Tomasz Stańko zapowiada Jazzową Jesień

W listopadzie Bielsko-Biała rozbrzmiewa jazzem. I to takim z najwyższej, światowej półki. Na czternastą edycję festiwalu Jazzowa Jesień przyjadą muzycy z Nowego Jorku, Argentyny, Norwegii, Danii. Artyści, którymi zachwycają się największe opiniotwórcze media, nie tylko jazzowe. Dyrektor artystyczny festiwalu, Tomasz Stańko, wraz ze swoim Quartetem zagra premierowo materiał, który ukaże się na jego najnowszej płycie w przyszłym roku. Specjalnie dla Cudu Kultury Stańko, jeden z zapewne kilku najsłynniejszych polskich muzyków na świecie, opowiada o festiwalu. Spotykamy się w jego apartamencie na poddaszu starej warszawskiej kamienicy. Stańko mówi tak, jak gra – nic nie ogranicza jego wyobraźni, zdania płyną jak improwizacja, prowadzą do kolejnych skojarzeń i dygresji. Na starym, ciemno-drewnianym stole leży poduszka, a na niej, jak korona – trąbka. Siadam obok. Za mną stoi wielka plazma – po trawiastych przestrzeniach leniwie spacerują lwy i słonie. Gospodarz wyjaśnia, że zawsze ma włączony program przyrodniczy, dzięki temu czuje, jakby miał w domu okno na sawannę.

 

Jazz jesienią brzmi inaczej?

TOMASZ STAŃKO: Jesienią brzmi pięknie, zawsze brzmi pięknie. Ale jesień ma jazzową tradycję – przez dziesięciolecia jedynym świętem tej muzyki w Polsce było Jazz Jamboree, które też odbywało się o tej porze roku. Jesień to dobra pora na słuchanie muzyki, bo jest szaro, a jazz zawsze wnosi słońce w nasze życie. Ale czy jesienią brzmi inaczej? To poetyckie pytanie.

A Pan ma poetyckie podejście do życia, czy woli konkret?

Poetyckie, zdecydowanie. Wolę takie podejście do życia, bo jest głębsze. I abstrakcyjne, a muzyka też jest abstrakcyjna. Na pewno pierwiastek poetycki w znacznym stopniu buduje moją osobowość.

Jest Pan marzycielem?

Właściwie nie marzę o niczym konkretnym, zawsze mam wszystko, czego akurat potrzebuję. Czasem słyszę pytanie, o jakim zespole marzę, z kim chciałbym grać. Ale ja nie marzę o rzeczach niemożliwych. Dla mnie treść marzeń jest nieistotna, tylko sam proces marzenia. I ten proces często przechodzę, bo on zabija nudę, a czasem pomaga mi zasnąć. Ma wiele praktycznych zastosowań. W ten sposób używam marzeń.

I nigdy nie marzył Pan o drogim instrumencie, samochodzie, miłości?

To przychodzi mi naturalnie.

Czyli jest Pan szczęściarzem.

Kwestia podejścia. Wszystko zależy od interpretacji, od tego, z której strony patrzymy na siebie. Mnie życie nauczyło, że trzeba twardo stąpać po ziemi i jednocześnie mocno bujać w obłokach. Te dwie czynności należy definitywnie łączyć, cały czas balansować między górą i dołem. Bardzo tego pilnuję. Kiedy za długo bujam w obłokach, jak najszybciej spadam na ziemię.

Tomasz Stańko, foto Magdalena Ławniczak

Tomasz Stańko, foto Magdalena Ławniczak

Mówi Pan, że nie ma marzeń o tym, żeby grać z największymi. Jak udaje się ich Panu sprowadzić na festiwal Jazzowa Jesień do Bielska-Białej?

