Trochę strach. Serial „Upadek”

Dziś będzie trochę o strachu. Akurat jest taka pora, że jeszcze niby zima, ale też niby zaraz wiosna, żadna z nich do końca, w powietrzu unosi się niepokój. Przy okazji przypominam sobie, że okropnie bałam się tej zimy, że będzie ciężka, mroźna, nie da się iść, ani jechać, ani oddychać. Nie było ani jednego takiego dnia. Cóż za doskonała zima! Ale ponieważ jesienią się jej bałam i wyobrażałam sobie ten ciężar zimy, to na pewnym poziomie przeżyłam takie emocje, jak gdyby zima była ostra naprawdę. Tu właśnie pojawia się strach. Tu, czyli w tych przerażających scenariuszach, które piszemy sobie na wyrost, bojąc się na zapas, na wszelki wypadek, choć to, czego się boimy, wcale nie musi się zdarzyć. Owszem, zima w 99% procentach zim w Polsce jest dla mnie straszna. Ale ta jedna była łaskawa. A ja mimo to sobie ją zepsułam zbytnią bojaźnią.

Czytam na Fochu tekst mojej serdecznej przyjaciółki o strachu, który uaktywnia w niej serial Upadek. Ania boi się tego idącego w cieniu mężczyzny, który może ją zaatakować. Bardzo powszechny strach, choć większości kobiet, które go czują nikt nie zaatakował i na szczęście nie zaatakuje. Ile kosztuje je ten strach? Nie mogę pozbyć się myśli, że przeżywanie koszmarów, zanim się wydarzą kosztuje prawie tyle samo, co ich przeżycie w czasie rzeczywistym. Ale Ania słusznie pisze, że ten strach też ostrzega i że gdyby ofiary go słuchały, byłoby ich mniej.

Zastanawiam się, czego ja najbardziej boję się oglądając namiętnie ten krótki, ale doskonały serial. Myślę, że widoku ciał mordowanych kobiet. Które z ludzi stają się lalkami. To koszmarne nieporozumienie, że coś, co przypomina człowieka już nim nie jest. Nie mam pojęcia, skąd mam ten strach, ale nie mogę patrzeć na ciała. Seriale i filmy o zombie są dla mnie nie do przejścia. Najdalej posunęłam się w odwadze oglądając Frankensteina. Co dziwne, wampiry mogę w każdej ilości. Są dla mnie bardziej żywe, niż martwe. Może najbardziej w martwych ciałach przeraża mnie to, że utraciły centralę? Że nie działa mózg? A więc utrata kontroli? Muszę o tym pomyśleć, wolę jednak myśleć o tym za dnia.

W serialu Upadek jak się okazało najbardziej przeraża mnie ścieżka dźwiękowa. Są w niej efekty imitujące oddech z horrorów (nie oglądam, ale Egzorcystę kocham). Bliskość szaleństwa i śmierci – czy nie o tym są filmy o seryjnych mordercach? Co trzeba mieć wyłączone w głowie, żeby na zimno, na spokojnie, metodycznie mordować? I znowu strach. Strach to jedyna emocja, jakiej nie czuje morderca Paul Spector. Nie, to nie jest spoiler, od pierwszego odcinka pierwszego sezonu wiadomo, kto zabił. A jednak nie sposób oderwać się od kolejnych odcinków, transowo wciągających, długich ujęć, cichym, spokojnym, kojącym niemal głosem wypowiadanych kolejnych kwestii. Paul nie czuje strachu kompletnie. Nie boi się, że go ktoś nakryje, nie boi się też tego, że odbiera życie, ma więc kolosalną przewagę nad policją, nawet nad super empatyczną inspektor Stellą Gibson. Brak strachu daje mu nadludzką siłę.

Brak strachu czyni go jednak także nieludzkim. Ze wszystkimi konsekwencjami – Paul uczestniczy w życiu tylko jako obserwator. Genialny, wnikliwy, superinteligentny, ale zawsze na zewnątrz. Zawsze z lunetą wymierzoną w ofiarę.

