Parada grzeszników (12)

Piotr Jezierski

PARADA GRZESZNIKÓW

W POPRZEDNICH ODCINKACH: Krzysztofa i Natalię, dwoje obcych sobie warszawiaków, prześladuje ktoś znający ich najbardziej skrywane tajemnice. Krzysztof kilkanaście lat temu przyczynił się do śmierci swojej dziewczyny, a Natalia doprowadziła do wypadku, w którym wzrok stracił jej przyjaciel Tomasz. Szantażowany Krzysztof na własną rękę próbuje zdemaskować nadawcę tajemniczych wiadomości. Bezowocnie szuka śladów pod Szczytnem, w miejscu, w którym przed laty doszło do tragicznego wydarzenia. Trop prowadzi go do domu na skraju wsi, w którym znajduje ciało samobójcy. Ucieka, starając się zatrzeć za sobą ślady. Natalia szuka pomocy u brata Jacka, który zna jej tajemnicę, bo wziął na siebie winę za spowodowanie wypadku. Kobieta dostaje od prześladowcy kolejne polecenie, ma jechać na organizowaną w Szczytnie konferencję. W drodze na Mazury Jacek organizuje jej spotkanie z Baronem Warsem. Starszy mężczyzna, dawny pracownik Służby Bezpieczeństwa, w latach osiemdziesiątych stał się ofiarą tajemniczych prześladowców, którzy zrzucając na niego winę za zabójstwo księdza zmusili Warsa do ucieczki z kraju. Baron po latach, pod fałszywym nazwiskiem, wraca do Polski. Jest gotów pomóc Natalii w walce z szantażystą, który działa podobnie do jego dawnych prześladowców.

 

ODCINEK 12

 

Czwartek, po wyprawie do Szczytna, Krzysiek rozpoczął od sprawdzenia maila. Dzień wcześniej nie dostał żadnej wiadomości od prześladowcy. Na poczcie pojawił się list od konferencja.organizacja@gmail.com. Tytuł „Nowe wiadomości”. Domyślał się od kogo pochodzi informacja. Zastanawiał się tylko, dlaczego wysłano ją na jego służbowy adres, dotąd prześladowca starał się być bardziej dyskretny. Może chciał podnieść mu ciśnienie? Mail składał się z adresu jakiejś strony internetowej i załączonego zdjęcia. Adres odnosił do regionalnego tygodnika wychodzącego w Olsztynie. Wiadomość dnia dotyczyła ciała mężczyzny znalezionego w Witawce. Policja przypuszczała, że to samobójstwo, ale musiała też wykluczyć inne okoliczności, więc śledztwo było w toku. Ciało odkryła żona mężczyzny. Notka pozbawiona była jakichkolwiek szczegółów, nie pisano o stosie dziczyzny przed budynkiem. Fotografia dołączona do maila była dla Krzyśka ciosem. Ktoś korzystając z długiego obiektywu zrobił mu zdjęcie, kiedy stał przed domem ofiary. Przerażony patrzył na swój wizerunek, wyraźnie było widać, że to on. Chyba spoglądał wtedy na konstrukcję ze zwierzęcych ciał, bo na jego twarzy widać było strach. Schylił głowę i zakrył oczy opierając się o biurko, ale nie zdążył pogrążyć się w rozpaczy, bo zaraz otrzymał następnego maila. Adres był ten sam, co poprzednio. Bez tytułu.

 

Wyobraźnia podpowie Ci konsekwencje kolejnej wycieczki. Skoro wszystko jasne czekaj na kolejne zadanie. Dodatkowe informacje już wkrótce.

 

Pozdrawiam,

Zaniepokojony.

