Pisarka Marta Guzowska o serialu „Stranger Things”

Serial Stranger Things oglądałam najpierw ze sceptycyzmem (nawet nie przygotowałam sobie czipsów, ani wina, ani nawet herbaty), a potem z rosnącą fascynacją, a zakończyłam z poczuciem głębokiej satysfakcji i apetytem na więcej. Czyli zareagowałam dokładnie jak miliony widzów na całym świecie. Dlaczego? Ano dlatego:

Po pierwsze: lata osiemdziesiąte to złote lata wielu z nas. No i co z tego, że dekada zaczęła się stanem wojennym, a potem było dużo ogólnej beznadzie, skoro my byliśmy albo dzieciakami, albo panienkami na wydaniu jak siostra Mike´a i gdzieś mieliśmy politykę. Za to chadzaliśmy do kina i zaliczyliśmy te wszystkie „E.T.”, „The Goonies” i „Poltergeisty”. I nikt nam tej mitologii dorastania nie odbierze.

stranger-things-night

Po drugie: pochodzę z małego miasteczka. I co prawda małe miasteczka w Polsce bardzo się różniły (i nadal różnią) od małych miasteczek w Ameryce, ale coś wspólnego jednak mieliśmy. Rowery jako główny środek lokomocji. Włóczenie się samotnie lub z bandą przyjaciół. Rodziców, którzy zajęci swoimi sprawami nie zawsze wiedzieli, czy jesteśmy w domu. Na temat słodkiej wolności lat osiemdziesiątych napisano już dosyć, nie będę tego powtarzać.

stranger-things-winona

Po trzecie: w tym serialu ludzie wyglądają mniej więcej normalnie. Chief ma brzuszek, Winona – obwisły podbródek i wory pod oczami, a Barb – wielki tyłek. Nawet główna heroina Nancy uwodzi chłopaka spiczastym noskiem i zerowym biustem. Komu już się znudziły nadmuchiwane lale (obojga płci) z telewizji, ręka w górę.

stranger-things-1

Po czwarte: to jest po prostu świetnie zrobiony serial. Z odpowiednio dawkowanym suspensem, wyrazistymi bohaterami, i tak dalej, i tak dalej. Takie rzeczy zawsze dobrze się ogląda.

Ale jest też po piąte.

Po piąte: to jest film o tym, że my jesteśmy Dobrzy, a Źli, to Oni. Tacy bardziej Oni, czyli potwór przywołany przez Eleven z innego wymiaru i ci trochę mniej Oni, jak personel laboratorium i doktor Brenner. Ale ci drudzy to też Oni, w końcu laboratorium ogrodzone jest płotem, drutem kolczastym i wyraźnie oddzielone od miasteczka.

stranger-things-cud

My jesteśmy fajni. Niektórzy mniej (były mąż Joyce), ale nikt z nas nie jest prawdziwym potworem. Dlatego to wcale nie jest film dla widzów o mocnych nerwach. Przeciwnie, to film dla widzów wrażliwych, bo od razu wiadomo, że jak nasi idą przywalić potworowi, to będzie fajna, widowiskowa jatka. Nie musimy się obawiać, że ktoś z naszych gdzieś tam za plecami będzie z potworem kolaborował. Nasi w „Stranger Things” są w porządku.

Czyli dokładnie jak w dzieciństwie, nie? My byliśmy okej, a wszyscy źli, to byli Oni. Potem dorośliśmy i zaczęliśmy czytać kryminały i horrory, w którym każde dobro ma swoją mroczną stronę. Takie, wiecie, relatywistyczne. A potem się okazało, że bardzo, ale to bardzo brakowało nam tego prostego podziału na jasną i ciemną stronę.

I to odkrycie jest jedyną naprawdę przerażającą rzeczą w „Stranger Things”.

Marta Guzowska

stranger-things-title


Marta Guzowska, autorka czterech, doskonale przyjętych kryminałów, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru, doktor archeologii, kosmopolitka, mieszkanka Wiednia urodzona w Brwinowie. Właśnie ukazuje się jej piąta powieść, Czarne światło. To kontynuacja cyklu, którego głównym bohaterem jest antropolog Mario Ybl, błyskotliwie inteligentny cynik i złośliwiec. Mario ma równie wielu fanów, co mocne, wartkie, charakterne pisarstwo Marty Guzowskiej, która każdą swoją powieść tak dobrze nasyca zwrotami akcji, że naprawdę nigdy nie wiadomo, co czai się za rogiem.

czarne-swiatlo-3d

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.