Co się dzieje w House of Cards

Niełatwo dziś podołać oczekiwaniom, zwłaszcza kiedy się jest scenarzystą seriali. Pomijając, że jest ich teraz tak dużo tak bardzo dobrych, to jeszcze rzeczywistość wydaje się przeganiać fikcję. I to raczej fikcję katastroficzną, niż romantyczną. Dlatego nowy sezon „House of Cards” jest zupełnie inny, niż wszystkie dotychczasowe. Przede wszystkim dlatego, że oczywiście należy do Claire. Ale wcale nie w sposób oczywisty. Nie chodzi o to, żeby unieszkodliwić Franka, zabrać mu żądło. To nie wystarczy.

Słusznie zauważa moja serdeczna koleżanka, rewelacyjna pisarka (i też autorka scenariuszy), Anna Fryczkowska, że jest to sezon oniryczny. Że do końca nie wiadomo, czy to się dzieje naprawdę, czy może jednak po Białym Domu chodzą już demony. Frank zaprasza przecież aktora, który w rekonstrukcji historycznej odgrywał jego przodka. Sto odcinków temu, w innym świecie, w czasach, kiedy „House of Cards” oglądano za prezydentury Obamy, jako jednak ponurą wizję. A teraz?

Przeczytaj o poprzednim sezonie House of Cards.

Nowych odcinków jest 13, wystarcza na około tydzień, na 10 dni przy naprawdę eleganckim powstrzymywaniu się, żeby nie obejrzeć czterech na raz. Frank miesiącami ciągnie już nie kampanię wyborczą, ale samo ogłoszenie wyników – w Stanach cała wyborcza procedura jest tak skomplikowana i tak wiele wspaniałych zawiłości można znaleźć w prawie, że już nikt nie wie, kto wygrał, że już powoli zaczyna być to obojętne. Frank, jak rasowy drapieżnik, ma czas, ma siłę, żeby doczekać, aż zwierzyna się wykrwawi. To na początku. Bo potem, zgodnie z oniryczną atmosferą sezonu, jak w złych snach, wszystkie zbrodnie będą się domagać kar. Ale czy Underwooda można dopaść?

I jaka jest teraz rzeczywistość, czy mniej oniryczna, niż serial? Przecież w USA już od czasu elekcji Obamy nie wiadomo tak do końca, kto wygrał. Bo w jakimś stanie jednak nie doliczono głosów, bo mogło być fałszerstwo, bo ktoś w najbardziej demokratycznym państwie świata na końcu krzyknął: nie zgadzam się! Czy Donald Trump naprawdę wygrał? Czy pozwolił na to Putin? Kiedy oglądam odcinki, w których Frankowi grozi impeachment, The Guardian transmituje live na fejsie zeznającego byłego szefa FBI, który ma dowody obciążające Trumpa. Jeśli się potwierdzą, czy będzie mu groził impeachment? Czasem tracę dystans, co jest prawdziwe: Frank znowu szantażem i pokusą zdobywający poparcie, czy Trump, którego winy są równie jawne?

To było trudne zadanie, napisać „House of Cards” po wygranej Trumpa. Nadal tak, żeby nie było łatwych, trywialnych aluzji. Nadal tak, żeby równolegle do świata szaleństwa i zła, trwał świat szaleństwa i zła. Nie ten sam, ale równie prawdziwy. I równie niewyobrażalny zarazem.

Uwielbiam ten serial i uważam, że jest w pierwszej piątce najlepszych seriali, które kiedykolwiek powstały. Nad pozostałymi na tej liście musiałabym się zastanowić 😉

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.