Parada grzeszników (15)

Piotr Jezierski

PARADA GRZESZNIKÓW

 

W POPRZEDNICH ODCINKACH: Natalia zostaje uprowadzona podczas odbywającej się w Szczytnie konferencji. Zaraz potem splatają się losy Krzysztofa, Jacka i Barona Warsa. Mężczyźni przesłuchują chłopaka, który wcześniej zaczepiał Krzyśka w kawiarni, okazuje się, że jest on wykonawcą poleceń tajemniczych prześladowców. Tymczasem Natalia jest przetrzymywana na piętrze nieznanego sobie domu. Planuje ucieczkę.

 

ODCINEK 15

 

Zaparkował na rogu Racławickiej i Niepodległości. Był sam. Z Krzyśkiem i Jackiem umówił się na wieczór. Miał trochę czasu, żeby przygotować się do, miał nadzieję, kluczowego dla ich sprawy spotkania. Czekał go mały spacerek, chciał trochę pokrążyć po okolicy nim dotrze do celu, dla zgubienia ewentualnych pleców. Wszedł między budynki, minął szkołę podstawową i dotarł do końcówki Łowickiej. O tej porze na osiedlu był mały ruch. Nie zauważył nikogo podejrzanego. Założył na głowę wyjętą z kieszeni czapkę z daszkiem. Wrócił na Racławicką i doszedł aż do Wołoskiej. W kiosku na rogu kupił papierosy i gazetę, po czym podbiegł na Odyńca i zaraz na początku ulicy skręcił w lewo, do furtki prowadzącej na ogródki działkowe. Opuścił gwarną ulicę i wkroczył na ciągnącą się wśród drzew alejkę, enklawę zieleni w centrum miasta, teraz wyściełaną gnijącymi liśćmi. Mijał małe domki, z których każdy wyszedł spod ręki innego stolarza, niektóre stawiali budowlańcy amatorzy. Dotarł do drugiej przecznicy tej wielkomiejskiej wioski i zaraz znalazł się przy pomalowanej na brązowo furtce. Wyciągnął klucz, przekręcił go w zamku i wszedł na ogródek, którego centralne miejsce zajmował mały, drewniany domek ze spadzistym dachem. Obszedł budynek i dotarł do drzwi wejściowych, które znajdowały się po jego drugiej stronie. Kolejne dwa klucze pomogły mu uporać się z zamkami. Wszedł do środka. Pomieszczenie miało jakieś pięć na pięć metrów. Dwa krzesełka ogrodowe, mały stolik, stara szafa w kącie i rozkładany tapczanik. Na ścianach odłażąca tapeta w kwiaty. Na wszystkim leżała niewielka warstwa kurzu. W sezonie letnim domek był używany przez starsze małżeństwo, wynajmujące go od pewnego adwokata, który zasiadał w zarządzie ogródków działkowych, był też prawnikiem i zarządcą polskiego majątku pewnej wdowy, mieszkanki Monachium, przyjaźniącej się z Pawłem Walendziakiem, majętnym emigrantem, obecnie, według jej wiedzy, podróżującym po świecie emerytem. Paweł miał mieszkanie w tej samej kamienicy, co wdowa i dzielił się z nią wrażeniami z odbywanych podróży, zapraszał kobietę do siebie i nie męczył, jak inni, pokazem zdjęć z egzotycznych regionów świata, a częstował winem i fascynującymi opowieściami. Wars lubił te spotkania, jeszcze dziesięć lat temu okraszone seksem, teraz wypełnione wspomnieniami spędzonej w kraju młodości. Walendziak, to było jego emigranckie nazwisko. W Monachium spędził najwięcej czasu, dorobił się mieszkania i grupy znajomych, która uważała go za polonijnego biznesmena od tekstyliów.

