Przegląd prasy

Sobota, słońce. Wracam do domu trzymając złożoną gazetę. Nagle przypominam sobie słowa znanej komentatorki politycznej, która wspominając dawne czasy w Krakowie, mówiła, że człowiek w płaszczu, któremu z kieszeni wystawała gazeta to był synonim inteligenta. Kto dziś nosi wystającą z kieszeni płaszcza gazetę? Mój dziadek czytał dzienniki, tygodniki, wszystko, co było, mam sentyment do tego obrazka.

W gazetach

W tym tygodniu w dwóch poważnych magazynach: Dużym Formacie i Polityce przeczytałam reportaże o śmierci Marcina Wrony. Nie chciałam wiedzieć o nim tego wszystkiego, a jednocześnie nie mogłam się oprzeć, żeby to przeczytać. Czy on chciałby, żeby w opiniotwórczych mediach tak dokładnie układano biografię jego traum? Publicznie roztrząsano rodzinne dramaty, wstydliwe, bolesne, najbardziej intymne? Nawet jeśli sam poruszał temat relacji z ojcem, zrobił nawet krótki film inspirowany jego postacią, to jednak było na jego zasadach. Teraz żadne zasady, żadna wewnętrzna cenzura nie obroniła go przed wystawieniem na widok publiczny. Oba teksty dokładnie opisują, jak popełnił samobójstwo. O tym nie wspominały nawet plotkarskie portale, wtedy, w tych okropnie smutnych dniach cisza została uszanowana. Czy w dwa tygodnie po śmierci Marcina Wrony ta cisza nie jest już potrzebna? Reportaż w Dużym Formacie jest znakomicie napisany, ale czy to wystarczy?

Na Facebooku

Wczoraj na fejsie wszyscy szerowali film z księdzem Krzysztofem, który oskarża kościół i obu prezydentów RP o nieszanowanie praw mniejszości seksualnych. Nic bardziej słusznego. Obejrzałam film z dźwiękiem. Porusza mnie do łez każda sytuacja przemocy wobec jakichkolwiek mniejszości. Każda, bez wyjątku. I tu też spodziewałam się poruszenia, byłam z góry gotowa wesprzeć księdza myślą, ale po prostu odrzuciła mnie forma tej wypowiedzi. Teatralna, histeryczna, na granicy niepotrzebnego rozedrgania. Tak przegięta, że aż nieautentyczna. Dziwiły mnie masowe manifestacje poparcia dla księdza, ale ponieważ w 90% przypadków nie biorę udziału w dyskusjach światopoglądowych na fejsie, zaniechałam. Dziś okazało się, że ksiądz nie tylko martwi się losem gejów, ale też losem siebie jako geja w związku. Poczuliście się oszukani?

Z każdą godziną robiło się gorzej. Ksiądz zwołał profesjonalną konferencję, podczas której znowu teatralnie drżącym głosem przedstawił narzeczonego. Cała wypowiedź o prześladowaniach wobec mniejszości, ważna (w środę opublikowana na łamach Tygodnika Powszechnego), nagle straciła sens. Ksiądz się po prostu zakochał, to wspaniale, ale dlaczego podparł się środowiskami, które walczą o prawo do równego traktowania? Jaka szkoda, że poważna i odważna akcja zamieniła się w farsę. Znacznie lepiej i autentyczniej i bardziej poruszająco historia miłości księdza geja wygląda w filmie Małgorzaty Szumowskiej W imię. Z historii księdza Krzysztofa umknął nawet dramat. Zamiast oglądać powtórki coming outu księdza od razu w pakiecie z narzeczonym, lepiej zobaczyć właśnie ten film. Naprawdę jest o miłości, za to bez histerii. Albo iść do kina.

W kinie

W ten weekend mają premierę dwa zaskakujące polskie filmy. Chemia jest zaskakująca, bo trudno sobie wyobrazić dobry, niedosłowny, metaforyczny i piękny film o kobiecie w ciąży, która walczy z rakiem. Tym bardziej, że inspirowany jest autentyczną historią, która dotyczyła żony reżysera. Czytając, że ten film powstaje, zawsze myślałam, że będzie nieznośnie sentymentalny i emocjonalnie szantażujący. Ale nie. Jest poetycki, hipsterski, instagramowy, punkowy, słodko zbuntowany.

Drugie zaskoczenie: Panie Dulskie. Nie lubię tego tekstu, ani tego wątku. Jest oczywiście niepodważalnie słuszny i ponadczasowy. Ale irytuje mnie właśnie ta jego ponadczasowość, to, że dulszczyzna ciągle ma się świetnie. Naprawdę wolałabym, żeby to był temat nieaktualny. Filip Bajon, reżyser klasycznego kina bierze się za klasyczny tekst, a wychodzi z tego bardzo ciekawa, nowoczesna, lekka mozaika. Zrobić film o aktualności dulszczyzny to byłby banał. Tu jest więcej. Jest humor, są świetne aktorki (Krystyna Janda, doskonała Katarzyna Herman, Katarzyna Figura), są rewelacyjne, niekonwencjonalne ujęcia, jest intrygująca konstrukcja. To był pierwszy film, jaki zobaczyłam na festiwalu w Gdyni i wprowadził mnie w doskonały nastrój. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że festiwal skończy się tak dramatycznie…

Na Marsie

W ten weekend do kin wchodzi tez Marsjanin, jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tej jesieni. Ale to już zupełnie inna historia, nie do odnalezienia w gazecie wystającej z płaszcza. Może za sto lat?

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.