To już kwestia profesjonalizmu. Pracuję nad festiwalem razem z córką, która zresztą coraz bardziej przejmuje władzę, bo coraz lepiej się na tym zna. Bielsko-Biała jest niezwykłym miastem – od lat jej władze: prezydent i dyrektor centrum kultury dosłownie napełniają miasto muzyką. Odbywają się tam dwa festiwale jazzowe, festiwal muzyki sakralnej, festiwal muzyki kompozytorskiej. Publiczność jest osłuchana, wyrobiona – dostaje niesamowitą dawkę wyjątkowej muzyki w tak małej przestrzeni. Dużo ludzi przyjeżdża też z innych miast, bo na naszym festiwalu gramy tak wyrafinowaną muzykę, że trudno ją gdziekolwiek indziej usłyszeć. W tym roku wystąpi np. big band Ensemble Kolossus, który nie zagra nigdzie w Europie poza nami, bo są zbyt trudni do ściągnięcia. 19 osób, kwiat brooklyńskiej awangardy. Nie było łatwo ich zaprosić, ale dzięki staraniom Ani udało się.

Praca z kimś bliskim może być wyzwaniem. Kłócicie się czasem, czy przeciwnie – macie telepatyczne porozumienie?

Umiemy razem pracować, Ania od wielu lat jest moją menedżerką. Wszystko, co nam się udaje jest jej zasługą. Bez niej nie trudno byłoby sprowadzić takiej klasy muzyków jazzowych z całego świata. Ania układa program, ja jej pomagam i akceptuję. Idealnie się zgraliśmy, spędzamy razem dużo czasu, jeździmy na koncerty. Myślimy wspólnie.

Vijay Iyer wraz z Wadada Leo Smithem zagrają na festiwalu 19 listopada

Vijay Iyer wraz z Wadada Leo Smithem zagrają na festiwalu 19 listopada

To, że Pan również jest muzykiem słynnej wytwórni ECM chyba też pomaga?

Oczywiście, nad festiwalem unosi się duch ECM-u, Ania konsultuje gości z jej szefem, Manfredem Eicherem. Ta wytwórnia wydaje naprawdę elitę. Ich płyty recenzują najlepsze opiniotwórcze światowe magazyny, takie jak “Guardian”, “New York Times”. W Bielsku grali naprawdę najlepsi muzycy: John Scofield, Ornette Coleman, Al Di Meola, Chick Corea…

Z jakich koncertów jest Pan najbardziej dumny w tym roku?

Zachwycam się każdym wykonawcą, jaki wystąpi na festiwalu. Rozpocznie go Argentyńczyk, spadkobierca Piazzoli – Dino Saluzzi z rodzinną orkiestrą. Będzie też norwesko-brytyjski zespół grający nową, elektroniczną muzykę – Food. I świetny trębacz izraelski mieszkający w Nowym Jorku – Avishai Cohen. Będzie też Craig Taborn, wybitny pianista nowojorski. I Vijay Iyer, pianista, który grał ostatnio własny festiwal w Metropolitan Museum, bardzo modny w Nowym Jorku. U nas zagra z guru trąbki Wadada Leo Smithem – jego obecność jest dla mnie tym większą radością, że świetnie znamy wzajemnie swoją twórczość i szanujemy się, ale nigdy nie mieliśmy okazji się spotkać. Nie wymieniłem wszystkich.

Avishai Cohena z Quartetem będzie można posłuchać 16 listopada

Avishai Cohena z Quartetem będzie można posłuchać 16 listopada

Każdy może słuchać tak wyrafinowanego jazzu?

Każdy. Kierowca, który mnie wozi do Bielska, dyskutuje ze mną o wykonaniach światowych muzyków. Okazuje się, że kierowcy nie zawsze słuchają disco-polo. Tu nie chodzi o szkoły muzyczne, tylko o to, żeby przyjść na koncert, skupić się, dać uwieść tej atmosferze. Jeśli Pani wierzy, że to, co za chwilę zobaczy na scenie jest najwyższej, światowej próby, ma Pani już przygotowane wnętrze. A sztuka ma taką właściwość, że nie trzeba niczego rozumieć, sama wchodzi. Naprawdę wysokiego lotu sztuka zawsze wchodzi bezpośrednio. Z gorszą trudniej. 

Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej. 15-20 listopada 2016

Dokładny program na stronie festiwalu KLIKNIJ TUTAJ.

(foto: materiały prasowe Jazzowa Jesień)

UPDATE:

O swoim dzieciństwie Tomasz Stańko opowiada w najnowszym wydaniu magazynu GALA – serdecznie polecam 🙂

stanko-w-gali

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.