 

Drżącą ręką nalał sobie kawy. Wyszedł na balkon i zapalił papierosa. Nie miał ochoty na śniadanie, poranne newsy w telewizji i inne standardowe, poranne czynności. Musiał szybko coś wymyślić. Zdecydował się nie rezygnować z prywatnego śledztwa. Postanowił poprosić kogoś o pomoc, dalej wypełniać polecenia i na boku szukać rozwiązania. Wyjął telefon i wystukał numer kumpla z roboty, jedynego informatyka, do którego miał dostęp, a jednocześnie jednej z nielicznych osób, które darzył przyjaźnią. Znali się od lat i tylko przypadek sprawił, że robili w tej samej firmie.

– Co tam Krzysiu, na miasto w weekend? – zagadał wesoło Jerzyk.

– Nie za wcześnie dzwonię?

– Co ty, ja teraz zmianę zaczynam o siódmej. Co jest? Po głosie czuję, że jakiś interes.

– Delikatna sprawa… – Krzysiek zaczął temat, zastanawiając się jak poprowadzić rozmowę – …prywatna i…

– Rozumiem, mam zachować dla siebie. Wal, wiesz o mnie tyle, że będziemy się blokować hakami – odparł radośnie mężczyzna po drugiej stronie słuchawki. Krzysiek faktycznie wiedział o kilku szemranych interesach, które przyjaciel kręcił po godzinach.

– Widzisz dostałem jednego maila i chciałbym zidentyfikować adres IP. Tylko tak po cichu…

– Nie ma sprawy, podaj nadawcę i wejdę na twoją pocztę, rozumiem, że to firmowy?

– Tak. Piszesz?

– Dawaj.

– …konferencja.organizacja@gmail.com.

– Dobra, jak wrócę do kanciapy zajrzę i dam znać…

– …i jeszcze jedno. Jakbyś mógł to skutecznie skasować. Lepiej, żeby nie było po tym śladu.

– Wiesz, że jak coś, to możesz na mnie liczyć, nie będę pytał… Chyba, że chcesz się wygadać?

– Dzięki, na razie muszę to sam przemielić. Ale może… jeszcze będę potrzebował pomocy. Na razie. Do zgadania.

– Spoko.

*

W biurze Krzysiek miał się zjawić dopiero wieczorem, zdać raporty z miasta i wypełnić kilka papierków. Ruszył w trasę po klientach. Do roboty się nie przykładał, wciąż myśląc o matni, w którą wciągnął go nieznajomy, jako handlowiec przestał być efektywny. Udało mu się załatwić tylko jedną transakcję. Wczesnym popołudniem zadzwonił Jerzyk informując, że adres IP należy do kafejki internetowej na stacji Metro Centrum. Krzysiek przypuszczał, że ten ślad skończy się w ślepym zaułku. Sam też pisałby takie rzeczy na ogólnodostępnym komputerze. Zdecydował się poświęcić cały przyszły tydzień sprawie, więc w biurze poszedł do kadrowej. Wolał nie gadać z szefem. Wystąpił o bezpłatny urlop od poniedziałku. Kobieta powiedziała, że może mieć problemy, ale skoro to prywatne sprawy związane ze śmiercią krewnego postara się jakoś go kryć. Od kiedy zaczął dla nich pracować grzebał już drugiego dziadka. – Pora sięgnąć po innych krewnych – pomyślał wychodząc z biura.

*

Jacek wysiadł z samochodu przywitać się ze starszym mężczyzną, Natalia siedziała w środku nieufnie przyglądając się postaci w wojskowej kurtce. Chłopak podał mu dłoń i zaprosił do środka pojazdu.

– Wars jestem – powiedział sadowiąc się na tylnym siedzeniu. Natalia odwróciła się i rzuciła swoje imię.

– Jak może nam pan pomóc? – zapytała – …i dlaczego? Tak z dobrego serducha?

– Musisz mi zaufać. Wysiadam w Nidzicy, więc mam jakieś półtorej godziny na przekonanie cię do swojej osoby…

– Jest pan trochę… tajemniczy – powiedziała oglądając się w jego stronę i częstując papierosem. Baron odmówił i wyjął swoją paczkę wymiętych Lucky Strike’ów.

