Ten coaching

Niedawno na fejsie mój światły, całkiem na poziomie kolega, pracownik kreatywny dużej telewizji, zakpił sobie z narzędzi korporacyjnych, wymieniając wśród nich coaching. To mnie zdziwiło. Czy coaching nadal kojarzy się narzędziem masowym, wykorzystywanym przez korporacje do wytrenowania wiernej armii pracowników? Z manipulacją, zestawem świetnych reguł, jak szybko osiągnąć sukces, choćby pozorny? Z drapieżnym wykorzystaniem NLP (programowanie neurolingwistyczne): “jeśli twojemu rozmówcy drgnęła lewa powieka, znaczy, że kłamie, dotknij jego ramienia, zdekoncentruje się”. Serio?

Może mnie to dziwi dlatego, że zetknęłam się z coachingiem w zupełnie innych okolicznościach. Miałam zrobić dla ELLE wywiad z Maciejem Bennewiczem, założycielem grupy Norman Benett (akademia, kursy, szkolenia, sesje, generalnie już marka), jednym z najbardziej znanych w Polsce coachów. Przeczytałam jego wówczas najnowszą książkę Coaching Tao. I szybko ze zwykłych przygotowań do wywiadu zaczęła się akcja otwierania głowy, własnej, wcale nie tylko na potrzeby zawodowego spotkania. Pierwsze wrażenie: to takie proste rzeczy, nie trzeba rewolucji, ani trzystu godzin u psychoterapeuty, żeby żyć, jak się chce.

image

Ten coaching nie ma za wiele wspólnego z korporacyjnym praniem mózgu, ustawianiem szeregów, mantrą tabelek excella i wyjazdami integracyjnymi. Wręcz przeciwnie, Bennewicz zachęca do znalezienia swojej drogi – chcesz? Już, dziś, teraz, proszę. Od czego zaczniesz? Tu attention i warning – trzeba uważać. Żadne pytanie zadane w jego książkach nie pozostaje bezczynne. Działają od chwili, kiedy je przeczytasz.

Od tamtej chwili, kiedy Maciej Bennewicz wydał Coaching Tao – i naprawdę gdybym miała określić jakoś jego metodę, to jest to właśnie coaching-tao, coaching taoistyczny, taki, który działa w zgodzie z twoją naturą, płynie zgodnie z kierunkiem wskazówek czego tylko chcesz. Więc od tamtej chwili Bennewicz wydał już kilka kolejnych książek, wymyślił system gier coachingowych, które wprowadzają coaching na poziom naturalnej zabawy, zorganizował kilka wyjazdów pod szyldem “Coachingtravel” – w najpiękniejsze miejsca świata, gdzie prowadzi sesje w terenie. Te aktywności i jego książki to są właściwie jedyne okazje, żeby się z nim spotkać w roli coachee (klienta).

Bennewicz nie jest zwykłym coachem, choć pewnie nie chciałby, żeby o nim wypisywać peany. To człowiek bardzo wykształcony, socjolog i psychoterapeuta z kilkunastoletnim doświadczeniem. Doskonale wie, jak działa psychoterapia, od której coaching odbija się, ale i o niej nie zapomina. Coaching jest dla psychologii, jak Jung dla Freuda. Zbuntowane, super zdolne dziecko. Porzuca długie i bolesne procesy zaglądania w przeszłość – koncentruje się na tym, co jest dziś i co ma być jutro. Nie przeczy przeszłości, ale nie zajmuje się jej naprawianiem. Jest po to, żeby wzmocnić silne strony, pracuje na zasobach, ćwiczy świadomość tego, co w nas silne. Przenosi tę siłę w słabe strony, łata niemoce atutami klienta.

Uświadamia talenty (mamy je wszyscy i to znacznie więcej, niż jesteśmy świadomi), skłania do odkrycia sensu (nagle jasne staje się, po co coś robimy), zaszczepia optymizm (i mówi: ale nie traktuj siebie tak do końca śmiertelnie serio).

image

Bennewicz lubi stwierdzenie, że coaching to dar kosmitów dla ludzkości. Pisał to na swoim blogu, rysuje to w swoich mikro-komiksach, teraz wydał książkę dosłownie pod tym tytułem. Śmieje się i zaprasza do zabawy. Oddemonizowuje coaching, cierpliwie tłumaczy po co on jest, komu może się przydać i jak go stosować. Jednak to nie jest akademicki wykład, ani zestaw do nauki. Coaching to dla Bennewicza coś więcej, niż metoda, to sposób życia. Więc jego książki, ale też jego wykłady, czy kursy to nigdy nie są prezentacje punktujące założenia. To zestaw barwnych opowieści, gdzie zamiast przywoływać definicje z podręczników do psychologii i innych nauk, z których urodził się coaching – Bennewicz opowiada o życiu ich autorów, wielkich psychiatrów, neurologów i odkrywców zachowań ludzkich. Opowiada, jak wpadli na swoje pomysły, co ich otworzyło, co zaobserwowali. Co przeżyli.

Coach korzysta też ze swoich doświadczeń z klientami – zamienia je w przypowieści, układa w baśnie i zamienia w rysunki. To wszystko – po raz pierwszy – bo poprzednie książki Bennewicza (wśród których są także podręczniki metodologiczne), nigdy nie były w takim stopniu przez niego ilustrowane. Tutaj małe żyjątka śmieją się z siebie, a nas, śmiesznie komentują to, co napisał coach.

Dlaczego kosmici? Ale z ciebie kosmita – mówimy o ludziach, którzy trochę za bardzo odlecieli. Ktoś nie z tej ziemi. E.T. go home. W filmach (Odyseja kosmiczna, czy ostatnio Interstellar), ci ogólnie niewymienieni z imienia kosmici to także istoty obdarzone ponad przeciętnymi zdolnościami, przedstawiciele (zazwyczaj niewidoczni, bo realizują swoją cielesność w innych wymiarach) daleko bardziej zaawansowanych cywilizacji. Coaching otwiera zupełnie nowe możliwości. Daje do ręki narzędzia, które pozwalają widzieć świat inaczej. Mówi: jest tak, jak myślisz, że jest, czyli wręcz daje prawo do stwarzania świata. Kosmos, prawda?

Bennewicz uprawnia innych. Wprowadza figurę kosmity, innego, jako kogoś, kto chętnie się z nami podzieli narzędziami do prostego znalezienia siebie. Tak, bo to jest proste, jedyna trudność polega na tym, że wątpimy, jak bardzo.

Ten inny – co gada takie śmieszne rzeczy – to nie jest nowa figura w kulturze. To trochę błazen, trochę wariat, trochę czarownica, ten, który ma kontakty w innych światach. W innych przestrzeniach, innych wymiarach. Dziś to taki coach, który nie stosuje coachingu po to, żeby zdobywać władzę, pieniądze, czy sławę. Wystarczy mu dobre życie, dla siebie i dla innych. Co więcej, jak się okazuje – każdy może być takim coachem. Czasem dla innych, zawsze dla siebie. Jak? Czary-mary. Nie bez powodu to są czasy osieroconego syna Neo, czyli Harry Pottera. I coachingu.

image

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.