Parada grzeszników (14)

Piotr Jezierski

PARADA GRZESZNIKÓW

 

W POPRZEDNICH ODCINKACH: Tajemniczy prześladowca komplikuje życie Natalii i Krzysztofa. Zmusza ich do wyjechania na tajemniczą konferencję. W Szczytnie Natalia zostaje uprowadzona. Zaraz potem splatają się losy Krzysztofa, Jacka i Barona Warsa. Po nieudanym pościgu za porywaczami trzech mężczyzn planuje następne posunięcia w rozgrywce, w której stawką jest ich przyszłość.

 

ODCINEK 14

 

Przeklinał wpadkę. Przeklinał pogodę i wlewający się za kołnierz deszcz. Przeklinał też Warszawę, w której nie można było znaleźć baru dla palących. Sprawdził ze cztery knajpy, które wyrosły w ostatnich latach na trasie z placu Unii Lubelskiej do Zbawiciela. Wszędzie wyganiali ludzi na zewnątrz. Miał jeszcze pół godziny, żeby wysłać do chłopaków sms z informacją gdzie będzie na nich czekał, kiedy przypomniał sobie o kawiarni z cukiernią na rogu Marszałkowskiej. Nie siedział w tym lokalu od kilkunastu lat. Wcześniej tylko czasami zaglądał, kiedy były jakieś interesy w pobliżu. Ostatni raz był tu, kiedy kazali mu łazić za jednym redemptorystą. Wspaniałe czasy. Godziny siedzenia przy kawce i zerkania na przechodniów. Miał podzielną uwagę i mógł kątem oka obserwować teren jednocześnie poczytując gazetę czy książkę. Pochłonął wtedy niemal całą serię z jamnikiem.

Otworzył wąskie drzwi do kawiarni i od razu poczuł kojącą, zatopioną w gryzącym dymie atmosferę. Parka przy barze. Trzy stoliki zajęte przez starszych ludzi, jeden przez młodych przeglądających jakieś notatki, pewnie z zajęć. Wszędzie popielniczki. Nad barem nadawał telewizor, jakaś stacja muzyczna nastawiona na tyle cicho, że dało się skupić myśli. Usiadł przy stoliku stojącym najbliżej wyjścia. Z zaplecza wyszła ruda dziewczyna w kelnerskim kompleciku bluzeczka-spódniczka-fartuszek. Zgrabna i smutna.

– Czym mogę służyć – rzuciła.

– A co pani taka smutna – zagadał Wars szykując się na pozornie uprzejmą odpowiedź zawierającą szczyptę ukrytej niechęci.

– Deszcz pada, głowa boli – odparła dziewczyna o dziwo dodając do słów piękny uśmiech.

– Pewnie od dymu, a ja jeszcze dorzucę swoje – powiedział wyjmując papierosy. – Kawę poproszę – otworzył paczkę i zobaczył ostatni filtr. – Może jeszcze Marlboro.

– A może ciasteczko?

– Skoro pani zachęca to proszę mi coś wybrać.

Dziewczyna odeszła a Wars zlustrował ciasną spodniczkę opinającą kształtne pośladki. Zapalił ostatniego papierosa. Przeniósł wzrok na parę staruszków gruchających przy sąsiednim stoliku. Kiedy dziewczyna przyniosła kawę, wuzetkę i biało czerwoną paczkę podziękował, wyciągnął komórkę i wysłał chłopakom sms. Miał czas na chwilę rozluźnienia. Potrzebował tego, żeby na spokojnie przemyśleć kolejne kroki. Musiał też zabić niepokój, który wracał za każdym razem, kiedy pamięć przynosiła spojrzenie Natalii. Bał się o to, co mogą jej zrobić i wmawiał sobie, że mimo niepewnej sytuacji jest cała. Trzymali ją w miejscu, do którego nie potrafił jeszcze dotrzeć, ale na pewno w zdrowiu. Jeśli dobrze odczytywał ich intencje nie mieli powodów, żeby ją skrzywdzić.

Wcześniej odsuwał od siebie spotkanie, na które musiał się wybrać. Teraz, kiedy sprawy przybrały zły obrót, musiał się zobaczyć ze starym znajomym i pokazać, że żyje. Straci tym samym przykrywkę, którą były doniesienia o jego śmierci. Wbił widelczyk w wuzetkę. Ciasto było twarde, krem okazał się odrobinę skwaśniały, ale zaryzykował i przełknął.