Odchylił zasłony w oknie naprzeciwko drzwi, usiadł na krzesełku, zapalił i patrzył na działkową furtkę widoczną za pożółkłą firanką. Wypalił dwa papierosy, w tym czasie na alejce nie pojawił się żywy duch. Wars wstał i podszedł do drewnianych drzwi prowadzących do niewielkiej przybudówki. Odchylił blokujący je haczyk i spojrzał do środka niewielkiego schowka. Z półmroku wyłowił ustawione pod ścianą łopaty, metalową konewkę i worki nawozu. Wystawił część sprzętu ogrodniczego na zewnątrz, tak żeby odsłonić przednią część podłogi. Podciągnął wykładzinę PCV i wyjął leżące pod nią deski szczelnie zakrywające metalowy właz. Tutaj przydał mu się kolejny, tym razem dużo większy klucz, który wsadził do zamka i przekręcił, a potem trzymając go otworzył wejście w podłodze. Z kieszeni wyciągnął latarkę i poświecił do otwartego właśnie szybu. W dół biegła metalowa drabinka. Oparł właz o ścianę i postawił stopę na pierwszym szczeblu, potem zniknął w otworze. Szyb prowadził jakieś cztery metry pod ziemię.

Kiedy dotarł do podłogi poświecił po pobliskiej ścianie i odnalazł stary włącznik. Przekręcił wystającą, czarną wypustkę i pomieszczenie zalała żółta poświata. Sufit znajdował się tuż nad jego głową. Piwnica była wielkości stojącego nad nią domku, ale dużo starsza. Czerwona cegła kontrastowała z prowadzącym na dół betonowym szybem. W ścianie na przeciwko widać było zamurowane przejście do kolejnych pomieszczeń, Wars wiedział, że prawie w całości zawalonych, bo sam murował, kiedy w latach siedemdziesiątych szykował sobie ten schowek. Pociągnął ręką po ścianie. Niektóre cegły już się kruszyły, ale na szczęście w pomieszczeniu nie było wilgoci. Schylił się do jednego z wielu plastykowych worków zalegających na podłodze. W środku znajdowała się blaszana skrzynia opisana niezmywalnym flamastrem, zobaczył daty 1975-1980. Zakrył worek i odsłonił kolejny. Dopiero na czwartym zamiast dat widniała tylko jedna litera – M. Otworzył go i  przyświecając latarką zaczął przeglądać zgromadzone wewnątrz skoroszyty. Wyciągnął jeden, a z niego tekturową teczkę, którą odłożył na bok.

Archiwum przeniósł tu już w latach dziewięćdziesiątych. Specjalnie po to wrócił wtedy do Polski. Kilka miesięcy wcześniej wysłał Leszkowi podwójne zaproszenie na wycieczkę do Grecji. Kiedy przyjaciel był na wakacjach Wars zjawił się w Ząbkach i opróżnił swoją piwnicę. Paprockiemu zostawił tylko list, w którym przepraszał za konspiracyjne zachowanie i brak kontaktu zapewniając, że umówione spotkanie w dwutysięcznym jest wciąż aktualne. I tutaj zawiódł przyjaciela, fingując później swoją śmierć nie mógł się więcej pojawiać w kraju.

Teraz, po raz pierwszy od lat, zaglądał do swojego prywatnego zbioru informacji szkodliwych. Miał już to, czego potrzebował do odbycia rozmowy. Musiał jeszcze pokazać, że nie zawaha się tego użyć.

