Kolacja z masonem

Są wszędzie, ale nigdzie ich nie ma. Tworzyli nowoczesne konstytucje, ale byli oskarżani o spisek. Wystawa w Muzeum Narodowym nie stara się pogodzić tych sprzeczności, proponuje spacer po masońskim rytuale, a zaraz potem pokazuje działanie masonów dla dobra ogółu. Tajemnica pozostaje nietknięta.

A nie sposób zaprzeczyć, że tajemnica istnieje. Masoneria to elita, międzynarodowy ruch, który od zawsze zrzeszał wybitne jednostki: królów, naukowców, artystów, myślicieli, działaczy, bankierów, twórców. Ludzi, którzy i bez masonerii mieliby wpływ na losy świata. Masonów obowiązywała tajemnica, a rytuały wtajemniczenia to gotowa pożywka dla fantastycznych teorii, także dla literatury i filmu. Ta elitarność, niedostępność, wyższość budzą zachwyt, podziw i lęk na równi.

Wystawa w Muzeum Narodowym sprowadza masonerię na ziemię. Nawet obrządek wtajemniczenia jest pokazany tak dosłownie, że właściwie nie pozostawia pytań. Każdy, kto wchodzi na wystawę, na chwilę staje się masonem. A wchodzi się przez… trumnę. Pełno tu symboli dokładnie opisanych, eksponatów, których zastosowanie jest pracowicie wyjaśnione. Nie ma niedomówień, ani sensacji, są za to wizualizacje i projekcje, działające na zmysły kolory i ruchome obrazy. Nie ma grozy, jest codzienność, żmudna, ciężka praca. Co jest zgodne z ideą masonerii – ciągłego i niemal rzemieślniczego doskonalenia siebie i świata. Masoneria jest tu pracą u podstaw, a nie bujaniem w obłokach niejasnych idei i spiskowych teorii o budowaniu tajnego porozumienia.

Kiedy już przejdziemy rytuały czterech żywiołów, jesteśmy gotowi, żeby wejść do sali, w której stoi wielki, zastawiony stół. Czeka na wtajemniczonych gości i na uroczysty obiad z Mistrzem. Na chwilę zatrzymajmy się tutaj i choć Muzeum nas do tego nie zaprasza, siądźmy przy stole. Ten wpis ma dla mnie wyjątkowe znaczenie, zaczynamy nim współpracę między dwiema dziedzinami, które rzadko się łączy. Kultura i kuchnia. Dla ducha i dla ciała. Wizyta na tej wystawie to idealny moment, żeby przedstawić nasz wspólny, nowy pomysł. Zajrzyjcie, co dla masonów ugotowała Dorota na swoim blogu Kuchnia Doroty. Ją do skomponowania tych potraw też zainspirowała ta wystawa. Teraz, przy tym wyjątkowym stole, kilka słów o Dorocie.

Spotkałyśmy się jakiś czas temu i od razu przegadałyśmy pół dnia pijąc kawę w Starbuksie i opowiadając sobie, co nas ostanio zachwyciło. Mamy dla Was masę wspólnych tematów i inspiracji. Szykujemy kilka wspólnych cykli, dzięki którym Cud Kultury wyjdzie w miasto, a w Kuchni Doroty zamieszkają kulturalne przyjemności. To połączenie i to spotkanie wydało nam się po prostu zupełnie naturalne. A skoro u masonów znalazłyśmy gotowy do biesiady stół… Nie sposób nie skorzystać z takiej okazji i nie usiąść przy nim razem.

Ideą masonerii, która najbardziej jest mi bliska, jest łączenie ludzi ponad ideologiami, polityką, religiami i przynależnością etniczną. To powrót do wspólnych, mocnych źródeł, gdzie filozofia bywała matematyką, a sztuka astronomią. To też wiara w nieograniczone możliwości człowieka i stąd ciągła chęć samodoskonalenia. Wspaniałe, otwierające sytuacje. Wielkie wyzwania i ciężka praca, która daje miejsce na refleksję, duchowość, może nawet kontakt z Absolutem.

Druga część wystawy pokazuje działania masonów w przestrzeni pro publico bono: w dziedzinach architektury, polityki, w tym też działań niepodległościowych. Pozostałości masońskich idei, Park w Arkadii, Świątynia Opatrzności. Masoni kochali klasycystyczny porządek w sztuce, równe, idealne proporcje, wszystko to, co łączyło ludzkie z boskim. I być może historia masonerii to wcale nie jest opowieść o sprzecznościach, tylko o ich godzeniu. Nawet jeśli wystawa w Muzeum Narodowym nie odkrywa alchemicznych, metafizycznych i zakazanych przysięgami milczenia tajemnic, to przybliża idee masońskie, trochę objaśnia to, co z daleka może wydawać się groźne. No a poza wszystkim innym – to jest po prostu piekielnie ciekawe zjawisko!

imageimageimage

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.