Najlepszy film Andrzeja Wajdy

Wczoraj umarł Andrzej Wajda. Są takie śmierci, które zostawiają wyrwę na pół serca, na chwilę kompletnie blokują wyobraźnię (jak to jest możliwe, że go już nie będzie?) i to jest taka śmierć. Wajda był zawsze. Wyrwa jest szokująca, wielka, ziejąca, przesmutna. Od doby w mediach dziennikarze pytają aktorów, reżyserów, producentów, czy ktoś tę wyrwę może zapełnić, czy jest następca, niekoniecznie drugi Wajda, ale ktoś, kto siłą, inteligencją i talentem być może kiedyś będzie mógł się z Wajdą równać. Wszyscy kiwają głowami, że raczej nie. Wyobraźnia chwilowo jest jeszcze w szoku, sparaliżowana. Myślę, że kimś takim jest Wojciech Smarzowski. Ale to inna historia.

Wajdy już nie ma, nie dożył premiery swojego ostatniego filmu, Powidoki, który wcale nie miał być ostatnim filmem, bo reżyser już planował kolejny. Krystyna Janda mówi, że czuł, że dopóki będzie robił filmy, będzie żył. Szybko chciał zacząć kolejny, ale śmierć była bardziej cwana. Przeziębił się w Gdyni, na festiwalu, dwa tygodnie temu. Wąskie grono filmowe wiedziało, że leży w szpitalu, że trwa walka. Dla większości jego śmierć była szokiem, mimo, że miał 90 lat.

Swoich dawnych, ikonicznych filmów, które ciągle krążą wśród publiczności, on nie oglądał. Nie oglądał się za siebie. Co było to było, teraz jest czas na to, co będzie. Jego aktorzy mówią, że umiał słuchać człowieka, nie wciskał swoich wizji, czekał, aż wizja powstanie między nim i aktorem, wydobywał ją. Dobrze ich obsadzał. Kto by pomyślał, że Więckiewicz może zagrać Wałęsę? Albo Linda Strzemińskiego? Albo aktor awangardowego teatru Zbyszek Cybulski akowca Maćka Chełmickiego? Wajda wspominał zresztą, że Cybulski  przyszedł na plan Popiołu i diamentu w swojej prywatnej kurtce z amerykańskiego demobilu. I w noszonych wówczas, 13 lat po wojnie, spodniach. Pomijając ciemne okulary… Ale to było to. Cybulski pokazywał żołnierza współczesnego, takiego, jaki mógł żyć w wyobraźni ludzi teraz. Wajda zawsze umiał przenieść nawet dawny tekst we współczesność. I w przyszłość – przecież oglądamy je ciągle.

andrzej-wajda-feature

Nie lubił pisać scenariuszy, jak sam gdzieś powiedział, wzięło mu się to z czasów, kiedy studiował malarstwo (przed szkołą filmową). Artyści malarze, koledzy młodego Wajdy, uważali, że piszą ci, co nie mają talentu. Ci, co mają – malują. Więc malował, każdy z jego 40 filmów jest świadomie, pięknie skomponowanym obrazem. Najpiękniej – chyba Wesele. Ale i Brzezina, ale i Ziemia obiecana… Za każdym filmem Andrzeja Wajdy idą kolejne, żaden reżyser w Polsce nie ma, nie miał i pewnie nie będzie miał takiej popularności. Wajda nie spalał się robiąc filmy, jak wielu wielkich artystów. On robiąc filmy żył.

Nie da się wymienić jednego filmu Wajdy, odpowiadają w mediach pytani o to w kółko aktorzy. Może pięć? Prędzej, ale trudno.

Ale gdyby? Spróbuję swoje ulubione.

 

Popiół i diament

Niewinni czarodzieje

Polowanie na muchy

Brzezina

Wesele

Ziemia obiecana

Panny z Wilka

Człowiek z marmuru

Człowiek z żelaza

Korczak

Katyń

 

… jednak więcej niż pięć? Na mniej nie starcza wyobraźni.

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.