Trust, serial HBO


To jednak prawda, że kino przenosi się do seriali. Dowodem na to jest właśnie ten temat – porwania wnuka najbogatszego człowieka świata, J. Paula Getty’ego. Najpierw po swojemu rozprawił się z nim Ridley Scott w filmie Wszystkie pieniądze świata. Teraz tę historię szaleństwa i bogactwa opowiada serial HBO, Trust, w reżyserii Danny Boyle’a. Będę stronnicza.

Film Scotta znudził mnie i znużył. Jestem gotowa bronić tezy, że było o nim głośno tylko z powodu skandalu z Kevinem Spacey’em, który pierwotnie zagrał Getty’ego, a potem pracowicie wymontowano wszystkie sceny z nim (na moje oko 1/3 filmu) i dokręcono je w wykonaniu Christophera Plummera. Uważam, że Plummer dostał za tę rolę nominację tylko z powodu skandalu ze Spacey’em i akcji #metoo. Nie znoszę publicystyki i polityki w kinie i uważam to za jedną z bardziej niesprawiedliwych sytuacji w i tak ciągle ulegającemu hipokryzji Hollywood. Być może miałabym mniej radykalny pogląd na tę sytuację, gdyby film był dobry. Ale nie jest. Nie tylko dlatego, że jednego z głównych bohaterów gra Mark Wahlberg – aktor ulepiony z drewna i gliny.

Nie miałam wielkiej ochoty oglądać serialu Trust zmęczona niedobrym filmem Ridley’a Scotta. I niespodzianka. To ten serial jest wielkim kinem, to tu zastosowano pamiętające największe kino środki filmowe: malarskie kadry i metaforyczne obrazy, montaż, który zderza znaczenia, kostiumy, których chce się dotknąć, scenografię która natychmiast przenosi w świat luksusu. Niebywałego, bezprecedensowego. Jest tu magia obrazu, tak silna, że nie sposób nie uwierzyć w tę historię.

Dziwną, przekorną, jakby ze złej baśni. Stary Getty, mimo wielkiej słabości do wnuka, nie chce zapłacić okupu. Ale o ile film Scotta zostaje gdzieś na poziomie sensacyjnej strzelaniny, serialowa opowieść o rodzinie bogacza wynosi tę historię na poziom mitu, przypowieści, plącze się tu Ebenezer Scrooge, w klimacie Edgara Allana Poe i filmów Luchino Viscontiego. Z wielką, naprawdę wielką rolą Donalda Sutherlanda, aktora ikonicznego z o wiele lepszymi rolami niż Christopher Plummer, na koncie.

Kinowy film wielkiego reżysera  okazuje się sensacyjną błahostką, wersja serialowa – także autorstwa znanego twórcy – wygrywa z nim we wszystkich kategoriach: sztuki, kina, klasy, gustu i treści. Mnie to nie martwi.

Comments are closed.