Jacek odpisał, że znajdzie ich później. Pojechał porozmawiać z chłopakiem Natalii. Umówili się, że on to zrobi. Zjawi się u niego i będzie udawał, że nie wie gdzie jest dziewczyna. Zmartwi się, że zniknęła i zaproponuje, żeby Adam zgłosił zaginięcie na policji. Potem Jacek miał zniknąć, unikając ewentualnych rozmów z władzami. Nie wierzyli w skuteczność organów ścigania, ale mogło to, choć trochę utrudnić działanie porywaczom. Stawką w grze mogło teraz być życie Natalii, więc zgodzili się podjąć ryzyko wydania jej tajemnicy w trakcie śledztwa.

*

Natalia obudziła się w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu. Nasłuchiwała przez chwilę dźwięki dochodzące z zewnątrz. Wczuwała się w drganie podłoża, leżała na wilgotnym materacu przesiąkniętym zapachem grzyba. Jasność umysłu wracała opornie. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jest zamknięta w samochodzie, jakiejś ciężarówce. W związanych nogach brakowało czucia. Była nieprzytomna podczas pierwszych objawów odrętwienia. Mięśnie zawiązanych za plecami rąk bolały, ale mogła nimi poruszać.

Pomieszczenie gwałtownie podskoczyło, widać pojazd wjechał na jakąś nierówność. Nie stracił prędkości, a miękka gąbka materaca zamortyzowała uderzenie głowy w podłoże. Wsłuchała się jeszcze raz w otaczające ja dźwięki. Było tu trochę gratów obijających się o ściany, ale nie czuła niczyjej obecności. Była sama. Przesunęła się na brzeg posłania i próbowała namacać coś w ciemności z nadzieją znalezienia ostrego brzegu, którym mogłaby przeciąć krępującą dłonie taśmę. Prosta sprawa tylko na filmach. Otaczały ją jedynie kartonowe pudła.

Miała wysuszone usta. W brzuchu burczało, dawał o sobie znać głód. Nie był zbyt dokuczliwy, więc domyśliła się, że nie jadła od kilku godzin, mniej więcej tylu, ile trwało jej zniewolenie. Bardziej doskwierało pragnienie. Przestraszyła się. Wiedziała, że jeśli o niej zapomną czeka ją śmierć. Uspokajała się myślą, że gdyby chcieli ją zabić, już dawno by to zrobili. Nie kładliby na miękkim materacu. Leżałaby na jakimś poboczu, martwa, zgwałcona, skatowana. Chcieli ją żywą, pytanie – po co? – zostawiła sobie na później, na czas, kiedy samochód w końcu stanie i los przyniesie jej jakieś wskazówki. Teraz bolało ciało, do którego wróciła świadomość.

Samochód zwolnił i zaczął jeszcze bardziej podskakiwać. Widocznie zjechał na jakąś boczną drogę. Przesunęła się z powrotem na środek materaca. Spadł na nią jeden z kartonów, nie był ciężki, ale wystraszył. Do nóg zaczęło wracać życie. Skurcz opanował lewą łydkę.

Pomieszczenie przestało drżeć. Ciężarówka się zatrzymała. Natalia zastygła w bezruchu oczekując kolejnych wypadków. Ktoś mocno zastukał w blaszaną obudowę. Do wyschniętych ust wróciła ślina. Przełknęła ją. Mocne trzaśnięcie i szorowanie metalu o metal oznaczało, że zaraz otworzą się drzwi. Skierowała twarz w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Otwarcie oczu nic nie zmieniło w otaczających ją ciemnościach. Nagle pojawiała się jasna, pionowa linia zwiastująca otwarcie drzwi. Zacisnęła powieki. Na zewnątrz musiało świecić mocne słońce, bo nawet zamknięte oczy nie uchroniły jej przed wpadającym do środka blaskiem. Wtuliła twarz w śmierdzący materac. Nie wydała z siebie żadnego dźwięku, kiedy dwóch śmierdzących smarami ludzi wyniosło ją na otwartą przestrzeń. Świeże powietrze przyniosło nadzieję na choć namiastkę wolności. Była zdziwiona własnym spokojem.

*

Weszli do Bajki. Wars wpuścił Krzysztofa przodem. Wnętrze wypełnione było mieszanym wiekowo tłumem. Tylko przy jednym stoliku grupa starszych mężczyzn otaczała młodszego rodzynka. Nawet nie spojrzeli na nowoprzybyłych. Wars zapytał towarzysza, który to Tadek, Krzysiek wskazał rozbawionego chłopaka w czerwonej kurtce towarzyszącego starszym typkom o napuchniętych twarzach.

– Ty jesteś Tadek? – zapytał Wars przekrzykując knajpiany gwar. Rozmowy przy stoliku ucichły, wszyscy spojrzeli na zadającego pytanie mężczyznę.

