Wielka wystawa Jeffa Koonsa

W kinach pewnie jeszcze grają doskonały film Tima Burtona Wielkie oczy, o tym, jak sztuka może stać się towarem produkowanym na skalę przemysłową. Ważniejszy niż autorstwo, a nawet sam poziom dzieła, staje się marketing. Gdyby mąż Margaret Keane nie rozkręcił mody na jej malarstwo, które przypisał sobie dla łatwości komunikacji, szał na jej brzydkie obrazy nigdy by nie wybuchł. A wybuchł na skalę światową: nagle złe, amatorskie, kiczowate stało się cenne, pożądane, ważne, może nawet jakoś piękne. Czy piękno jest aż do tego stopnia do wykreowania?

image

Cudowny temat. W Centre Pompidou, jednym z moich najbardziej ulubionych obiektów (który niegdyś sam budził skrajne emocje, zanim osiadł w antycznej tkance Paryża) trwa właśnie wystawa Jeffa Koonsa, wielkiego artysty, który podobnie jak Damien Hirst swoje dzieła bardziej produkuje niż tworzy.

image

Koons należy do naprawdę wąskiej grupy najbogatszych artystów, do tych kilku, którzy nie klękają przed sztuką, mają za nic oceny krytyków, a misję i te wszystkie wielkie wyrazy zamieniają na przestrzenne hale, w których ich dzieła powstają jak w fabryce. Jeff Koons uśmiecha się niemal na każdym swoim zdjęciu, pozując na tle kuriozalnych zabawek. Jest ciągle małym chłopcem, ma nieograniczony dostęp do świata dziecka, ale jednocześnie tworzy sztukę mocno perwersyjną.

image

Jako ośmiolatek kopiował obrazy wielkich mistrzów (pewnie jego ojciec sprzedając je w swoim sklepie z designem myślał: “cudowne dziecko”). Jest wykształcony, skończył szkoły artystyczne w Baltimore i Chicago, więc bierze sobie metody czyje chce i robi z nimi co chce. Od dadaistów pożycza zabawę przedmiotami. Zamienia ich znaczenia. Ale to nie pisuar, jak w przypadku legendarnej pracy Marcela Duchampa, tylko pożyczone z popkultury banały: balony, myszki Miki, reklamy alkoholu, porno, nieskończona lista bohaterów kreskówek. U Koonsa małe figurki brzydkich amerykańskich zabawek zachowują się, jakby były Alicją w Krainie Czarów i właśnie zjadły ciastko, po którym się rośnie. Małe koszmarki stają się nie do wytrzymania w dużej skali. Ale jakie były w małej?

image image image

Czyste porno (Koons ma epizod fascynacji przemysłem porno, ożenił się nawet na krótko z włoską gwiazdą Ciccioliną) sąsiaduje z pornografią złego gustu i brakiem krytycyzmu jaki mogą mieć tylko dzieci. Dzieci są tu wszędzie, ale nie jako obiekt fascynacji, to ich obiekty fascynacji są tu tematem. Balony, pieski, nieprzytomnie kiczowate plastikowe kotki znowu jak po tym ciastku Alicji.

Ale to wszystko ma sens. Wielka porcelanowa rzeźba Michaela Jacksona z jego ukochanym szympansem wygląda przecież jak te figurki z domu samego Jacksona, które kupował bez opamiętania. Materializacja bezgranicznie złego smaku.

image image image

Wcześniejsze trochę – wielkoformatowe płótna, na których Koons malował reklamy alkoholu, jeden do jednego przeniesione z billboardów. Czy też – kopiował, jak kiedyś dzieła wielkich mistrzów.

image

W akwariach siedzą piłki do koszykówki, zawieszone w wodzie, uwięzione w locie – jak tłumaczy sam Koons, mają symbolizować harmonię. Ale znowu – są to przedmioty wyjęte ze swoich kontekstów, z naturalnego środowiska – artysta zamienił tu nawet żywioły, dla piłki naturalne jest powietrze. A nie woda.

image

Seria gigantycznych balonów – serce, różowy piesek, błękitny balon – ale wykonanych ze stali. Nie są tym, czym się wydają. Mogą być tak wielkie, bo są przecież balonami, ale jednak okazuje się, że donikąd nie polecą, są metalowe. To jakiś rodzaj sennego okrucieństwa.

image image image

Koons jest inteligentny. Nie tylko dlatego, że od kilkudziesięciu lat umiejętnie wykorzystuje koniunkturę na swoje prace. Jego wystawa jest w jakiejś sferze smutna. Ta sztuka jest czymś więcej niż pop-kulturowy kicz. Jest przegięciem nawet tego kiczu. Artysta mówi, że tworzy sztukę przeciwko kulturze krytyki, oceniania, wydawania sądów. Jego projekty opierają się na formach, których znaczenia zostały kompletnie zmienione. To działa mocno na widza. Czy tu jest lekko, czy ciężko, ładnie czy brzydko i kim jestem odbijając się w kolorowych, zniekształconych powierzchniach metalicznych figur? Czy jestem widzem, czy wielbicielem, czy rozumiem to na serio, czy pojmuję żart?

image image image

Balonowy pies, wersja pomarańczowa, sprzedał się dwa lata temu na aukcji sztuki nowoczesnej za 58,4 miliona dolarów, czyniąc z Koonsa najdrożej sprzedającego się żyjącego artystę. Koons nie musi liczyć się z krytyką, przecież jego sztuka sama jest krytyką współczesnej kultury.

W ostatniej sali najnowsze projekty Amerykanina. Gigantyczne, czyste białe rzeźby antyczne. Każda trzyma metaliczną granatową kulę. Koons uspokoił się. Ale ciągle nie daje spokoju.

image image

 

Jeff Koons, La Retrospective, Centre Pompidou, Paryż, do 27 kwietnia

image

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.