Parada grzeszników (1)


Powieść „Parada grzeszników”, autor: Piotr Jezierski

odcinek 1

Ostatnie dziesięć godzin wycisnęło z niego energię. Cały dzień starał się udowodnić, że jest coś wart, że zasługuje na swoją lichą wypłatę, że spełnia wymagania przedłużającego się okresu próbnego. Robili z niego szmatę i dawał się, w duchu powtarzając, że potrafi więcej, lepiej, ale nie można rzucać się w oczy. Robił tak od kilkunastu lat. Krzysiek znosił upokorzenia kolejnych pracodawców, ale się nie wychylał. Byleby zarobić i płynąć dalej. Obelgi krawaciarzy, pozorna wyższość klientów i wymarzony spokój w domu. Tylko z Heleną mógł się wyluzować, przestać myśleć, ale nie do końca. Z tyłu głowy zawsze miał tamten dzień. Skóra jeżyła się na karku ilekroć dzwonił telefon, albo ktoś wołał jego imię na ruchliwej ulicy. Każdy nur do skrzynki pocztowej wiązał się z obawą, że wyłowi z niej sądowe wezwanie. Dzwonek do drzwi mógł oznaczać, że po niego przyszli. Przez kilkanaście lat nic nie zahamowało strachu.

Tym razem wrócił do domu przed nią. Było ciemno, więc nawet nie zdejmując butów, w ciszy położył się na tapczanie i zamknął oczy. Kiedy już jego myślom udało się odpłynąć na tyle daleko od rzeczywistości, żeby zbliżyć się do spokojnej drzemki, przez głowę przemknął mały odprysk znanego strachu. Z odpoczynku nici. Wstał. Włączył lampkę stojącą na biurku i przetarł wiecznie podkrążone oczy. Położył na blacie listy, które wyjął po drodze ze skrzynki. Przejrzał potęgujące uczucie codziennego nieszczęścia rachunki i wśród kopert odkrył zaadresowany do siebie list bez nazwiska nadawcy. Zwyczajna koperta zawierająca pewnie kolejne zaproszenie na promocyjny pokaz dywanów, albo degustację suplementów diety. Zwykle adresowali je automatycznie, drukując na kopercie adres potencjalnego jelenia, tym razem firma oszczędziła na tonerze i dała jakiejś asystentce długopis do ręki. Otworzył, zawsze otwierał. Kiedyś lubił dostawać listy, ale od kilkunastu lat każdy wiązał się z lękiem, obawą przed wykryciem. Ten też mógł przynieść coś niepokojącego, ale wygrała ciekawość promocyjnej nowinki, z której i tak nie skorzysta. W środku była tylko jedna kartka wytrząśnięta z drukarki. Ktoś odręcznie zapisał ją do połowy drobnym maczkiem. Po drugiej stronie dużymi kulfonami nabazgrał jedno zdanie. Zdanie, którego z jednej strony bał się bardziej niż ogni piekielnych, z drugiej, podświadomie, czekał na chwilę, w której się wyda. Wiedział, że to musi nastąpić. Lata życia w strachu, dni wypełnione milczeniem, chwile, kiedy chciał przyznać się choćby Helenie, to wszystko właśnie się skończyło, razem z nim. Z kartki biły po oczach czarne litery układające się w słowa: „Wiem, co zrobiłeś nad jeziorem”. Po kropce narysowano strzałkę, wyraźnie wskazującą szczegóły po drugiej stronie.

Jednak nie był gotowy. Skoro do drzwi nie walił oddział Policji, skoro nie wyciągnęli go z pracy, ani nie upodlili w kajdankach przed własną kobietą miał jeszcze czas. Te kilka godzin. Nie chciał uciekać. Tylko dać sobie jeszcze te kilka chwil wolności. Najpierw pomyślał o Helenie, bliskości jej ciała, nocy przyjemności, uśnięciu z głową przy jej piersi. Ale ona mogła już wiedzieć, może dlatego jeszcze nie wróciła z miasta. Poza tym najgorsze, co mogło się stać w chwili ich ostatniego uniesienia, to nagłe wkroczenie organów ścigania. Oczyma wyobraźni widział ją nagą, odciąganą przez podjaranych gliniarzy od kulącego się męża. Te ich uśmieszki, puszczanie oczka i brutalne gesty, mające uspokoić jego łzawą furię. Nie, do tego nie mógł dopuścić. Włożył kurtkę, nieprzeczytaną kartkę schował do kieszeni spodni i wyszedł z domu. Nie zajrzy na drugą stronę listu dopóki się nie urżnie. Cała drogę do Centrum myślał o tym, kto mógł go wtedy nakryć? Kto się dowiedział?

