O bogowie!

Religa szybko idzie korytarzem. Przygarbiony, w kiltu narzuconym na garnitur, z bokobrodami. Charakterystyczny krok, nieodłączny papieros. Kompletnie w swoim świecie. W prosektorium włącza stoper i zaczyna kroić ciało. Ściga się z czasem, wyciąga martwe serce, liczą się sekundy, rzuca skalpel, ciągle wszystko za długo trwa. Jego walka z czasem odbywa się na wielu planach, to nie jest tylko walka z naturą, z chorobą, ze śmiercią. To walka z przesądami, strachem, zabobonami, niewiarą, zawiścią.

Serce jest w Polsce relikwią, nie wie pan? Słyszy Religa. Jego poprzednik, doktor Jan Moll, który jako pierwszy w Polsce próbował przeszczepić serce, został przez środowisko medyczne wyklęty. Serce jest relikwią nie tylko w sensie religijnym, serca się nie da przeszczepić w Polsce lat 80., bo w Polsce lat 80. nie da się zrobić nic ponad normę. Trzeba by pokonać ustrój, system, mentalność i układy. Religa nie ma na to czasu. I jest sam.

To nie jest historia o wielkim bohaterze, którego talent i niezłomność doprowadziły do wielkiego sukcesu, oklaski na koniec. To historia wielkiej samotności, geniuszu, niezrozumienia, walki. Także ze sobą. Kiedy włącza się kamera, docent Religa ma nieco ponad 40 lat, za sobą staż w USA, przed sobą szalone ryzyko, albo spokojną karierę w warszawskim szpitalu. Już wie, że przeszczepienie jest możliwe, kilkanaście lat wcześniej dokonali tego lekarze w Kapsztadzie. Ale jego przełożony (gra go Jan Englert) stawia sprawy jasno: Przeszczepisz serce, ale po moim trupie. Religa zostawia żonę lekarkę i dzieci w Warszawie i przenosi się do Zabrza, żeby własnymi rękami (dosłownie) zbudować klinikę. Jeśli trzeba, będzie kładł płytki w sali operacyjnej, mył okna i tynkował ściany. Będzie zdobywał pieniądze na sprzęt godzinami czekając pod gabinetami miejscowych PRL-owskich dygnitarzy. Zrobi wszystko, byle klinika zaczęła działać. Pójdzie do samego diabła w KC. Spieszy się.

To nie jest opowieść o tym, że wystarczy geniusz, wiedza, upór i odwaga, żeby robić rzeczy wielkie. To jest opowieść o zmaganiach z najbardziej błahymi, niegodnymi, absurdalnymi przeciwnościami. Bo jeszcze trudniej, niż wykonać robotę budowlaną za ospałych, zapijaczonych robotników w Polsce Ludowej, w której nic się nie da zrobić, jest pokonać mentalność, strach przed systemem i zabobon przed relikwią. Strach przed sercem.

Czy on będzie mnie teraz kochał inaczej? Pyta żona pacjenta, któremu docent ma przeszczepić serce. Święte serce pokazuje na świętych obrazkach Chrystus. Sercem się kocha. Sercem się czuje. Serce jest najważniejszym organem człowieka, uczy się dzieci w szkole. Nie mózg. Serce to tylko mięsień, kocha się duszą – wyjaśnia cierpliwie asystent Religi, doktor Marian Zembala (gra go Piotr Głowacki). Sam Religa osobiście już od dawna nie spotyka się z rodzinami pacjentów, którym ma ratować życie. Musi się odsunąć od ich i swoich emocji, ich nadziei, oczekiwań, żeby móc wykonać swoją robotę budowlańca. Serce to nie relikwia, serce to pompa.

Kiedy już położy glazurę w sali operacyjnej, otrzepie tynk z kitla i zdobędzie pieniądze od dyrektorów śląskich kopalni, stanie przed murem jeszcze wyższym. Swój zespół zbudował z odważnych, młodych, wykształconych w klinikach europejskich, lekarzy, którzy wrócili ze staży do Polski. Ale będzie miał przeciwko sobie stare, niechętne i przede wszystkim zawistne środowisko lekarskie. W ostatniej chwili komitet nie wyda zgody na pobranie organu od dawcy. Ktoś stanie na drodze, odmówi, wycofa się, napisze donos. Ale Religa nie ma czasu. Wsiądzie w samochód, pokona setki kilometrów jakąś niewyobrażalną szybkością, nie zważając na prawo drogowe, ani prawa fizyki. W sierpniu 1985 roku po raz pierwszy przeszczepi serce. Pacjent umrze. Więc przeszczepi jeszcze kilka serc, a każdy pacjent będzie żył o kilka dni, tygodni, miesięcy dłużej. Religa dojdzie na skraj wyczerpania i zwątpienia.

Film pokazuje historię zaledwie trzech lat. Ale dla Religi i dla medycyny w Polsce to epoka. I wystarczy. Wszystko, co dotyczy jego życia osobistego jest tak perfekcyjnie zarysowane, zasugerowane, że więcej nie trzeba. Wystarczy kilka scen, żeby wiedzieć, ile Religa płacił za swoją niezłomność. Alkohol – nie dla rozrywki, tylko wypijany litrami w chwilach autentycznej rozpaczy. Szalona jazda do Warszawy, żeby zobaczyć się z żoną (gra ją Magdalena Czerwińska). Bo samotność, tęsknota, pustka, brak oparcia nie dają żyć w tych chwilach poza salą operacyjną. Poza walką.

Dzięki rewelacyjnie skonstruowanemu scenariuszowi to nie jest pomnik, tylko żywa historia. Ale to też zasługa grającego Religę Tomasza Kota. Świetny aktor, wiadomo. Ale od dawna nie zagrał mocnej roli: od Skazanego na bluesa minęło 9 lat. Od Erratum cztery. Kot mógłby sobie dalej grać w kasowych komediach i za wiele nie ryzykować. Ale podobnie, jak jego bohater, wybrał zadanie niemal niemożliwe do wykonania. Przystojniak i żartowniś Kot jako demoniczny Religa? Spore ryzyko. Dziś trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek inny mógł zagrać tę rolę. Opisując ją używa się słowa “mimikra”. Nie stygną zachwyty i nie przestają sypać się nagrody, choć jeszcze nie było premiery filmu. Całkowicie zasłużone nagrody.

Tak, Bogowie mogli być nieznośnym pomnikiem, nudną czytanką. Ale ich twórcy doskonale zrozumieli Religę. Dramatyczny, trzymający w najwyższym napięciu film jest podszyty niesamowitym poczuciem humoru. Religa był nieprzeciętnie inteligentny, co wiadomo choćby z wywiadów z nim, jego myśli biegły błyskiem, odpowiadał szybko i celnie. I takie są dialogi. Cały dramatyzm sytuacji, ale też słabość i małość jego wrogów są skontrowane prostymi, super celnymi ripostami. Z iście boskiej perspektywy.

10653473_526713530807522_3443077111080347144_n 10477923_482383755240500_8976049174127128628_n 1451438_384787088333501_701626037_n 1604941_527877430691132_2553057244087726269_n 1467442_348582105287333_59037585_n

1 Comment
  • Dorota
    Październik 10, 2014

    Już absolutnie przekonana, że muszę zobaczyć 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.