Reklamy na nie

Lubię telewizję. Jest jeszcze robiona za takie duże pieniądze, jeszcze myśli, że musi istnieć. Często telewizor jest po prostu dla mnie ładnym ruchomym obrazem. Czasem jest radiem, kiedy rano biegnę do pracy. Wiem, że to totalnie niehipsterskie, nie-eco, niehumanistyczne i nie wiem jeszcze jakie nie, ale ja lubię telewizję, telewizor, lubiłam nawet pracować w telewizji. Ale to na inną opowieść.

W telewizji zwłaszcza lubię oglądać reklamy. Nie przyznaję się do tego za często, ale tak jest. Najpierw, lata temu, zauważyła to moja mama, która reklam nie lubi i ogląda wszystko co jest między nimi. Kiedy zaczynają się reklamy, wyłącza dźwięk. Ja trochę odwrotnie, zdarza mi się, że dźwięk włączam, kiedy emitują moją ukochaną reklamę. Reklamy są jak filmy hollywoodzkie w pigułce, maksymalnie przegięte, totalnie za kolorowe, absurdalnie metaforyczne, baśniowo nierealne i właśnie dlatego je lubię. Bywają też, choć rzadziej w Polsce, przebiegle inteligentne, diabolicznie pociągające, albo mają po prostu ten jeden błysk światła, jeden dźwięk, jedną twarz i wystarczy.

Ale dziś piszę o reklamach, których – przyznaję się w pełni – sensu nie rozumiem. Reklamują produkty, do których moje nastawienie przedtem było neutralne, a teraz jest negatywne. Samochody Opel i śledzie Lisner. Obie kampanie (każda po kilka filmów) oparte są na założeniu, że myślimy o produktach źle i ta reklama to zmieni. Niestety pokazuje również, że źle o nich myślimy. A jak wiadomo z psychologii – negatywne emocje są o wiele silniejsze, niż pozytywne. Oraz, co wiem z wykładów mojego ulubionego coacha Macieja Bennewicza – mózg nie rozumie zaprzeczenia. Jeśli mu powiesz: ta sukienka nie jest czerwona, zobaczy kolor czerwony. Dopiero logika mu powie: ale zaczekaj, ona NIE jest czerwona (czytając to znowu zobaczyliście kolor czerwony, choćby dlatego, że nie-czerwony nie istnieje). Czyli te reklamy utrwalają złe opinie o produktach.

Już jedna reklama Opla wystarczyłaby, żebym nigdy nie chciała go kupić. Stewardessa znajduje kluczyki w samolocie, tuż pod zasłonką oddzielającą klasę biznes od ekonomicznej. Na pewno zgubił je ktoś z ekonomicznej, myśli. Oops, jednak nie. Patrzy zaskoczona na trenera piłkarskiego Jurgena Kloppa, który wychyla się z klasy biznes, żeby odebrać kluczyki: Serio taki facet jeździ Oplem?

W drugiej reklamie kilku takich biznesmenów stoi w kolejce po odbiór samochodu w wypożyczalni na lotnisku. Pierwszy jest zaskoczony – samochód, który ma mega ilość nowoczesnych bajerów okazuje się Oplem. Serio on ma chcieć jechać Oplem?

Ale najgorsza jest trzecia. Tu, gdybym miała Opla, już bym szybko myślała, jak go sprzedać. Claudia Schiffer dzwoni do koleżanki aktorki, której akurat hipstersko brodaty fryzjer układa włosy na planie. Opowiada jej o niesamowitym samochodzie. I nagle, oooh, westchnięcie niedowierzania – Opel?

Okropnie współczuję temu Oplowi, każda z ich reklam utwierdza mnie w przekonaniu, że walczą z jakąś bardzo złą opinią. Podobnie zaczyna być z PKP – w kilku już reklamach pociągów, skądinąd mili ludzie, obalają jakieś okropne mity na temat PKP – ale co zapamięta mój mózg, kiedy słyszy te mity? Przecież nie to, że sukienka nie jest czerwona, tylko to że czerwona.

Z Lisnerem sprawa ma się inaczej. Tu nawet fajny tekst: Jadłeś kiedyś te rybki? Nie? To dać im szansę! Przyjemne i autentyczne. Niestety jakiś bystry scenarzysta wymyślił, żeby cudowny Michel Moran, francuski mistrz kuchni mieszkający w Polsce, próbował przekąskami Lisnera zastąpić pizzę i frytki. W jednym spocie wiąże dostawcę pizzy, w drugim knebluje sprzedawcę frytek, w trzecim terroryzuje gości restauracji tekstem, którym podał śledzie zamiast pieczeni, że chyba nie będą dyskutować z artystą.

Co się tak złego dzieje z tymi, dosyć smacznymi śledziami, żeby trzeba było je wciskać ludziom na siłę? Michel Moran potrafi gotować tak, że ludzie milkną z zachwytu jedząc jego potrawy (byłam kiedyś na takiej kolacji i jej nie zapomnę), naprawdę wystarczy, że stałby obok śledzi Lisner, a już wiedziałabym że chcę je zjeść. Teraz chyba nie.

Na koniec reklama, którą zeszłego lata w kółko puszczałyśmy sobie z koleżankami w redakcji. Sprzed czterech lat. Nie było jej w polskiej tv, ale i tak wszystkie reklamy tej marki, które były, są w punkt. Na pewno ją widzieliście. I na pewno chętnie obejrzycie jeszcze raz i jeszcze sto razy. Bo reklamy można oglądać ciągle. Twórcy tych świetnych nigdy o tym nie zapominają.

Swoją drogą, Opel skopiował ten pomysł i niedawno też wypuścił reklamę z kotami! Dla mnie ta reklama to dowód na to, że koty, nawet małe i cudowne nie zastąpią dobrego pomysłu, wyczucia i emocji.

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.