Po trzech lufach popitych piwem stwierdził, że ostatnich chwil na wolności nie spędzi dołując się i rozpracowując w myślach treść listu. Postanowił przeczytać go rano. Wysłał sms do Heleny, że wróci późno, bo ktoś tam wyciągnął go na bilard i zamówił gwóźdź do swojej pijackiej trumny – podwójnego łiskacza krajowej produkcji.

*

Pamiętał, że do domu wrócił bardzo wczesnym rankiem. Zakodował jazdę autobusem i bełta na przystanku. Kojarzył też, że pierwsze kroki skierował na kanapę. Nie chciał budzić Heleny, która o trzeciej nad ranem już spała. Położył się w ubraniu.

Obudziło go radosne szczebiotanie obcych bab. W głowie dudnił tępy ból a dwie idiotki rozpływały się nad osiągnięciami swoich kilkuletnich brzdąców. W tle piszczało radośnie jakieś dziecko. Była sobota. Telewizja śniadaniowa rozmiękczała właśnie mózg jego żony. Siedziała na fotelu po drugiej stronie pokoju. Krzysiek podniósł głowę znad poduszki i przez chwile przyglądał się Helenie. Potargane blond włosy opadające na niebieski golf, musiało być jakieś południe. Zwykle w weekendy zwlekali z ubieraniem się i wychodzeniem z domu. Nagle pisnęło rozanielone dziecko telewizyjnej mamy. Z suchego przepiciem gardła wyrwało się:

– Ciszej to!

Helena nie zareagowała. Wiedział, że jest wściekła i jak zwykle przejdzie jej w chwili, kiedy z jego głowy wyparuje kac. Nie odwróciła głowy, kiedy wstał, wciąż gapiła się w telewizor. Podreptał do kuchni, wypił wodę z czajnika i kolejne kroki skierował ku łazience. Odkręcił wodę z zamiarem napełnienia wanny. Rozebrał się i chcąc oszczędzić czas wysikał do zlewu. Po chwili zanurzył ciało w odrobinę za gorącej kąpieli. Zmoczył głowę łapiąc w płuca haust powietrza. Ból, który władał nim od przebudzenia odrobinę odpuścił. Mógł się już skupić na niespodziance poprzedniego wieczoru. Wiedział, że resztki alkoholu we krwi zatamują strach. Teraz bez lęku mógł analizować zawartość koperty. Zaraz po wyjściu z wanny zamierzał zamknąć się w kuchni, zaparzyć kawę i paląc papierosa przeczytać resztę listu. Helena była wściekła, więc zakładał, że jeszcze z godzinę spędzi latając po kanałach. Zawsze tak było, kiedy pił, nawet wtedy, gdy sama mu na to pozwalała. Nigdy nie protestowała, kiedy szedł na kielicha, ale za każdym razem wiedział, czego może się rano spodziewać.

Zakręcił wodę i mocząc się w wannie zaczął myć zęby. Spokój zmącił tylko podwodny bąk, efekt trawienia nocnego kebaba. Rozpędził smród wolną ręką, wypluł pastę do umywalki, przepłukał usta i namydlił włosy. Musiał zamknąć oczy, bo piana spływała już po brwiach. Właśnie wtedy usłyszał nad sobą głos Heleny.

– Krzysiek… Co to jest?

Zaskoczony z prysznicem gotowym do spłukania piany skierował twarz w kierunku źródła jej głosu. Otworzył oczy i zanim zaatakował je szczypiący płyn zobaczył trzymany przez żonę pomarańczowy stanik od kostiumu kąpielowego.