*

Jacek już drugi raz zmierzał do biurowca na Mokotowie. Dzień wcześniej zjawił się tu prosząc o spotkanie z Adamem. Wcześniej dzwonił, ale rozmówca pozostawał poza zasięgiem, a telefon nie oferował nawet opcji pozostawienia wiadomości. Wolał złapać go tutaj, bo zjawienie się w praskim mieszkaniu faceta Natalii groziło spotkaniem chłopaków z dzielnicy. Znał adres jego pracy, bo kiedyś narzeczony siostry podrzucił go do miasta zostawiając pod swoją robotą. Nie wiedział, co Adam robił i jakie zajmował stanowisko. Dzień wcześniej podał sekretarce w hallu biurowca nazwisko i poprosił o skierowanie na odpowiednie piętro, ta pogrzebała w komputerze, potem gdzieś zadzwoniła i poinformowała go, że Adama nie ma teraz w centrali. Doradziła wrócić następnego dnia podając godziny, w których pan kierownik będzie obecny. Teraz Jacek dopalał papierosa przed budynkiem, po raz kolejny zastanawiając się nad tym jak poprowadzić rozmowę z panem kierownikiem. Zgasił kiepa w doniczce przed wejściem i znowu znalazł się w poczekalni dla petentów. Tym razem na dyżurze nie siedziała zgrabna blondynka a postawna pani w średnim wieku, mrukliwy strażnik chroniący dostępu do pracowników korporacji. Kolejny raz poprosił o spotkanie z Adamem. Zapytała o nazwisko Jacka, zadzwoniła gdzie trzeba i poleciła zaczekać pięć minut na masywnej, skórzanej kanapie w kolorze mokka. Kiedy dobijały ostatnie sekundy oczekiwania odezwał się dzwonek windy i z kabiny wysiadł Adam ubrany w swój służbowy mundur – ciemny garnitur.

– Cześć – powiedział podając Jackowi rękę i zerkając na sekretarkę dodał. – Chodź na zewnątrz. Zajaramy.

Jacek planował od razu przejść do sedna sprawy, ale jakoś obawiał się reakcji Adama, więc zwlekał najpierw częstując go papierosem, pan kierownik nie zabrał swoich z biurka.

– Gdzie jest Natalia? – powiedzieli jednocześnie. Gdyby sytuacja nie była tak poważna pewnie wybuchnęliby śmiechem, ale obaj zachowali kamienne miny.

– Od dwóch dni się nie odzywa, telefon milczy. Wczoraj miała wrócić ze szkolenia, ale nie było jej w domu…

– Dzwoniłeś do Szczytna?

– Powiedzieli, że impreza została odwołana. Nie meldowała się w hotelu – odpowiedział Adam, a Jacek, widząc jego zdenerwowanie, był bliski wyjawienia prawdy. Jednak słowa Warsa mówiącego o konieczności utrzymania pełnej konspiracji popchnęły go do budowania kłamstwa.

– Gadałem z Barbarą, Natalii nie ma u matki. – Rzeczywiście dzwonił do sąsiadki, ale zapytać o samopoczucie rodzicielki, która zachowywała się spokojnie, dzięki lekom radząc sobie z codziennością.

– Też dzwoniłem. Znajomych pytałem, ale nikt jej nie widział. Do pracy dzisiaj nie przyszła. Skoro nawet ty się zjawiłeś i jej szukasz, to coś musiało się stać. – Adam nerwowo zaciągnął się papierosem.

– Trzeba iść na policję. Ona tak nie znika. Ma ciebie, matkę, nie urwałaby się tak bez słowa.

– A ty nie powinieneś? Jesteś z rodziny, a ja tylko…

– Wolałbym się władzy nie narzucać. Matka nie zgłosi, nawet gdyby mogła, to lepiej jej nie denerwować. Ty jesteś najbliższym – zawiesił się szukając słowa – człowiekiem dla Natalii.

– Dobra, zgłoszę. A ty daj mi swój numer telefonu, bo stary nieaktualny. Do ciebie też wczoraj kręciłem i milczy…

– To tak jak ja do ciebie – odparł Jacek.

– Teraz wiszę na służbowym. Masz – podyktował mu swój numer. Jacek puścił sygnał. Przez chwilę grzebali w swoich aparatach.

– To jak działamy? – zapytał Adam. – Ja idę na policję, a ty co?

– Podzwonię po dzielnicy. Wejść tam nie mogę, ale może ktoś ją widział ze znajomków. Coś słyszał. Będziemy w kontakcie. Daj znać zaraz jak pogadasz glinami. Nie wiem, co jeszcze? Może po szpitalach podzwonić?

