizyków i astronomów), otwiera wrota do nieograniczonej przestrzeni.

image

Pierwszy tom zaczyna się dzisiaj, w 2015 roku. W sieci pojawia się schemat prostego urządzenia, które energię czerpie z zasilającego je ziemniaka (to zapewne satyryczny wkład Pratchetta). Tysiące ludzi na całym świecie montują w swoich domowych warsztatach pierwsze krokery. Dzięki nim opuszczają znany nam świat i przechodzą o krok w bok, do równoległej rzeczywistości. Kierunki są dwa, nazwane dosyć umownie wschodem i zachodem. Leżące „za rogiem” Ziemie są wiernymi kopiami naszej, ale pozbawionymi jednego elementu – ludzkości. To dziewicze światy, w których natura rozwijała się bez ingerencji człowieka.

Zaczyna się wyczekiwana, kolejna epoka wielkich odkryć. Idąc dalej ludzie trafiają na następne kopie naszego globu. Im więcej kroków, tym bardziej różnią się one od oryginału. W jedną wykroczną Ziemię uderzyła asteroida, w drugiej ruchy tektoniczne pchnęły kontynenty w innych kierunkach. Pionierzy mają do odkrycia niemal nieskończoną ilość przestrzeni a my możemy rysować wyobrażone linie nowych kontynentów. W kolejnych światach powstają ludzkie osady, w których wszystko buduje się od zera. Rozkwitają pionierskie miasteczka, niezależne od władz Ziemi podstawowej.

Georges Méliѐs  szkic do ''Podróży na Księżyc''

Im dalej w światy długiej Ziemi i powieściową serię brytyjskiego duetu, tym więcej nieznanych, często inteligentnych stworzeń i tym bardziej zmienia się ludzkie społeczeństwo otwarte na nieskończony wszechświat równoległości. Jest tu miejsce nie tylko na przaśny dowcip Pratchetta i naukowy warsztat Baxtera, ale również historię science fiction w pigułce. Wracają bolączki pisarzy fantastycznej nowej fali, która już w epoce hippisów otwarła się na socjologię i kulturowe przemiany. „Długi Mars”, trzeci tom epopei, przenosi nas nie tylko na czerwoną planetę, ale i do świata, w którym homo sapiens wstępuje na następny etap rozwoju. Kiedy posthumaniści straszą Osobliwością i przepisaniem umysłu na kod zero-jedynkowy, Pratchett i Baxter zastanawiają się nad inną opcją – wzbudzającym w rodzicach strach pokoleniem super inteligentnych dzieci. Jeszcze kapryśnych jak typowe nastolatki, ale już szykujących się do objęcia władzy nad światem.

Długi Mars okładka

Pisarski duet pomyślał „Długą Ziemię”, jako wielotomowy cykl (w czerwcu w USA pojawi się kolejna część, „Długa Utopia”), rynkowy przymus współczesnych pisarzy fantastycznych. Jeśli ktoś niechętnie patrzy na literaturę tego typu, to międzywymiarowa epopeja ma szansę przekonać go do fantastyki. Czeka go prawdziwa gra wyobraźni zaspokajająca potrzebę bycia odkrywcą. To właśnie ta potrzeba pchnęła mnie do napisania serii esejów poświęconych poznawczym wątkom w kulturze fantastycznej. Zebrane w formie książki „Wektory wyobraźni”, lada dzień ukarzą się nakładem wydawnictwa Katedra. Nie ukrywam, że fantastyka od dzieciństwa karmi moją wyobraźnię i choć tak mogę spłacić dług zaciągnięty u jej najbardziej płodnych autorów. Poświęcam w niej kilka stron nie tylko opowieści Pratchetta i Baxtera, ale też innym spojrzeniom na wieloświat, w których literatura popularna miesza się z teoriami fizyków. Ale oprócz kosmicznych i międzywymiarowych podróży znalazło się w „Wektorach wyobraźni” miejsce dla psychodelicznych odlotów, cyberpunkowych snów i wypraw do krainy umarłych.

Wektory wyobraźni okładka

Wychodzę z metra na Wilanowskiej. W kiosku przeglądam gazety: najnowsze wydanie „Świata Nauki” przynosi nadzieję na tysiące zamieszkanych globów w naszym wszechświecie. Nawet jeśli to nie my, a dopiero nasze prawnuki mają szansę dotrzeć do światów „Lepszych niż nasz”. Byle oderwać się od Ziemi i pożegnać Układ Słoneczny. Ja już tam byłem i jeszcze nie raz polecę, razem z Baxterem, Lemem, Clarke’m i Strugackimi.

image

Piotr Jezierski wydał dwie książki naukowe, analizując w nich teksty popkultury. Publikował opowiadania w „Czasie kultury”, współtworzył magazyn „Skafander”. Niedługo wyda kryminał, którego akcja dzieje się w Warszawie, ale w alternatywnej rzeczywistości. Sam autor też potrafi żyć w wielu rzeczywistościach: pisze doktorat, realizuje program o historii kina na kanale Kino Polska, pracuje jako copywriter i redaktor w TVP2. Był felietonistą Instytutu Badania Przestrzeni Publicznej. Miłośnik komiksu, gier wideo i pulpowej SF. Fan Cronenberga, Eliadego i Motörhead.

Wkrótce na blogu CudKultury.pl pojawi się w odcinkach inna powieść Piotra Jezierskiego.

 

0 Comments

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.