*

Po prezentacji części kostiumu Helena nie czekała na odpowiedź i wyszła z łazienki. Miał czas na wypłukanie piany z oczu, przejechanie strumieniem po głowie i wyskoczenie z wanny. Po chwili stał przed nią przytrzymując ręcznik okalający biodra. Przekrwionymi oczami wpatrywał się w leżący na stole stanik. Był niemal pewien, że gdyby wziął go do ręki pod palcami poczułby ziarenka mazurskiego piasku. Na ułamek sekundy powrócił obraz noszonych w nim piersi. Przegonił go czując jak unosi się namiot ręcznika. Zgorszył się reakcją swojego organizmu na tragiczne przecież wspomnienie. Helena znowu siedziała wpatrzona w ekran telewizora. Kreskówka wyraźnie nie poprawiała jej nastroju. Oczekiwała, że to on zacznie rozmowę wyjaśnieniami. Tego stanika, ani jakiegokolwiek innego, nie mogła znaleźć w jego rzeczach. Jedyna damska bielizna, jaka znajdowała się w ich domu należała do niej. Nigdy jej nie zdradził. Nawet gdyby do tego doszło zakamuflowałby sprawę a nie jak idiota kolekcjonował fetysze we własnym domu. Początek wypowiedzi blokował strach przed tym, czy za znaleziskiem Heleny nie kryła się jej wiedza o bolesnej tajemnicy męża. Że stanik był związany z listem nie było wątpliwości. Zaryzykował. Bojąc się, że dotykając materiału naprawdę przywoła wspomnienia złapał stanik ołówkiem za ramiączko. Widać było, że bielizna ma już swoje lata, pomarańcz nieco wyblakła, ale dostawca ją wyprał, w powietrzu unosił się zapach płynu do płukania.

– Skąd to masz? – wycedził zmuszając się do lekkiej ironii i odłożył znalezisko z powrotem na stół.

– Sam to powiesiłeś na klamce łajzo, jak wracałeś od tej szmaty – wycedziła przez zęby. Rzadko okazywała zazdrość, ale kiedy już to robiła potrafiła być wulgarna i mściwa. Dotąd nie dostarczył jej ku temu realnych powodów, w każdym razie gdyby zdradził, na pewno by o tym pamiętał. – Trzeba być kretynem, żeby coś takiego wyjmować przed domem i wieszać na drzwiach. Przed sąsiadem się chciałeś popisać?

– Jezu, najebałem się wczoraj. Miałem ciężki dzień w robocie i musiałem spuścić parę – żeby podbić swobodę wypowiedzi odwiązał ręcznik i zaczął nim wycierać mokre włosy. – Znowu po mnie jeździli.

– To ty jeździłeś w jakiejś piździe – rzuciła nadal nie patrząc w jego stronę. Czuł, że kobieta zaraz się opanuje i wróci do milczenia, więc przypuścił ostatni atak.

– Kurwa. Jakiś menel wiesza brudne szmaty a ty to do domu znosisz. Wiadomo gdzie to trzymał, czy trzymała? Zabierz ten syf ze stołu i wywal a jak chcesz mi udowodnić coś, czego wiesz, że nie zrobiłem, to zbierz mocniejsze dowody. – Taką wypowiedź należało zakończyć wyjściem z pokoju, tak też zrobił nadal wycierając głowę.

Na zewnątrz wyglądał na wyluzowanego kolesia, który idzie dokończyć poranną toaletę, w głowie pulsował już nie kac, ale plan działania. W łazience schylił się do porzuconych na podłodze spodni i wyjął z nich list. Teraz nie mógł ryzykować czytania. Gdyby go nakryła zostałby oskarżony o próbę pozbycia się liściku od kochanki. Podpuszczanie zamieniłoby się w pewność zdrady. Treści, choć na pewno nie dotyczyła wzruszeń obcej baby, nie mógł jej pokazać. Jeszcze nie poznał zawartości, a list bez wątpienia krył prawdę gorszą od naruszenia małżeńskich ślubów. Schował kartkę do tygodnika leżącego na pralce. Potem zmuszając się do spokoju wyszedł z łazienki. W sypialni założył bieliznę, koszulę i skarpetki. Po powrocie do łazienki wrzucił brudne spodnie do kosza na pranie i ze zrolowanym tygodnikiem przeszedł do ubikacji. Usiadł na sedesie i schował magazyn na dno stosu prasy z ostatnich dwóch miesięcy. Helena nigdy ich nie przeglądała, nie miała zwyczaju czytania na kiblu.

