Sen o Diorze – wystawa w Paryżu. Fotorelacja

Chyba nigdy nie marzyłam, żeby mieć coś od Diora, pomyślałam. Zbyt klasyczne, wcięte w talii, zbyt tradycyjnie kobiece, albo zbyt strojne. Ale jednak wśród projektantów, którzy dla niego pracowali był mój ukochany Yves Saint Laurent. Ale po kolei.

W Paryżu trwa (do stycznia 2018) wystawa poświęcona 70-leciu marki Dior, z naciskiem na projekty haute couture, mody wysokiej, unikatowej, szytej na zamówienie – ubrania HC nie mają rozmiarówki, ani nie podaje się ich cen. Czyli najbardziej ekskluzywna moda jednego z najsłynniejszych projektantów. W Paryżu. Czy może być lepiej?

Wystawa zorganizowana w Muzeum Les Arts Decoratifs (tuż obok Luwru), zajmuje dwa piętra w dwóch skrzydłach niewielkiego budynku. I można od niej oszaleć. Choćby dlatego, że są nieziemskie tłumy, ale też z powodu jej dosyć bogatej inscenizacji. Można też odnieść wrażenie, że ogląda się kilka wystaw, które nie są połączone jakąkolwiek wspólną myślą, ani nawet… estetyką. Łączy je tylko Dior. Ale czy był on projektantem aż tak wieloznacznym?

Najpierw wyłaniające się z czerni, szałowo podkreślone punktowym światłem zdobne suknie. Dwór Diora, jeśli chcecie wyobrazić sobie przepych w najlepszym wydaniu, tu jest wszystko. Za chwilę ułożone kolorami gabloty, w których lewitują suknie i dodatki, zawieszone w przestrzeni torebki, biżuterie, buty. Kolorami, jak tęcza. To dla mnie najbardziej męczący moment wystawy, a jestem dopiero na początku. Potem jednak korytarze prowadzą do sali, w której przełączamy percepcję na ogrody Diora. Czyli suknie zdobione kwiatami. Przy okazji – ściany i sufity sal też. Piękne. Nie bardzo wiadomo, po co, ale piękne.

Wreszcie projektanci, którzy tworzyli dla domu mody Dior. Kolejno Yves Saint Laurent, Marc Bohan, Gianfranco Ferré, John Galliano, Raf Simons i wreszcie najnowsza dyrektor Diora: Maria Grazia Chiuri. Tylko po kilka manekinów, w tle zdjęcie projektanta.

I kolejna zmiana tempa, scenografii, akcji. Długi korytarz w minimalistycznym stylu, gdzie proste looki stoją w rzędzie, a ruchome reflektory wydobywają z cienia ciągle nowe elementy. Jakby kuratorzy chcieli zrobić z Diora współczesną instalację artystyczną. Szczęśliwie za chwilę wracamy do sedna sprawy, czyli krawiectwa. Całe ściany czarnych i białych konstrukcji prowadzą do miejsca, gdzie można zobaczyć, jak wykańczane są detale – krawcy w białych kitlach są żywi i chętni do rozmowy. Mam jednak głowę pełną bodźców i powrotny samolot do Warszawy tego dnia, muszę oszczędzać siły. Próżne nadzieje.

Bo oczywiście jest grand finale, wielki finał, jak podczas każdego pokazu mody. W ogromnej sali, gdzie nie zasłonięto oryginalnej architektury, a nawet stała się ona istotnym elementem – stoją niezliczone modele sukien, które najbardziej ukochały sobie gwiazdy. Na niewielkich ekranach filmy z przyjęć, czerwonych dywanów i premier – paradują celebrities w sukniach Diora. Ze wszystkich epok, od Marilyn do Jennifer Lawrence. Ale to, co dzieje się w sali gwiezdnych sukien, oszałamia bardziej, niż relacje z Oscarów. Trwa nieustająca instalacja światło-dźwięk. Z sufitu sypie się brokat (świetlny), wstaje różowy świt, albo zapada wieczorna cisza w kolorze błękitu. Tkaniny grają w tych światłach złotymi nićmi i kunsztownie wyszywanymi koralikami. Czary-mary, nie ma kobiety, która w tym miejscu nie poczuje się, jak księżniczka, którą właśnie za chwilę ubierze Dior. Tylko jeszcze trzeba o tym marzyć.

Przekornie wolałabym minimalizm, który – też przekornie – pojawił się u Diora ostatnio dzięki nowej szefowej, Marii Grazii Chiuri. Zamiast kilku wystaw w jednej wolałabym zobaczyć prawdziwie jedną, bardziej nowoczesną, narracyjną, przemyślaną. Na pewno jednak warto zobaczyć Diora w Paryżu, choćby po to, żeby poczuć z tak bliska jego skalę, znaczenie i jakość haute couture.

Wszystkie zdjęcia – Cud Kultury

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.