– Zajmę się tym. Sekretarka zaraz sprawdzi wszystkie izby przyjęć…

– W Warszawie, Szczytnie i może gdzieś po drodze coś się… – Jacek zamilkł a Adam złapał go za ramię i ścisnął uspokajająco.

– Znajdziemy ją, spokojnie.

– Dzięki – odparł czując się nieswojo, jako odpłacający kłamstwem za gest sympatii. – Jak tylko coś usłyszę, dzwonię.

*

Obiad składał się z czystego rosołu w poobijanym termosie i kolejnej porcji owoców. Tym razem zamiast herbaty dostała kompot, zdaje się, że z suszonych śliwek. Nie znosiła ich, śmierdziały dla niej spalenizną. Kiedy wnosili posiłek leżała nieruchomo twarzą do ściany. Drzwi mocno trzasnęły, kiedy niosący posiłek mężczyzna zamknął je za sobą. Widać tak chcieli ją obudzić na kolejną dawkę substancji odżywczych i uspokajających farmaceutyków. Odczekała chwilę i wstała z łóżka. Była bardzo głodna, ale i tym razem pozbyła się jedzenia. Wyjrzała przez okno, strażnik się nie zmienił, gapiąc się w ziemię chodził w tę i z powrotem wzdłuż ściany domu. Nie zauważył jej. Zdecydowała się przejść do realizacji planu. Przy łóżku stał mały stoliczek z szufladą, wcześniej sprawdziła, był niewielki, ale bardzo ciężki. Starając się zachowywać jak najciszej przeniosła go na parapet. Zaciskała zęby, żeby nie wydać z siebie nawet najcichszego jęknięcia. Ustawiła ciężar na skraju okna i czekała, aż strażnik znajdzie się dokładnie pod nim. Nie wiedziała czy ktoś z budynku, wyglądając przez okna piętro niżej, nie przygląda się mężczyźnie ze strzelbą. Musiała zaryzykować. Liczyła jego kroki skupiając się na szybkości, z jaką przemieszczał się po podwórku. W odpowiednim momencie pchnęła mebel, który spadł dokładnie na jego głowę. Strażnik upadł. Stolik trzasnął o kamienne podłoże. Wstrzymała oddech czekając na reakcję ewentualnych obserwatorów. nikt nie podniósł alarmu. Przeszła na drugą stronę okna i usadowiła się przodem do pokoju, stopy opierając o gzyms poniżej parapetu. Złapała mocno framugę i spojrzała za siebie, była jakieś trzy metry nad ziemią. Na szczęście nie zabrali jej butów. Ręce drżały od wysiłku. Policzyła do trzech i odbijając się od ściany rozprostowała palce.

*

Umówili się na Powiślu, w budce z Kebabem naprzeciwko szpitala. Jacek już zajadał baraninę, kiedy zjawił się Wars. Mężczyzna też zamówił posiłek i usiadł obok chłopaka. Zapytał o rozmowę z Adamem i usłyszał skróconą wersję wydarzeń opowiadaną przez wciąż mielące jedzenie usta. Krzysiek pojawił się akurat w momencie, kiedy Baron odbierał swoje danie. Nie witając się nowo przybyły rzucił na stół gazetę otwartą na dziale miejskim.

– Czytaliście? – zapytał zebranych. Mężczyźni pochylili się nad artykułem okraszonym zdjęciem roztrzaskanego samochodu.

– Zginął podejrzany w aferze z prywatyzacją Polmosu? A co to ma z nami wspólnego? – zapytał Jacek.

– Spójrz na samochód – powiedział Wars. – Land Rover, niebieski.

– Może zbieg okoliczności? – zastanawiał się brat Natalii, kiedy Krzysiek wyciągał z kieszeni swojego smartfona. Chwilę czegoś w nim szukał.