– Ja. A co? – odpowiedział chłopak. W tym samym momencie na twarzy siedzącego najbliżej wąsatego mężczyzny ukazał się grymas niedowierzania.

– Wars? Żywy? – rzucił kompan Tadka wstając zza stolika.

– Cześć Waldi, woskriesjenie! – powiedział Baron do wąsacza, który skierował prawą rękę do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wars nie czekał na to, co tamten wyjmie zza pazuchy, stał na tyle blisko, że dał radę grzmotnąć go czołem w nos. Po podłodze potoczył się pistolet. Agresor kopnął go w głąb sali. Scena zainteresowała resztę klientów. Jeden z siedzących obok Warsa mężczyzn złapał za kufel i próbował go nim uderzyć. Nie dał rady. Baron zablokował cios i szkło rozprysło się po podłodze. Sytuację wykorzystał Tadek rzucając się do drzwi.

– Za nim! – rzucił Wars do Krzyśka, ale ten odsunął się niepewnie pod ścianę. Nie zwracając uwagi na krew buchającą z nosa wąsacza Baron ruszył w stronę drzwi. W bramie dostrzegł chłopaka znikającego w podwórku na tyłach Nowego Świata. Pobiegł za nim. Krzysiek się otrząsnął, omiótł wzrokiem towarzystwo wewnątrz Bajki i widząc karzące spojrzenia biesiadników pobiegł za Warsem.  Dogonił ich dopiero w podwórku wychodzącym na Gałczyńskiego, na tyłach dawnego kina Skarpa. Tadek siedział z tyłkiem w kałuży, czerwona kurtka nasiąkała wodą, Wars stał nad nim celując do chłopaka ze starego rewolweru.

– To atrapa – wrzasnął Tadek histerycznie się śmiejąc. – Śrutówką mnie nie zapierdolisz.

– Słuchaj synku – zaczął Wars spokojnym głosem. – Jeśli to dziecinna pukawka, a ja jestem dobrym strzelcem, to stracisz oko. Jeśli mam prawdziwego gnata, a nie umiem strzelać, to i tak, z tej odległości, zrobię ci krzywdę. Więc powiedz mi, gdzie jest Natalia?

Tadek siedział w milczeniu, patrzył Warsowi w oczy, nie na wymierzoną w siebie broń. Napięcie opadało. Chłopak powoli wstał trzymając ręce na widoku i spokojnym już głosem powiedział: – Dobra, chodźmy gdzieś pogadać.

Wars schował broń i ruszył za chłopakiem w stronę Parku Wodiczki. Krzysiek dołączył do nich rozglądając się za świadkami całego zdarzenia. Wyglądało na to, że nikt ich nie widział. Ekipa z Bajki trzymała się z daleka.

*

Siedziała na łóżku w małym pokoju. Za otwartym oknem wciąż świeciło Słońce. Było zaskakująco ciepło. Między białymi ścianami stał jeszcze, stolik nocny, krzesło i małe biurko, na nim stosik sczytanych gazet, głownie magazynów dla kobiet. Drzwi były zamknięte, sprawdziła. Okno znajdowało się na pierwszym piętrze budynku, widziała z niego mały sad i wysoki ceglany mur. Cały teren lekko wznosił się do góry, więc nie mogła dostrzec co znajduje się zaraz za ogrodzeniem. Dalej widziała gubiące liście korony owocowych drzew. Budynek wyglądał na stary, ale powojenny. Gdyby do nóg wróciło krążenie mogłaby wyskoczyć przez okno ryzykując jedynie skręcenie kostki, ale uznała, że jeszcze poczeka. Postara się odpocząć przed próbą ucieczki. Była spokojna, mimo dramatycznych okoliczności, w których się znalazła. Mężczyźni, którzy ją tu wnieśli starali się być delikatni. Mieli czarne włosy i ciemną karnację skóry. Nie odpowiedzieli na jej pytanie zadane zachrypniętym głosem: – Gdzie jestem? –  Rozcięli więzy i ruszyli do wyjścia zostawiając ją z dzbankiem przesłodzonej herbaty oraz kilkoma jabłkami. Kiedy zamykali za sobą drzwi chciała ruszyć w ich stronę, ale nogi odmówiły posłuszeństwa. Zdrętwiała łydka nie uniosła reszty ciała i legła na popruty dywanik. Ten, który wychodził ostatni cofnął się do niej i pomógł wstać. Zrezygnowana uniosła twarz w jego stronę i spojrzała w brązowe źrenice okolone przekrwionymi białkami.