– …zacznijmy od tego, że jak dobrze pójdzie, jeśli mi zaufasz, będę o tobie wiedział kilka skrywanych dotąd rzeczy, więc mów mi proszę Wars.

Natalia odpaliła samochód i wyjechali na trasę gdańską.

– Więc panie… Warsie – kontynuowała Natalia, nie mogąc się zmusić do pominięcia „pana” – skąd przekonanie, że możesz pomóc?

– Jacek trochę mi opowiadał, niewiele, tyle, żebym wiedział, że mają na ciebie haka. Byłem kiedyś… kimś w rodzaju specjalisty od rozwiązywania specyficznych problemów władzy…

– Za komuny? – wtrąciła.

– Za komuny. Trafiłem wtedy, jakoś w połowie lat osiemdziesiątych, na działania pewnej grupy… – przez chwilę się zamyślił. – Grupy manipulującej ludźmi dla własnych korzyści. Nie jesteś pierwszą osobą, która jest na celowniku. Dzisiaj pewnie niejeden się zastanawia, w co go wkręcają.

– Czyli uważa pan…, uważasz, że to oni?

– Może on, ale działa według tego samego schematu co gracze.

– Gracze?

– Tak ich nazywaliśmy, nigdy nie poznałem nikogo z pomysłodawców ani kluczowych uczestników.

– Rozumiem, że brałeś udział w ich działaniach. Wykonywałeś zadania, czy…

– Tak jak ty, byłem ofiarą.

– I jakoś z tego wyszedłeś – stwierdziła.

– Z życiem, ale przy dużych stratach – Wars strzepnął za oknem papierosa. – Na razie proszę, bez szczegółów. Ja też… – przerwał zawieszając spojrzenie na jej odbitej w lusterku twarzy – …muszę ci jeszcze zaufać.

– No, to mamy swoje tajemnice i wspólne interesy, czyli jest platforma do współpracy – rzucił Jacek uśmiechając się do Natalii.

– Przepraszam Jacek, ale chcę wiedzieć… masz skłonność do kumplowania się z podejrzanymi typami, skąd… jak na siebie trafiliście?

– Wars mnie znalazł… – zaczął Jacek i nagle zamilkł, bo na trasie zdarzyła się okazja do wyprzedzenia ciężarówki i Natalia ostro zmieniła pas.

– Powiedzmy, że mam jeszcze trochę znajomości i monitoruję kilka spraw, szukam podejrzanych… dziwnych sytuacji, wskazujących na działalność graczy – wyjaśniał Wars. – Sprawdzam takie tropy.

– Czyli wiesz o mnie dużo więcej niż ja o tobie? – zapytała Natalia.

– Chcę pomóc. Zaakceptujesz taki układ, albo wysiądę i zostaniecie sami. Nie poszedłem na policję, a wiedziałem, że coś u was śmierdzi nim zaczęliśmy z Jackiem pogaduchy. Tylko to było ryzykowne, nie wiedziałem, w jakich jesteś z bratem stosunkach, jak blisko. Zaryzykowałem i chyba trafiłem.

– Mogłeś przyjść prosto do mnie – patrząc w lusterko obrzuciła pasażera srogim spojrzeniem.

– Prześladuje cię jakiś człowiek, nie znasz jego zamiarów, wie coś, czego nie powinien wiedzieć nikt poza tobą… i nagle zjawia się nieznajomy staruch proponując pomoc. Zaufałabyś mu, gdyby nie przedstawił ci go ktoś bliski?

– Próbujesz przekonać grzesznika do spowiedzi?

– Tutaj nie ma spowiednika, jest tylko pokuta, do której ktoś cię zmusza, a to chyba powinna być twoja wola.

– Nie mam zbyt dużego wyboru, nawet teraz robię to, co mi każe. Jak marionetka.

– No, to razem znajdziemy nożyczki, odetniesz swoje sznurki i to na nich go powiesimy.

– Brzmi jak zemsta.