– To znalazłem, kiedy zacząłem szukać informacji o tym wypadku – pokazał im galerię zdjęć. – Pisali, że były dwie ofiary śmiertelne. O tutaj macie fragment ciała tego drugiego. – Pokazał im leżące na noszach zwłoki mężczyzny, kadr obcinał mu głowę, ale Wars od razu poznał człowieka.

– To on?

– Kto do cholery? – awanturował się Jacek.

– Koleś, z którym wczoraj rozmawialiśmy. Cwaniaczek z Nowego Światu – Krzysiek rozjaśnił wątpliwości. – Jedyny świadek, do którego dotarliśmy. A kierowca Land Rovera…? Na niego mieli pewnie haka w sprawie tego przekrętu z prywatyzacją. To nie przypadek, że sprawa wypłynęła akurat teraz. Pewnie nie chciał z nimi współpracować?

– Czyli, że wątek z nieznaną ofiarą graczy mamy zamknięty? – podsumował Jacek.

– Za jednym zamachem załatwili też kapusia. Kurwa, to musiało być kilka godzin po naszej rozmowie. – Wars zamilkł przyglądając się zdjęciom i gazecie. Po chwili postukał palcem w miejscu gdzie wydrukowano nazwę producenta alkoholu. – Poszukajmy jakichś wiadomości na ten temat. Może ślepy trop? Ale coś do głowy może wpaść.

– Co teraz zrobimy? – zapytał blady na twarzy Krzysiek. – Najpierw porywają, a teraz zaczęli mordować ludzi.

– Musimy zacząć kojarzyć fakty. Za mało wiemy. Ale najpierw zjem to gówno. Na głodniaka, to tylko wrzody dobrze pracują.

*

Upadając nie zwichnęła kostki, ale omsknęła się na kolano zdrapując z niego skórę. Odetchnęła głęboko i zaraz odwróciła się w stronę niewidzianego wcześniej parteru budynku. W ścianie faktycznie mieściły się okna, trzy, olbrzymie i zakryte potężnymi okiennicami. Nikt jej nie widział. Podeszła do nieprzytomnego mężczyzny. Oddychał. Zauważyła ślad uderzenia na jego głowie, ciemne włosy zlepiała z boku gęsta ciecz. Zadrżała zastanawiając się czy aby nie uszkodziła mu mózgu. Już czuła na plecach oddech jego rządnych zemsty braci. Złapała za strzelbę i rzuciła ją za mur. Podeszła do jednego z drzewek rosnących najbliżej bielonego wapnem ogrodzenia i wdrapała się na nie. Już wcześniej upatrzyła sobie gałąź, po której planowała przedostać się na drugą stronę. Miała nadzieję, że przeprawa wytrzyma. Całe dzieciństwo spędziła latając po drzewach razem z Jackiem. Była rasową chłopczycą i to ona nauczyła młodszego brata wspinania się na wszystko, co pozwalało spojrzeć na świat z wysokości. Zbliżyła się do szczytu muru, przeszła na niego i zeskoczyła prosto na trawę po drugiej stronie. Odszukała strzelbę. Przewiesiła ją przez ramię. Nie potrafiła z niej strzelać, ale pozostawiona broń mogła wrócić w ręce prześladowców, a gdyby ją dogonili była gotowa użyć jej, jako argumentu w ewentualnych rokowaniach. Biegiem ruszyła przed siebie, jak najdalej od dziwnego więzienia pełnego niemych strażników.

*

Z kebaba poszli do najbliższej kafejki internetowej. Przejrzeli informacje dotyczące prywatyzacji interesującego ich Polmosu. Nazwiska pojawiające się w tej sprawie nic im nie mówiły. Wydrukowali kilka stron, żeby w razie potrzeby wrócić do nich później. Na Solcu znaleźli prawie pustą kawiarnię, w której muzyka grała na tyle głośno, że nie ryzykowali podsłuchania przez innych gości. Jacek i Wars wzięli po piwie, Krzysiek zamówił kawę. Usiedli przy dużym stoliku w rogu.