Krzysiek wydmuchał nos w papier toaletowy, wrzucił go do sedesu, spuścił wodę i wyszedł. W drodze przez przedpokój wyjął papierosy z kieszeni kurtki. Wszedł do kuchni, przymknął za sobą drzwi, żeby dym nie leciał na mieszkanie i zapalił. Usiadł przy stole i rzucił głośne: – Kurwa. – Wiedział, że to lepiej zabrzmi przed Heleną, ale tak naprawdę przekleństwo odnosiło się do ogółu problemów, jakie spadły na niego zeszłego wieczoru. Był zdziwiony, że strach, który towarzyszył mu przez tyle lat, teraz, kiedy bliski był dekonspiracji, zamienił się w potrzebę działania. Nikt go jeszcze nie zakuł i nie wyprowadził z mieszkania. Tajemnica jest komuś znana, ale ten ktoś pozostaje w ukryciu. Czego chce? Pewnie szantaż, pieniądze za milczenie. Trzeba będzie wziąć pożyczkę, której unikał przez tyle lat. Odpowiedź, która mogła zrujnować całe jego życie czekała na półce w kiblu, nie sięgał po nią w obawie przed żoną. Z drugiej strony, jeśli miałaby się dowiedzieć to lepiej teraz, od niego, a nie śledczego wywracającego mieszkanie do góry nogami. Czuł też, że im dłużej nie rozczyta tych bazgrołów i nie wyjaśni ich związku z pomarańczowym stanikiem, tym więcej zyska chwil spokojnego życia, które miał za chwilę utracić. Lęk towarzyszył mu przez całą dorosłość, teraz zawiesił się w obliczu nadchodzącej burzy. Zdecydował się oddać najbliższe godziny żonie, udobruchać ją i zebrać jeszcze te kilka chwil na wspomnienia, którymi będzie żył przez dziesięciolecia spędzane w pierdlu.

*

Zrobił sobie jajecznicę i specjalnie, na oczach Heleny wywalił się z nią w pokoju. Wiedział, że odstawienie tej szopki ją rozśmieszy i zawali mur zazdrości. Zachichotała widząc jak siedzi na podłodze zbierając z siebie jajko. Zmusił się jeszcze do kilku przekleństw wypowiedzianych pod nosem, bo zwykle nie lubił, kiedy się z niego śmiała. Godzinę później żartowali opisując śmierdzącego menela, który w nocy pod ich drzwiami przymierzał pomarańczowy stanik i stwierdzając, że jest za duży odwiesił go na wieszak klamki. Wywalili stanik do śmietnika. Zjedli wczesny obiad. Kochali się do Teleexpresu a potem ściągnęli jakiś film z sieci, romansidło, bo ten wieczór miał należeć do niej. Kiedy go oglądali zasnęła, okazało się, że w nocy nie spała czekając aż mąż wróci z bilardu i sen złapał ją tuż przed jego pijackim wejściem. On obejrzał film do końca, ale przez cały czas myślał o tym, co przeczyta w liście. Zbliżała się noc, minął dzień pożegnania z normalnością, czekały go słowa ukryte w ubikacji. Napięcie rosło i kiedy tylko zobaczył litery końcowe hollywoodzkiego gniotu, włączył film od początku. Potem poszedł do ubikacji spotkać się ze swoimi największymi lękami.

Wąskie pomieszczenie kojarzyło mu się teraz z karcerem. Małe okienko w drzwiach i gryps wyciągnięty spomiędzy wymiętych magazynów. Rozłożył kartkę i przeczytał.

