Powidoki. Ostatni film Wajdy

Wszystko jest inaczej. To nie miał być ostatni film Andrzeja Wajdy. W dniu jego śmierci w mediach roiło się od wspomnień aktorów, którzy zapewniali, że reżyser miał już co najmniej pomysł na kolejny, może nawet w szufladzie gotowy scenariusz, na pewno wielką ochotę, żeby go nakręcić.

Wajda myślał o tym, żeby zrobić film o Władysławie Strzemińskim od 20 lat, może dłużej. Od początku chciał, żeby zagrał go Bogusław Linda. Ale właściwie dlaczego? Czy Linda jest jedynym polskim aktorem, który umie widowiskowo zaciskać szczęki? Podczas festiwalu w Toronto Linda publicznie skrytykował Powidoki, choć aktorowi średnio wypada oceniać film, w którym gra główną rolę – dobrze, czy źle. Więc po śmierci Andrzeja Wajdy odtwórca głównej roli w jego ostatnim filmie o wybitnym artyście – pluje na film słowami średnio wyszukanymi. To dosyć groteskowe. Myślę tak dziś, kiedy oglądałam Lindę z Toronto miesiąc temu, było mi okropnie przykro. Bo te słowa, chamskie, pełne alkoholowej agresji są w pewnym sensie potwierdzeniem tego, z czym w Powidokach zmaga się jego bohater – z wulgarnym i bezdusznym prostactwem nowego świata, w którym nie ma miejsca na subtelności, na kulturę, na klasę – prym wiedzie cham. Całkiem dosłownie to zabiło Strzemińskiego. Wajda o tym nigdy nie zapomniał.

20150928_AnnaWloch_1015-1-5_duze podpis

W roku, w którym Strzemiński umierał w Łodzi (1952), Wajda studiował w łódzkiej Filmówce. Reżyser miał już za sobą studia (nieukończone) na krakowskiej ASP, sam malował, uczył się u Andrzeja Wróblewskiego (którego malarstwo kilka razy pojawi się w jego filmach). Temat Strzemińskiego musiał mu być bliższy, niż wiele innych. Jako młody chłopak widział to wszystko na własne oczy. Łódź, szare mury z czerwonymi plakatami, socjalistyczne hasła i socjalistycznych ludzi.

20151028_AnnaWloch_0068-1-22_duze podpis

Powidoki nie są najlepszym filmem Wajdy. Nie są nawet filmem dobrym. Ale są filmem obowiązkowym. Bo pokazują świat, w którym zostaje wydany wyrok na sztukę. Od dziś sztuka abstrakcyjna idzie do kosza, od dziś obowiązuje tylko jedna, realistyczna, zgodna z ideologią, służąca narodowi – sztuka dosłowności. To jest wątek jak z najbardziej przerażających wizji futurystycznych, w których pali się książki na stosach, ukrywa myśli, chowa marzenia. Tyle, że to działo się naprawdę. Sztuka, której nie wolno być sztuką. Ma służyć, ma być publicystyką, komentarzem i ma edukować. Jak, o czym i po co – o tym decydują urzędnicy. Dla mnie Linda może słabo grać drewniane dialogi, scenariusz mieć dziury, a aktorzy grać na granicy amatorszczyzny – ale ta rzeczywistość, to przesłanie i ten głos na temat wolności sztuki nadają Powidokom wartość niepodważalną.

"Powidoki" rez. Andrzej Wajda Fot. Anna Wlochwww.annawloch.com

Poza tym wszystko, co czytacie o filmie Wajdy jest prawdą. Brakuje arcyciekawej postaci Katarzyny Kobro (wybitnej rzeźbiarki, jego żony). Niektóre dialogi brzmią, jakby je przekopiowano z Wikipedii. Jest szkolnie, dziwnie, dusząco, ciężko. A jednak długo po tym filmie pamięta się koszmar. I wcale nie jest nim powolny upadek artysty, stopniowe zapadanie się w biedzie, w końcu głód, zimno, gruźlica. Najgorsza jest ta rzeczywistość, w której zadecydowano, że nie ma miejsca na wyobraźnię, kolory, abstrakcje, grę, niedosłowność. Nie wolno patrzeć w słońce – bo kiedy po chwili odwróci się głowę, pod powiekami zostaną wybuchające barwami koła. To właśnie powidoki. Strzemiński użył tego pojęcia, żeby wytłumaczyć swoją teorię malarstwa.

"Powidoki" rez. Andrzej Wajda
Fotosy: Jaroslaw Sosinski
+48 502 702 022

Oczywiście chodzi o wolność. Nie wolno patrzeć po swojemu, ani widzieć tego, co się chce. Dziś myślę, że ten dziwny film, pokazujący tylko dwa lata z życia Strzemińskiego, okrojony jak kadłubek, ściśnięty do kilku ścian, kilku wątków, dziwnie niepotrzebnych słów – być może był zamiarem Wajdy. Film brzydki, w którym gaśnie nadzieja do końca, choć trudno uwierzyć, że może się tak stać. Że ktoś może przyjść i zgasić światło. Społeczeństwo potrzebuje socrealizmu, mówią Strzemińskiemu. Jasnych przekazów i klarownych treści. A jeśli artyście się to nie podoba, artysta nie istnieje. Bo jak niby on to sobie wyobraża? Żeby istnieć poza systemem?

Po Powidokach najbardziej żałuję, że nie będzie już kolejnego filmu Wajdy. Że nie włączy światła. W poniedziałkowym wywiadzie w „Dużym Formacie” GW z Bogusławem Lindą nie pada pytanie o to, dlaczego opluł swój film.

20151020_AnnaWloch_0157-1-2-25_duze podpis 20151001_AnnaWloch_1655-1-11_duze podpis

foto: materiały prasowe, Anna Włoch, AKSON Studio

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.