– Panowie. Jeśli mamy ruszyć dalej i sobie pomóc czas na odrobinę więcej szczerości. Nasz spisek grzeszników wymaga małej spowiedzi. Musimy poznać się bliżej…

– Nie – zerwał się Krzysiek. – Nie powiem wam, co zrobiłem. Nikomu nie powiem…

– Spokojnie. Do tego wcale nie musi dojść. Chcę tylko znaleźć wspólne elementy. Szczególnie, co łączy ciebie i Natalię. Może tak do czegoś dojdziemy? Zacznijmy od tego gdzie pracujesz?

Krzysiek się wahał. Pociągnął łyk kawy.

– Człowieku, czas leci. Powiesz tylko tyle, ile i tak pewnie byśmy znaleźli w sieci wpisując twoje imię i nazwisko.

– No dobra, w handlu robię. Jeżdżę do klientów i wciskam oferty – podał im adres swojego biura i pociągnięty przez Warsa za język powiedział, do kogo należy jego firma.

– Kurwa, to nie ma nic wspólnego z Natalią. Ona siedzi w mediach. Może jakąś reklamę twój prezes zlecał jej firmie i siora się o jedno zero pierdolnęła. Ale to chyba za mało, żeby niszczyć człowiekowi życie?

– Spokojnie, to wszystko może być ważne – powiedział Wars podnosząc nos znad małego notesiku, w którym co chwila coś notował. – Potem sprawdzę czy są jakieś powiązania. – Powiedz Krzysiek gdzie mieszkasz?

– Na Pradze…

– No, to coś wspólnego mamy – zauważył Jacek. – Natalia przy Skaryszaku, a ty gdzie?

– Targowa, przy Marcinkowskiego.

– To niedaleko – zauważył Wars. – Całe życie tam?

– Nie, najpierw mieszkałem na Grochowie, ze starymi, a potem kupiłem to mieszkanie.

– My prawie całe życie przy Gocławskiej – powiedział Jacek. – Kurwa, teraz trzeba by obgadać wszystkich znajomków, porównać czy wspólni.

– A do szkoły gdzie chodziłeś? – zapytał Krzyśka Baron popijając piwo.

– Liceum, to do Władysława, na Jagiellońskiej.

– No i jest! – wrzasnął Jacek. – Masz Wars dobre pomysły z tym porównywaniem. Chodzili do tego samego ogólniaka.

– I w tym samym czasie – dodał Wars. – Rok różnicy. Jak się nie mylę jesteś od niej o rok starszy?

– Skąd wiesz?

– Wybacz. Zboczenie zawodowe. Na samym początku musiałem sprawdzić chociaż twój dowód. – Krzysiek złapał się za portfel w tylnej kieszeni spodni. – Spokojnie, tylko zajrzałem. Zaufanie zaufaniem, ale zjawiłeś się na naszej drodze dosyć… niespodziewanie.

– Dobra, ale z waszą Natalią się nie kumplowałem. Nie pamiętam… Macie jakieś jej zdjęcie, bo w Szczytnie nie zdążyłem się przyjrzeć?

Jacek zajrzał do komórki i odszukał numer telefonu siostry, do strony w adresowniku podpięte było jej zdjęcie. Pokazał je Krzyśkowi mówiąc: – Za wyraźnie nie jest.

– No z korytarza może twarz kojarzę, ale chyba nikt… – zamilkł na chwilę. – Nie, nikt się z nią nie kumplował z moich. – Popatrzył na opróżnione do połowy szklanki swoich kompanów. – Widzę, że trochę posiedzimy, jednak wezmę browar. – Wstał i podszedł do baru.