– Dziękuję – wychrypiała, a mężczyzna przytaknął i poklepał ją po ramieniu wielką dłonią zakończoną czarnymi od brudu paznokciami.

Zamknęli drzwi. Zabrała się za jedzenie owoców. Nie zaspokoiły jej głodu. Przerzuciła stosik gazet, odkrywając, że najświeższa jest sprzed kilku miesięcy. Zaplątał się wśród nich jakiś ukraiński magazyn, poza cyrylicą i twarzami obcych celebrytów niczym nieróżniący się od pozostałych. Wsłuchała się w odgłosy dochodzące z budynku, ale dotarły do niej jedynie echa kuchennej krzątaniny. Była potwornie zmęczona i podejrzanie spokojna. Napiła się jeszcze odrobinę herbaty, wywar był słaby i miał dziwny posmak. Pomyślała, że pewnie dosypali do niego jakieś środki uspokajające. Działały, bo miała to gdzieś. Gdyby nie one krzyczałaby wzywając pomocy i rzucała się po pokoju. Przytuliła głowę do pachnącej krochmalem poduszki i natychmiast zasnęła.

*

Usiedli na ławce. Za plecami mieli akademię muzyczną, z której dobiegały stłumione dźwięki trzech różnych instrumentów. Jazzowy saksofon mieszał się ze skrzypcami grającymi jakąś współczesną partię i barokowym motywem odtwarzanym na klawiszach. Usadzili Tadka między sobą, chłopak wyciągnął papierosa nie częstując innych. Kiedy chował paczkę do kurtki Wars wyjął mu fajka z ust i odłożył go na drewniane siedlisko.

– Najpierw mów – powiedział Baron.

– Wiecie, że za to beknę. Ujebią mnie… – zapytał Tadek patrząc na dachy zakonnych budynków, które przebijały przez parkowe drzewa.

– Słuchaj chłopcze, dziewczynę porwali i jeśli czegoś się od ciebie nie dowiemy skończysz w mojej piwnicy na sucharach i stęchłej wodzie czekając aż ją znajdziemy. Zdaje się, że wiesz, jaka toczy się gra, a wyjebanie z niej ciebie może, choć trochę utrudni im rozgrywkę.

– Staruszku, nie puszczę farby, bo nie mam wyjścia…

– Tak się składa, że masz dwa. Mówisz nam wszystko i znikasz głębiej niż pod stołem w Bajce albo lądujesz w mojej piwnicy gdzie zagram młotkiem na twoich paluchach a ty zaśpiewasz. – Tadek spojrzał na swoją dłoń. – Tak, czy siak, wypłyną twoje grzechy. Na wolności przygotujesz się do skutków naszej rozmowy. Mają na ciebie jakiegoś haka, jak go wykorzystają będziesz miał szansę coś z tym zrobić, zabezpieczyć się, a z lochu wyjdziesz prosto pod kosę – Wars spojrzał na rozmówcę. – Byłego wspólnika jak sądzę…

– Już mnie sprawdziłeś?

– Wyglądasz jakby ci zwisały papiery z prokuratury. Pewnie bardziej boisz się kolegów z podwórka, a nasi wspólni znajomi grają na strachu, wyciągają dosyć intymne rzeczy. Pewnie odjebałeś coś za plecami swoich ziomków, a prawdę zna tajemniczy ktoś. Pytanie brzmi, kto?

Cwaniaczek jeszcze raz popatrzył na swoje paluchy.

– Kurwa! Dobra, rozumiem. Nie interesują was moje grzeszki, a to, kto mnie wjebał w tą historię?

– Dokładnie.

– Ale nie wiem, kto zajebał waszą pannę…

– Znasz kogoś, kto wie.

– Pewnie tak – Tadek pociągnął nosem i spojrzał Warsowi w oczy. – Robię na zmywaku w knajpie na Mokotowie i jakiś czas temu przyszedł jeden facet, właściwie do kuchni przyprowadził go szef sali. Gadali przez chwilę na boku, potem salowy wskazał na mnie i ten koleś podszedł. Taki wykurwiście wysoki byczek. Zagadał krótko: – Wiesz, kto za tydzień wychodzi i jak bardzo się zdziwi, kiedy się dowie? – Coś takiego. Wystarczyło. Kumał to, o czym powinienem wiedzieć tylko ja. Dodał jeszcze, że się odezwie. Potem znalazł mnie w Amatorskiej, przysiadł się. Postawił browara. Powiedział, że będę dla niego pracował. Wsunął mi kopertę do kieszeni. W środku było pięć stów i karteczka, którą miałem zostawić w szatni w KC dla jakiegoś krawaciarza.