Krzysztofie, tylko spokojnie, pomyśl o tym jak o łańcuszku, z tym, że na szczęście dla ciebie nie będziesz musiał powielać tego listu w dziesięciu kopiach i wysyłać do znajomych, wszystko zostanie między nami. Domyślasz się pewnie, że wiem, co się stało w lipcu szesnaście lat temu? Jeśli masz wątpliwości zostawiam ci dowód mojego doinformowania. Nie denerwuj się, ten list i mały souvenir, to jedyne ślady mojej ingerencji w twoje prywatne szczęście, oczywiście, jeśli będziesz postępował zgodnie ze wskazówkami. Następną wiadomość dostaniesz w bardziej dyskretny sposób. Wspomniałem o łańcuszku, bo tak jak w nim zyskasz spokój dopiero, kiedy wywiążesz się z zadań. Twoja tajemnica jest gwarancją milczenia. Śpij spokojnie, jedz, pij, kochaj – odezwę się za kilka dni.

Myślę o Tobie,

Dyskretny.

Dziwne, ale w jego życiu zagościł spokój. Ostatni raz czuł się tak przed pamiętnym lipcem. Uznał to za stan psychicznego zawieszenia, w którym oczekuje na swój wyrok. Czuł, że wypełnienie tajemniczych zaleceń przekupi też los i od teraz będzie mógł spokojnie zasnąć. Pojawiło się lekkie podniecenie oczekiwania na informacje. Przypuszczał, że powierzone mu zadanie będzie nielegalne. A co jeśli będzie musiał kogoś skrzywdzić? Zdecydował, że wtedy zgłosi się na Policję. Wyda szantażystę i uczciwie pójdzie siedzieć. Widać ingerencję siły wyższej, ktoś na górze nareszcie rozpatrzył jego sprawę i zdecydował się ruszyć trybiki przeznaczenia. Los zaczął działać i strach zastąpi, co najwyżej beznadzieja więzienia. Tak, czy siak, szły zmiany, których początek zaskoczył go podobnie jak własna reakcja. Autor listu wyraźnie nie chciał komplikować życia nikomu poza odbiorcą. Poczucie winy też jakby zanikło w oczekiwaniu na nieznaną pokutę. Myślenie o liście nie wywoływało żadnych reakcji, tylko raz, kiedy w niedzielę po południu Helena poszła do sklepu, przeczytał go ponownie i poczuł się nieswojo. Niepokoiło to „Myślę o Tobie, Dyskretny”. Jakby ktoś obcy, przez lata, stał bardzo blisko niego.

Jeszcze raz przeanalizował sytuację. Wieczorem poszedł wyrzucić śmieci i wygrzebał z nich stanik. Wiedział, że do domu trafił jedyny dowód łączący go ze sprawą sprzed szesnastu lat. Całą drogę do śmietnika kombinował jak pozbyć się niewygodnego fragmentu garderoby. Spalenie zwróciłoby na niego uwagę, zresztą śmierdziałby potem strasznie, Helena nie uwierzy, że przez papierosy. Zdecydował się przeciąć stanik na dwie części i każdą wrzucić do innej studzienki kanalizacyjnej. Pomógł szwajcarski scyzoryk, prezent od żony. Przypomniał sobie jak kilkanaście lat temu palił w zlewie zdjęcia właścicielki pomarańczowej bielizny. Była zgrabna, trochę za chuda, wszędzie piegowata. Jasne włosy, uśmiech, różowa pomadka. Szybko się podniecała. Kiedy w nią wchodził jej oddech tak leciutko, rytmicznie świstał. To były przyjemne wspomnienia, ale rzadko do nich wracał.

Wchodząc po schodach wrócił do rozmyślań nad tożsamością szantażysty. Wyeliminował najbardziej szalone możliwości i stwierdził, że ma do czynienia z przypadkowym świadkiem zdarzenia. Tylko, kto zataił taką wiedzę na tyle lat? Coś tak makabrycznego? No i dlaczego działać zaczął akurat teraz?

 


Koniec odcinka pierwszego. Drugi odcinek Parady grzeszników w czwartek 19 listopada.

Copyright by Piotr Jezierski

Zapraszam w co drugi czwartek do lektury kolejnego odcinka „Parady grzeszników” na Cudkultury.pl. Treść ostatniego odcinka będzie zależeć od Waszych komentarzy. Czekam na nie pod adresem: parada.grzesznikow@gmail.com albo w komentarzach do każdego odcinka powieści.

więcej informacji TUTAJ

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.