Rozmagnesowanie

Jednym z najpiękniejszych prezentów, jaki dostałam było kilkanaście kaset VHS ze wszystkimi odcinkami serialu Twin Peaks. To było naprawdę sto lat temu, jeszcze wtedy oglądało się filmy na VHSach, a także seriale (jak widać idea maratonu serialowego nie jest wcale nowa). Serial Twin Peaks był wtedy totalną magią, czymś co chciało się mieć, ciągle jeszcze oglądać, choć od czasu, kiedy David Lynch go zrealizował, mijało 10 lat. Przyjaciel, który sprawił mi ten prezent, musiał się solidnie napracować, żeby te kilkanaście kaset przegrać z jednego urządzenia na drugie, a że był człowiekiem skrupulatnym w pewnych kwestiach, każda kaseta miała naklejkę z wypisanym tytułem i numerami odcinków, pięknie się prezentowały równiutko stojąc na regale. Potem na drugim regale, na trzecim, wreszcie schowane w pudłach. Nigdy, ale to dosłownie nigdy nie obejrzałam serialu z tych kaset. Do pewnego czasu miałam nawet wyrzuty sumienia, potem, uznając, że te taśmy już się pewnie rozmagnesowały, wyniosłam je na śmietnik.

To jednak wcale nie odciążyło półek. Przez lata zgromadziłam wspaniałą ilość książek: tych, które były superważne na studiach, tych, które uwielbiałam, więc czytałam po dwa i więcej razy i tych, które zamierzałam przeczytać jeszcze raz. Albo pierwszy raz. Za każdą książką wymówka. I pudła płyt kompaktowych. Za dużo. No i filmy. Przecież na pewno będę chciała je kiedyś zobaczyć jeszcze raz. Oczywiście nigdy ich nie oglądam. Nie czytam kolejny raz książek, bo ciągle są nowe do przeczytania. Nie mogę już słuchać płyt, których słuchałam setki razy 10 lat temu. Twin Peaks się rozmagnesowuje. David Lynch siwieje i robi coraz dziwniejsze filmy.

Ten post miał być o Spotify, Netflixie, HBO GO, Google Cultural Institute oraz o rosnącym księgozbiorze na moim iPadzie. Być może nie będę już więcej oglądać pierwszych sezonów Gry o tron, ani filmów Andrieja Tarkowskiego. A jeśli, zawsze mogę do nich wrócić, za parę złotych, nie obciążając fizycznie przestrzeni wokół. Gdzieś przeczytałam, że ludzie teraz nie muszą mieć, posiadać dzieł sztuki fizycznie, wystarczy im sam dostęp. Dostęp do całej dyskografii Radiohead na Spotify. Do zasobów MOMA w galerii Google. Do wszystkich sezonów wszystkich seriali, jakie kiedykolwiek wyprodukowała stacja HBO. Jakość kultury gromadzonej na przepastnych serwerach jest coraz lepsza.

Niedawno oglądałam operę Nabucco transmitowaną z Wiednia przez aplikację Samsunga w jakości UHD. Live. Pewnie, że wolałabym pojechać do Opery Wiedeńskiej, ale czułam się trochę tak, jakbym tam była. W Spotify odkopuję wszystkie płyty, jakich słuchałam od kiedy pamiętam, znajduję też nowości, dobieram muzykę według ciekawości, upodobań i nastroju. Nie wiem, gdzie miałabym pomieścić te płyty. I ile pieniędzy na nie wydać. Którejś nocy skończyłam czytać Balladyny i romanse Ignacego Karpowicza. Kompulsywnie, natychmiast zapragnęłam kolejnej książki tego autora. W minutę była na moim iPadzie. Czekam na Netflix, czekam, aż każdy kanał tv założy sobie taką platformę jak HBO i będzie można zanurzać się dowolnie we wszystkim. Za niewielkie pieniądze. W dobrej jakości. To prawda, nie muszę mieć niczego, wystarczy mi sam dostęp. Za to do wszystkiego. Niezły deal. images

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.