– Nazwisko! – rzucił Wars wyciągając papierosa z paczki.

– Kogo?

– Tego kolesia, dla którego miałeś list.

– Kurwa, nie mam pojęcia. Nie pamiętam takich rzeczy, było na kopercie. Imię tylko, Radek zdaje się, ale nazwisko uleciało. Kasa była dla mnie.

– A na list zerknąłeś? Coś chyba zapamiętałeś?

– Krótki tekst. No coś, że widzimy… widzę i jeszcze się odezwę. Pewnie jakiego haka mieli i na niego. Wystarczyło kilka słów, tak jak i mi.

– A jak wyglądał ten kark, co ci dał list? – Krzysiek dorzucił swoje, czując, że jego obecność podczas spotkania jest jak dotąd zbyteczna.

– No mówiłem, duży. Tępa gęba, łysy, ale z brodą. Okulary nosił w cienkich oprawkach, pewnie żeby odburaczyć ten swój pysk. Kwadrat, ale głupi nie był.

– Co było potem?

– Kolejne liściki do dostarczenia. Koperty jakieś. Dorzucił jeszcze kilka stów. Wiedział jaki mam fach, bo tobie – spojrzał na Krzyśka – kazał podrzucić do samochodu. Otworzyłem, rzuciłem na siedzenie i spierdalałem licząc na to, że alarm się nie włączy. Mam warunek, nie chciałem ryzykować.

– Ten brodacz nie dzwoni, sam cię znajduje? – zapytał Wars.

– Tak, łatwo mnie ostatnio złapać. Wiecie, robota i relaks na trakcie.

– Dobra. Słuchaj dzieciaku. Najlepiej dla ciebie jak nikomu o naszej rozmowie nie powiesz. – Wars wstał z ławki i stanął przed Tadkiem. – Ja ci nie grożę, raczej chodzi o twoje kontakty z brodaty byczkiem i jego milczenie w sprawie twojego haka. Blisko jesteś z Waldim i jego dziadkami?

– Jak rodzina.

– To przypilnuj familię, żeby nie gadała. – Baron wyjął z kieszeni wymiętą kartkę i długopis, podał je chłopakowi. – Zapisz swój numer. Jeszcze zadzwonimy.

Tadek wypełnił instrukcję, oddał kartkę i wstał.

– Możesz iść – powiedział Wars. – Uważaj na siebie.

Chłopak zabrał papierosa, zapalił i ruszył w kierunku Bajki nie oglądając się za siebie.

– Więc nazywasz się Wars? – zapytał Krzysiek.

– Widzisz, coraz więcej o sobie wiemy. Zaufanie rośnie. Niestety przez Waldiego jutro rano zacznie się moja Wielkanoc, wszyscy będą śpiewali, że Baron Wars zmartwychwstał.

– A Baron Wars to, dlaczego? Jeśli możesz powiedzieć.

– Wygrałem tytuł w karty – odparł ruszając z kierunku Foksal. – Kiedyś karta nieźle szła. Ten co przegrał nazywał się Warszawski, więc mnie ochrzcili Wars.

*

Obudziła się z lekkim bólem głowy. Przy łóżku już czekało na nią śniadanie – jabłko, ciemny chleb i kawałek koszmarnie twardej kiełbasy. Obok dzbanek pełen herbaty. Wstała i poszła do łazienki, do pokoju przyległa mała wnęka, w której krył się sedes i umywalka. Potem zjadła tylko chleb. Nie chciała mulić się dosypanymi do naparu środkami, więc popiła wodą z kranu. Kranówka miała lekko metaliczny posmak i była strasznie zimna. Potem wyjrzała przez okno. Na placyku pod domem pojawił się nowy element, długowłosy mężczyzna o cygańskiej urodzie z myśliwską strzelbą przewieszoną przez ramię.

– Dzień dobry – zawołała do strażnika, który odpowiedział milczącym uśmiechem. Rozejrzała się po pokoju i już wiedziała, co zrobi. Musiała tylko poczekać do obiadu. Wylała zawartość dzbanka do ubikacji. Kiełbasę i jabłko wcisnęła pod łóżko, też mogły być naszprycowane. Z następnym posiłkiem chciała zrobić to samo. Położyła się i udawała, że środki wciąż na nią działają. Sen nie chciał wrócić, więc leżała planując ucieczkę. Po jakiejś godzinie drzwi na chwilę się uchyliły. Nie zareagowała. Ktoś zajrzał do pokoju i zaraz je zamknął. Sprawdzali czy farmaceutyki działają.


 

Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Piotr.

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.