– Na zemstę za późno, już mi przeszło, teraz chcę tylko pomóc… i dowiedzieć się, kto za tym stoi. Podobne metody mogą wskazywać na tego samego sprawcę, chociaż nasze przypadki dzielą prawie trzy dekady. – Zapatrzył się na mijany billboard. – No dobra, trochę mogę opowiedzieć… o sobie.

Wars przedstawił jej część swojej historii, omijając to, czym tak naprawdę zajmował się za komuny, zrezygnował z wątków prywatnych i nie zdradził kilku personaliów. Wtajemniczył ją też w dwa podjęte w ostatnim dziesięcioleciu śledztwa, podczas których trafił na ślady działalności graczy, oba tropy się urwały, więc pozostał jedynie smród ich obecności. Natalia słuchała i nie miała zbyt wielu pytań.

– Też ryzykujesz opowiadając to wszystko – powiedziała Natalia, kiedy wzrok Warsa znowu zgubił się za oknem.

– Kochana, myślę, że nie opowiesz o tym nikomu, bo zaczęliśmy już sobie ufać, a jeśli nawet, to zadbałem o to, żeby nikt nie uwierzył w moją obecność w kraju…

– …zaginąłeś dziesięć lat temu w Nowej Zelandii? – Jacek zaśmiał się z żartu, który tylko on rozumiał.

– Coś w tym stylu.

Potem porównywali metody działania prześladowców szukając wspólnych cech. Kilka razy, w chwilach milczenia, Natalia łapała Warsa na tym, że przygląda się jej odbiciu w lusterku. Chciała mu zaufać, ale ten wzrok wywoływał u niej gęsią skórkę.

Pół godziny później zobaczyła znak informujący o zbliżającej się stacji benzynowej i zarządziła: – Kawa.

– Dzięki. Już przekroczyłem limit na dzisiaj – odpowiedział Wars.

– A ja z przyjemnością – rzucił jej brat.

Stanęli na stacji benzynowej. Natalia poszła kupić kawę. Jacek ściszonym głosem zwrócił się do stojącego przy samochodzie Warsa: – Dlaczego jej nie powiesz?

– Myślisz, że wtedy będzie chciała mojej pomocy? A nawet jeśli, nie skupi się na tym, co teraz najważniejsze.

– Czyli to nieważne?

– Nie teraz, powiem później, a ty siedź cicho.

– Słowa nie pisnę, to twoja sprawa. Tylko jak sama się dowie, to szlag ją trafi.

– Trafi, nie trafi, rozbicie gry jest teraz najważniejsze.

– Jak chcesz – odparł Jacek patrząc na idącą z dwoma kubkami Natalię.

Zapakowała się do samochodu i ruszyli. Pociągnęła łyk gorącego naparu i odwróciła się do Warsa.

– Co robimy?

– Zbieramy informacje. Na razie rób to, co ci karzą. Wykonuj zadania w Szczytnie. Jacek będzie cię obserwował i w razie czego pomoże, ale myślę, że teraz nic ci nie grozi. Ja sprawdzę jeden trop w Nidzicy i albo dołączę do was w drodze powrotnej, albo podjadę do Szczytna.

– Ale, na co zwracać uwagę, jak ich… jego…

– Pamiętaj, że nie jesteś sama. Ktoś, może kilka osób, jest zamieszanych w rozgrywkę, w taki sam sposób jak ty. Szukaj ich. Postaraj się zdobyć na nich namiary, ale jeszcze się nie przyznawaj, że też jesteś figurą w tej samej grze.

– A jak się coś będzie działo?

– Jacek da ci mój numer, ale gdyby coś… nie przyznawaj się, że mnie znasz. Nikomu nie mów o tej rozmowie. Wiedza, którą teraz zyskałaś daje ci przewagę, o której nikt nie może wiedzieć.

Natalia zamilkła patrząc na drogę. Po chwili dodała: – A skąd wiedziałeś… Warsie, że mój facet nie będzie mógł jechać z nami?