Musiał na chwilę ich opuścić, bo bał się, że coś wyczytają z jego twarzy. Zdenerwował się wynikami tego przesłuchania. Naprawdę kojarzył Natalię tylko, jako jedną z wielu dziewczyn mijanych na szkolnym korytarzu. Pamięć do twarzy miał dosyć dobrą. Ale kiedy zobaczył jej zdjęcie zdał sobie sprawę, że była w wieku Moniki i mogła chodzić z nią do klasy. Jeśli miałby pomóc współspiskowcom rozwiązać zagadkę powinien wyjawić ten trop, jednocześnie opowiadając o nieszczęśliwym wypadku sprzed lat. Nie był na to gotowy. Ręka mu się trzęsła, kiedy płacił za piwo. Miał nadzieję, że alkohol, choć odrobinę go uspokoi. Czekając na resztę upił duży łyk. W lustrze za barem widział, że jego kompani rozmawiają o czymś nie patrząc w jego stronę. Pomyślał, że nie zauważyli jego zdenerwowania. Wrócił do stolika i w momencie, w którym odstawiał szklankę, podskoczył o mały włos nie rozlewając płynu. Przestraszył go mocny dźwięk dochodzący z własnej kieszeni. Dostał sms. Wyciągnął telefon i siadając czytał otrzymaną właśnie wiadomość. Potem pobladł. Spojrzał na Warsa i powiedział: – Za pół godziny mam być na Centralnym, przy kasach na górze. Napisał „bądź sam”.

*

Szklanka ziębiła dłonie tak, że aż czuł to w kościach. Powykręcane palce lewej dłoni trzymały ją bardzo mocno. Reumatyzm ostatnio bardzo doskwierał i zdarzało mu się wypuszczać z dłoni różne przedmioty, dlatego teraz, niosąc whisky z lodem do gabinetu, skupił się na tym, żeby jej nie wypuścić. W mieszkaniu panował półmrok, ale znał trasę na pamięć. Najbliższym źródłem światła była lampka na biurku, do którego zmierzał. Postawił naczynie na tekturowej podkładce, którą przygotował wcześniej. Nie lubił okrągłych śladów na meblach, szczególnie tych, przy których pracował. Z westchnięciem opadł na fotel. Trzasnęły stawy w kolanach. – Stare cielsko – powiedział sam do siebie i sięgnął po szklaneczkę. Lekarz oczywiście zabraniał tak mocnych alkoholi, ale on regularnie, co drugi dzień, pozwalał sobie na małą dawkę podczas wieczornego sprawdzania maili. Szczególnie po tak ciężkim dniu jak ten, cieszył się z tej małej przyjemności. Wiek nie pozwalał mu już na większe ekstrawagancje. Włączył komputer i po chwili zalogował się na pocztę. Nie sprawdzał jej od rana, mimo, że ta droga komunikacji była niezbędna w prowadzonych przez niego interesach. Nie znosił technicznych gadżetów i od kilku lat wręcz zmuszał się do obsługiwania komputera. Miał osiem nieprzeczytanych wiadomości. Otworzył najstarszą, pozbawioną tytułu i zamarł. Krótki tekst informował go gdzie i o której ma być rankiem następnego dnia, jeśli się nie zjawi materiały z załącznika trafią do prasy i prokuratury. Otworzył dołączony plik i przejrzał dokumenty, z których każdy kończył się jego podpisem. Do PDFa doklejone były jeszcze jego zdjęcia sprzed trzydziestu lat, rozmawiał na nich z ludźmi, których oficjalnie nie znał i wcale nie chciał poznać. Kiedy skończył zamknął laptopa i sięgnął do szuflady po paczkę czerwonych Marlboro. Trzymał je właśnie na taką okazję – chwile wkurwienia, podczas których niestraszny był rwący płuca kaszel. Zapalił i zaciągnął się mocnym dymem. Popatrzył na poroże wiszące naprzeciwko biurka i zachrypniętym głosem powiedział: – Jebany, kurwa Wars!

 

Copyright by Piotr Jezierski, Foto Piotr Jezierski

Tę powieść w odcinkach możesz przeczytać tylko tu, na blogu CUDKULTURY.PL

16 odcinek powieści za dwa tygodnie.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.