Strach dobrze jest konfrontować, mówią mądrzy mistrzowie. Przestać uciekać, bo on wtedy rośnie, karmiony potwornymi podejrzeniami – jak ta moja zima, której w końcu nie ma, a ja nie potrafię się z tego na 100% cieszyć. Kilka dni temu moja cudowna english-coach (mam coaching po angielsku) zaprowadziła mnie do Klubu Komediowego na wieczór improwizowanych scenek granych in english. Wykręcałam się jak mogłam, bo miałam taką przerażającą wizję, że tam każdy musi wejść na scenę i coś powiedzieć, okropne, prawda? Poszłyśmy w małym gronie, performance zaczął się od tego, że aktorzy spytali, kto tu jest pierwszy raz. Nie podniosłam ręki, bo trochę się bałam, że czegoś będą chcieli. Jednak dopytali, więc powiedziałam, że jestem pierwszy raz, ale jakoś nieśmiało mi podnieść rękę. I nagle usłyszałam to, czego tak się obawiałam.

Czego tu się bać? Nikogo nie będziemy wyciągać na scenę – powiedział aktor z Klubu Komediowego. Ale właściwie dlaczego nie? Jednak chodź.

Tak, nie wierzyłam własnym uszom. Weszłam na scenę, powiedziałam jedno zdanie, dostałam oklaski. I poczułam się jak w filmie Lyncha Mulholland Drive. W pewnej scenie, przy barze, pacjent opowiada swojemu psychoterapeucie koszmarny sen, który od dawna go prześladuje. Śni mu się, że siedzą obaj właśnie w tym barze i on się potwornie boi, że za śmietnikiem przed knajpą czai się diabeł. Więc chodź, zaprasza terapeuta, sprawdźmy, czy ten diabeł tam jest. Wstają, wychodzą, idą, kamera wolno sunie po murze budynku, zza rogu wyskakuje diabeł.

Mój był przy tamtym zaledwie diabełkiem i pokonałam go trochę z uśmiechem. Wieczór był bardzo przyjemny, polecam Wam Klub Komediowy, jeśli nie znacie. Zwłaszcza po angielsku. Zwłaszcza, że aktorzy zaczęli od tego, że trochę się boją, bo jednak nie są native speakerami, a będą po angielsku grać. Poszło im doskonale. Może strach czasem dodaje też pieprzu? Przyspiesza krew? Mobilizuje kreatywność? A może chodzi o tę ciekawość, co będzie, jeśli skonfrontujemy się ze strachem?

Na koniec. Najbardziej podoba mi się, że Jamie Dornan, który gra seryjnego mordercę kobiet w Upadku gra też Pana Greya w 50 twarzach Greya. A jego przeciwniczkę, policjantkę, Gillian Anderson, która epokę wcześniej była Daną Scully w serialu Archiwum X. Popkultura twórczo miesza strach, ciekawość i pożądanie. Może są one sobie bliskie?

Na koniec końców: coaching english to nowatorski projekt Anny Szapert, która jest coachem i doskonałą nauczycielką angielskiego. Łączy te metody tak skutecznie, że już podczas pierwszej sesji mija strach przed mówieniem po angielsku (jeśli ktoś ma taki strach, a ma go większość z nas i ta większość niesłusznie myśli, że po angielsku trochę strach się odezwać, bo przecież nie jesteśmy native speakerami). I potem po angielsku można już przerabiać kolejne strachy, bo za każdym coś stoi, za każdym śmietnikiem jakiś diabeł, a czasem straszy śnieg, który nawet nie spadł.

Zabawnie się te strachy rozbraja. I dobrze też, że zawsze jakiś strach gdzieś jest. Dzięki niemu nie stajemy się seryjnymi mordercami, strach chroni nas przed byciem psychopatami. A czasem też wpędza w psychozy, ale chyba nie ma się co bać na wyrost, prawda? 😉

image

1 Comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.