– Zgadłem. Oni zwykle dbają o takie rzeczy, zapewniają ci alibi, kiedy jest potrzebne i spławiają jakoś zbędnych świadków. Pewnie miał grubo roboty, załatwili jego firmie zlecenie, żeby przez tydzień z biura nie wyszedł. Zgadza się?

Natalia przytaknęła twierdząco i zamilkła skupiając się w myślach na tym jak wielkie wpływy mieli jej prześladowcy.

*

Zaproszenie na konferencję w Szczytnie znalazł w skrzynce pocztowej, druk bezadresowy, biała koperta. Od kiedy zaczęła się cała sprawa Krzysiek uważnie sprawdzał wszystkie papiery wyjmowane ze swojej przegródki. Bał się, że wyrzuci jakąś wskazówkę, nie zauważy tropu i następnego dnia zostanie gwiazdą pierwszych stron gazetowych dodatków regionalnych. Tym razem wiadomość leżała pomiędzy ulotką z supermarketu a informacją o taniej wymianie okien. Był piątek, zaproszenie informowało, że konferencja zaczyna się wieczorem, ale ktoś wykreślił dzień rozpoczęcia, dał strzałkę prowadzącą na margines ulotki i odręcznie dopisał bądź na miejscu w sobotę przed południem.

Dwie kawy i pięć papierosów poświęcił na rozmyślania nad strategią. Uciekać, olać sprawę – to była reakcja uczuciowa. Wykonywać zadania i czekać na rozwiązanie sprawy lub nadejście kata – dyktował zdrowy rozsądek, który skakał do opcji realizacji poleceń prześladowcy i równoległego śledztwa, jak na razie skutkującego kolejnymi, obciążającymi go materiałami. Domyślał się, że w domu samobójcy spod Szczytna musiało być sporo dowodów wskazujących na winę „nieumyślnie spowodowanej śmierci nastolatki”. Już widział treść artykułu okraszonego jego zdjęciem z zamazaną twarzą: – Oskarżony powołuje się na nieumyślne spowodowanie śmierci zaginionej nastolatki. – To był wypadek! – krzyczał, kiedy wprowadzano go na salę rozpraw. Dowody znalezione w Witawce wskazują na jego bezsprzeczną winę – zamordowanie dziewczyny i zabójstwo świadka, który przez lata przechowywał obciążające oskarżonego materiały.

Zdecydował się kontynuować prywatne śledztwo, dwa trupy na koncie i tak nie dają szansy na rychłe wyjście z pierdla, myślał planując kolejną podróż do Szczytna. Chciał zobaczyć scenerię nadchodzących wydarzeń kilkanaście godzin wcześniej. Obiecał sobie, że będzie ostrożny. Nie zostawi śladów. Zabrał ze sobą duże ciemne okulary i czapkę bejsbolową oraz lekką kurtkę przeciwdeszczową. Wszystko to zamierzał spalić zaraz po powrocie, niezależnie od tego gdzie go nogi zaniosą w piątkowy wieczór. W ostatniej chwili przypomniał sobie o butach, na filmach kryminolodzy już w PRL-u robili odciski śladów obuwia. Na wypadek gdyby był śledzony z Warszawy wyjechał trasą na Poznań. Zatrzymał się przy Tesco za rogatkami miasta i kupił syfne chińskie trampki, o numer za duże. Stwierdził, że model dostępny w całym kraju utrudni jego identyfikację, jako sprawcy ewentualnej zbrodni, w którą spróbują go wmanewrować. Strach znowu zastąpiła mechanika działania. Do koszyka z butami dorzucił jeszcze skajowe rękawiczki.

