Nowy serial „Bliskość”

Serial, którego emisję zaczęła właśnie stacja HBO, opowiada o codzienności dwóch par. Małżeństwo Piersonów mieszka na przedmieściach Los Angeles – wprawdzie świeci nad nimi hollywoodzkie słońce i przy bulwarach rosną palmy, ale zero tu glamouru i bogactwa. Brett, którego gra Mark Duplass, jest dźwiękowcem w studio filmowym, ma żonę Michelle (Melanie Lynskey) i dwoje dzieci. Chwilowo (choć jak się okazuje być może jednak zostanie na dłużej), mieszka z nimi siostra żony, Tina (Amanda Peet) i jakby tego było mało – właśnie wprowadził się do nich przyjaciel Bretta, bezrobotny aktor Alex (Stevie Zissis).

Wszyscy są dosyć sfrustrowani. Brett tym, że nikt nie docenia jego pracy, a żona nie chce się z nim kochać. Żona tym, że potrafi przewidzieć każde słowo, gest i zachowanie swojego męża, także w łóżku. Przyjaciel aktor brakiem perspektyw oraz postępującym łysieniem. Siostra – tym, że rzucił ją chłopak, który nawet nie był jej chłopakiem. Wszyscy koło czterdziestki, bez pomysłu, bez marzeń, bez atrakcji. Ludzie z bocznego toru, jeśli chodzi o serialowych bohaterów. I z głównego jeśli chodzi o życie prawdziwe.

image40

Nawet dziewczyny z Girls wydają się przy bohaterach Bliskości szalenie wyjątkowe. Ale te dwa seriale, oprócz tego, że są produkcjami HBO, mają wspólny motyw: autentyczność. Brak wstydu. Dłubanie w nosie przed kamerą, łysiny, wałki tłuszczu, niepiękno, no-makeup, tematy tabu. Jednak żenada nie jest tu powodem do rechotu, tylko elementem prawdy, zwykłej, naturalnej, choć nie aż naturalistycznej. Odważny ruch. Wysublimowana publiczność może się zgorszyć: w pierwszym odcinku Bliskości onanizuje się mąż, w drugim żona. I w żaden sposób nie jest to seksowne.

image43

Życie jest dosyć żałosne w Bliskości. Ale jednocześnie jest niebywale zabawne. To nic nowego, na tym przecież zbudował swoje najlepsze filmy Woody Allen. Autorzy serialu, bracia Duplass wprowadzają tym serialem do telewizji bardzo ciekawy nurt – mumblecore. To odmiana niszowego kina amerykańskiego, oparta na najbardziej niskobudżetowych technikach, jak się da. Aktorzy bywają naturszczykami, dialogi są improwizowane, a dźwięku nie poddaje się postprodukcji. Fabuła opowiada zwykłe historie, bohaterowie nie mają za bardzo przyszłości, a zwłaszcza pieniędzy. Podobnie, jak autorzy tych filmów – w Europie realizuje się je dzięki zbieranym w sieci funduszom, czyli oddolnym inicjatywom typu crowdfunding. Stylistycznie te filmy są trochę, jak trend normcore w modzie – im mniej i im bardziej bez wysiłku, tym lepiej. Drobne, nieefektowne rzeczy, słowa, zdarzenia zaczynają mieć znaczenie.

image46

Najbardziej znanym w Polsce filmem mumblecore była świetna Frances Ha. Dla mnie prekursorem tego nurtu jest Jim Jarmusch, który już w połowie lat 80. tak bardzo ubiegłego wieku, w swoich wczesnych filmach sadzał dwóch aktorów, dawał im kawę i papierosy i kazał gadać. Albo puszczał przez kompletnie nieatrakcyjne plenery zagubionego imigranta ze starym kaseciakiem, który rzęził I put a spell on you. Inaczej niż w raju, czyli w Ameryce, w której juz dawno nie ma amerykańskiego snu. Nastąpiła bolesna pobudka. Kamera zaczyna lubić ludzi nijakich, bez makijażu, bez osobowości także. I jak nigdy dotąd autentycznych. Oraz oczywiście neurotycznych.

image39

Mark Duplass wiedzie podwójne życie amerykańskiego filmowca. Od lat gra w serialach Foxa, czasem zagra w niezłym filmie, choć nie jest to przebój piątkowego wieczoru (Siostra twojej siostry). Od lat też realizuje z bratem awangardowe, niszowe kino, lubiane na festiwalu Sundance. W Bliskości dialogi są dobrze napisane, aktorzy profesjonalni, a nawet znani, ale udało się zachować atmosferę low-budget. Bohaterowie mają skrzywione miny, nie kokietują widza, czterdziestoletnie dziewczyny chichoczą wstydliwie opowiadając sobie naprawdę żałosne sytuacje, dźwięk czasem znika w nagłym szepcie.

“Chcieliśmy być braćmi Coen, ale nam się nie udało, więc zaczęliśmy robić kino ze swoich doświadczeń”, opowiada magazynowi Rolling Stone Jay Duplass. “Zawsze staramy się znaleźć najbardziej subtelny sposób na opowiedzenie historii”. Coenowie też lubią te subtelności, mistrzowsko doprowadzają je jednak do absurdu. Życie u Duplassów toczy się najzwyczajniej, jak się da, na najpłytszym oddechu. I niekoniecznie musi zaraz mieć głęboki sens.

image48 image44 image41

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.