W Morach skręcił na Stare Babice i polnymi drużkami przedostał się do trasy powrotnej na Warszawę. Przed Jelonkami skręcił na WAT i przedsionkami Kampinosu przedostał się do Łomianek. Nie żałował benzyny, liczył na to, że krążąc zgubi ewentualnych prześladowców. Raz przystanął na poboczu i poczekał aż miną go trzy samochody, zapamiętał je. Całą drogę do celu nie trafił na żaden z nich. Poświęcił ten czas rozmyślaniom nad kolejnymi metodami zabezpieczenia się przed wykryciem i tym, dlaczego akurat Szczytno? Przypadek wykluczył już dawno.

*

Wars wcale nie chciał ich zostawiać. Obawiał się kolejnego punktu na liście prześladującego Natalię gracza. Jednak za dobry pomysł uznał sprawdzenie starego tropu pod Nidzicą i usunięcie się w cień przy ewentualnej konfrontacji z graczami w Szczytnie. Jeśli w sprawę zamieszane były stare służby, jego obecność przy dziewczynie mogłaby skomplikować sprawę. Powrót Barona Warsa zza grobu, byłby kłopotliwy dla niejednego odcinacza kuponów dogorywającego na emeryturze w zatoce świń.

Wars przeszedł przez nidzicki rynek, na rogu jednej z odchodzących od niego ulic zapalił papierosa. Szukał przez chwilę tablicy z nazwą i kiedy ujrzał w końcu Mickiewicza ruszył raźnym krokiem pokonując całą długość pobliskiego bloku. Na kolejnym skrzyżowaniu zgasił papierosa i skręcił w lewo. Dotarł na osiedlowy parking. Zaczął się nerwowo rozglądać po samochodach. Nie był zadowolony z tego, co serwowała mu ulica. Zapalił kolejnego papierosa i ruszył za jeden z dwóch bloków. Kiedy i tam nie znalazł tego, czego szukał wyciągnął z kieszeni telefon i wykręcił jeden z ostatnio wybieranych numerów.

– Gdzie go zostawiłeś. Miał być na parkingu przy Słowackiego?

Usłyszana odpowiedź wyraźnie zadowoliła Warsa. Zanurzył się w przestrzeń między blokami.

– Nie rozłączaj się dopóki go nie znajdę – rzucił do swojego rozmówcy. Chwilę później zatrzymał się pod jedną z klatek schodowych i odetchnął z ulgą, mówiąc do słuchawki: – Jest! – Rozłączył rozmowę. Kluczyki czekały pod osłonką przymocowanego do bagażnika zapasowego koła. Suzuki Samurai – nie lubił tych samochodzików, wydawały mu się za małe na warunki, do których ponoć zostały stworzone, ale nie mógł wybrzydzać. Lista znajomych, na których pomoc i dyskrecję mógł w Polsce liczyć w ostatnim ćwierćwieczu drastycznie się skurczyła. Niestety najbardziej polegać mógł na tych, którzy zdawali sobie sprawę z tego ile wie i co mogą stracić gdyby ta wiedza wypłynęła. Sprawnie rozmywał ich ewentualne wątpliwości i potrafił przekonać co do skutków swojej dekonspiracji zakończonej wyjściem na światło dzienne wielu skrywanych grzeszków. Oczywiście ze względu na oficjalną wersję wydarzeń, w której Warsa od dawna nie było już na tym świecie, terroryzowanych tak „dawnych przyjaciół” było zaledwie trzech. Stać ich było na ewentualną pomoc a utrzymanie zmartwychwstania w tajemnicy pozostawało w ich interesie. Jeden z nich właśnie użyczył mu swojego samochodu.

Staszek Mrugalski pracował kiedyś w stołecznych kryminalnych, kilka razu pomagali sobie w robocie, nawet mieli jedną wspólną sprawę. Lubili się. Potem Staszek poślizgnął się w czasie przesłuchania. Robił kawę podejrzanemu i coś strzeliło mu w kostce, fiknął z trzymaną w dłoni grzałką do wody, tak niefortunnie, że na ciele tamtego znaleziono ślady przypalania w miejscach intymnych. Pech chciał, że był to bratanek ustawionego stryja i Staszkowi groziła dyscyplinarka. Wars wszystko przykrył zostawiając sobie dokumentację umorzonego śledztwa wewnętrznego. Potem Staszek pomagał uwiarygodnić śmierć Warsa, za co niektórzy mogli mu utrudnić spokojne życie właściciela firmy ochroniarsko-detektywistycznej. Tym oto sposobem Wars jechał teraz w stronę Jedwabnego Samuraiem interwencyjnym Staszka. Zrobił mały objazd w Napiwodzie, upewnił się, że nie ma nikogo na ogonie i zanurzył się w lasy.

*

Plan był prosty. Jacek wysiada w centrum Szczytna i na piechotę idzie do hotelu, w którym organizowana jest konferencja. Natalia jedzie na miejsce samochodem, rejestruje się i zajmuje pokój. Oczywiście jemu nie podobał się pomysł rozdzielenia z siostrą, ale przeważyły jej argumenty – jeśli zjawiłby się z nią, ktoś mógłby zwęszyć podstęp i na jaw wyszłoby jego uczestnictwo w rozgrywkach. Jacek miał na piechotę dojść do hotelu i wziąć pokój. Ta wersja wydarzeń była optymistyczna, cały hotel mógł być zajęty na potrzeby konferencji. Wcześniejsza rejestracja mogła ułatwić prześladowcy połączenie Natalii z Jackiem. Gracz mógłby się przygotować i spalić jej wsparcie. Wars obiecał pozostawać w zasięgu godziny jazdy samochodem.

Jacek wyskoczył z auta przy bocznej uliczce znikającej za zamkiem. Ruszył w kierunku, w którym odjechała Natalia. Spojrzał na barbarzyński pomysł przylepienia do zabytkowej wieży owalnego klocka nowoczesnej architektury. Budowla nie była ukończona. Betonowa skorupa gwałciła starą, czerwoną cegłę. – Jakby ktoś nasrał na toruńskiego piernika – skomentował pod nosem. Pozbawiona jakiegokolwiek wyczucia abstrakcja. Pomyślał, że to kolejny po gargamelach etap rozwoju polskiej myśli architektonicznej. Zapalił papierosa i sprawdził czy telefon ma dobry zasięg. Z buta miał jakieś dwadzieścia minut drogi, według planu nie powinien wcześniej dotrzeć do hotelu. Uważał, że tak krótki czas to dla niepoznaki kiepski scenariusz. Powinien zameldować się na miejscu już z samego rana i bezpiecznie obserwować teren zza hotelowych firanek. Wyobrażał sobie jak siedzi w barze i lustruje dupencje z obsługi szykujące się do przyjęcia konferencyjnych gości. Odpowiada na ich niewinne uśmiechy, pyta, co tu się będzie działo, plotkuje o pierwszych przybyłych i wyciąga od dziewczyn, kto, gdzie i z kim mieszka. Lubił robić z siebie filmowego herosa, detektywa czy tajniaka, doskonale wiedząc, że na miejscu zgrabne pokojówki i hostessy zwykle okazują się być podstarzałymi boyami hotelowymi. Tego dnia był nawet lekko podniecony celem swojego spaceru, oto po raz pierwszy w życiu miał wziąć udział w tajemniczej akcji rodem z thrillera. Oczywiście wcześniej zdarzały mu się spotkania z niebezpiecznymi typami, ale nigdy nie byli oni zagadką. Ich wypowiedzi godne debila i wygląd bazarowych gangsterów niszczyły scenę, która mogła być pełną napięcia wymianą zdań z inteligentnym antagonistą rodem z dobrze zaplanowanego dreszczowca.

Mimo kinowego nastawienia w Jacku narastało napięcie. Bał się o Natalię, ale czuł, że razem z dołączeniem do nich Warsa zyskała szansę na wyjście z tego cało. Polegając jedynie na swoim nieokrzesanym bracie jeszcze bardziej zaplątałaby się w sieć intryg. A Wars wiedział, co się dzieje, miał środki oraz znajomości, no i jeszcze wyjątkowo silną motywację do działania.

*

Wars skręcił z głównej drogi w leśną przecinkę. Zatrzymał się, żeby wysiąść i przestawić samochód na system 4X4. Z początku myślał, że to niewiele zmieni, ale ku jego zaskoczeniu auto świetnie sprawdzało się na błotnistym podłożu. Jakieś pięć minut jechał drogą wyznaczoną przez mroczny las. W ciemnościach kilka razy mignęło światło odbite od oczu dzikich stworzeń. W monotonii sosnowych konarów wypatrywał drewnianej bramy, która stała tu trzydzieści lat temu. Tylko ona wyznaczała miejsce wjazdu do celu jego podróży. Nagle zobaczył dwa łyse słupy wyrastające z pobocza. Nie pokrywała ich kora a odłażąca płatami żółta farba. Pomiędzy nimi dostrzegł rozjeżdżoną kałużę. Widać zadaszenie bramy poległo w walce z czasem. Boczną drogę oznaczała jedynie tablica przybita do jednego ze słupów. Widniał na niej lakoniczny napis „Leśniczówka” i zielona strzałka wskazująca dalszą drogę. – Ciemny las, dziki zwierz, wyraźne znaki. Zalatuje koszmarkiem z braci Grimm – zażartował i skręcił we wskazanym kierunku.

*

Było już ciemno, kiedy Krzysiek pokonywał ostatni odcinek trasy Jedwabne – Szczytno. Nie planował meldować się w hotelu, chciał spędzić noc w samochodzie, czuwając w pobliżu, obserwując wejście i wchodzących ludzi. Miał ze sobą termos z kawą i kilka gumowych kanapek ze stacji benzynowej. Z brakiem snu zdecydował się walczyć również kilkoma puszkami energetyków, które kojarzyły mu się z dzieciństwem. Smakowały jak oranżada. Ale Helena wprowadziła prohibicję na gazowane świństwo reklamowane przez boksera o wykrzywionym ryju. Mówiła, że to gówno wypala dziury w żołądku – co tego dnia wcale go nie przerażało, miał wrażenie, że jadąc do Szczytna ryzykuje o wiele większym uszczerbkiem na zdrowiu. Czteropak z wizerunkiem czempiona leżał na siedzeniu pasażera. W schowku miał jeszcze lornetkę, którą dostał kiedyś od ojca i nóż myśliwski, kupiony na jedyną jak dotąd małżeńską wyprawę w góry. Nie zapomniał o uspokajaniu żony smsami, w których zapewniał, że jest mu źle, je właśnie pizzę z zamrażalnika i sam ogląda jej ulubiony serial. Dodał, że tęskni, co akurat było prawdą. Odpowiadała informując go o swoich uczuciach i zmęczeniu pracą w terenie. Szczęśliwie na wyjazdach służbowych nie dzwoniła zbyt często.

*

Napięcie rosło im bliżej był hotelu. Wyobraźnia kinowa zaczęła przegrywać ze strachem przed zaskakującym rozwojem wydarzeń. Jacek wmawiał sobie, że jest gotowy na wszystko, choć liczył na to, że nie zdarzy się nic. Środek na poprawę nastroju zakupił w drewnianej budce, która okazała się być sklepem firmowym fabryki likierów „Tarpan”. Choć kusiły, nie zaryzykował miejscowych wyrobów, setka sprawdzonej „Gorzkiej Żołądkowej” przepalona kolejnym papierosem uwolniła go od lęków. Teraz już raźnym krokiem szedł w kierunku wskazanego przez siostrę adresu.

Foto 4 (1)

Copyright by Piotr Jezierski, Foto Piotr Jezierski

Tę powieść w odcinkach, ilustrowaną fotografiami Autora, możesz przeczytać tylko tu, na blogu CUDKULTURY.PL

13 odcinek powieści za dwa tygodnie.

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.