Między końcem i początkiem

Śpicie?

Co roku jest tak samo, mimo licznych planów i czekania na te wolne dni, nic się nie da z nimi zrobić. Bo i tak nadejdzie senność. Być może dlatego, że zaczynają się wigilijnym objadaniem, cóż, że bez mięsa.

Dzień przed Wigilią robiłam wywiad. Moja rozmówczyni opowiedziała, że w swoje urodziny zawsze dostaje pytanie od bliskiej osoby: Co zrobisz w tym roku? Spodobało mi się. Nie podsumowywać tego, który odchodzi, tylko marzyć i planować ten, który właśnie się zaczyna. I nie, to nie jest to samo, co postanowienia noworoczne: przestanę jeść cukier i palić papierosy, zacznę biegać. Chodzi o przegląd tego, co realnie ma szansę się wydarzyć, konkretów. W tym roku wydam książkę (bo już jest w druku), albo wyjdę za mąż (mam już datę), albo czekają mnie narodziny dziecka (jestem w ciąży). To oczywiście przykłady (choć nie wszystkie 😉 )

I właśnie teraz, w te dni, między skończonym sezonem 2015 i jeszcze niezaczętym 2016 można przyjrzeć się temu, co się do nas zbliża i zadać sobie pytanie: jak chcemy, żeby to się stało. I po co? I może to, co nas czeka, otwiera jeszcze inne możliwości?

W Wigilię brałam udział w innej rozmowie. Czy trzeba mieć plan, czy też warto być gotowym na wszystko, co przychodzi. To jest w dużym uproszczeniu pytanie, co jest ważniejsze: droga, czy cel. Ktoś powiedział, że tylko droga, bo idziemy nią teraz, a cel może się okazać nierealny, albo zmienimy zdanie i wcale nie będziemy mieli ochoty go osiągnąć. Ktoś inny, że nie ma drogi bez celu, to on nadaje kierunek. W pierwszy Dzień Świąt rozmowa trwała dalej, w innym towarzystwie. Okazało się, że dla kogoś jeszcze innego cele to marzenia – jeśli się spełnią, to świetnie, ale jeśli nie – takie prawo marzeń. Znam też osoby, które prowadzą kalendarz na wiele lat do przodu. Wiedzą, gdzie i kim będą w 2018 i w 2020 roku.

Dla mnie największą wartością jest umieć przyjmować to, co przychodzi i w każdym zdarzeniu znaleźć cząstkę tego, czego chcieliśmy, o czym w głębi duszy marzyliśmy. Nawet o tym nie wiedząc 🙂

Mówi się, że okazja czyni złodzieja. Może okazja czyni też człowieka sukcesu? Wynalazcę? Albo inspiratora, który porwie za sobą ludzi? Czytałam niedawno na portalu magazynu Vanity Fair, że jednym z najbardziej skutecznych antydepresantów jest wyrobienie w sobie nawyku szukania powodów do wdzięczności. Za co dziś jestem wdzięczna? Steve Jobs, który przecież umiał cenić czas, jak umieją go cenić chorzy onkologicznie – powtarzał, żeby codziennie planować coś, dzięki czemu każdy dzień będzie miał sens. W najnowszym wydaniu tygodnika “Wprost” jest wywiad z księdzem Janem Kaczkowskim, on też uczy, jak cenić czas.

Ten wpis miał być o filmie, o którym będzie najgłośniej w roku 2016. Będzie następnym razem. Widocznie dziś jest czas na to, żeby spokojne, leniwie i nieco refleksyjnie pomyśleć o wspaniałościach, które mają szansę się ziścić. I o tym, za co warto być wdzięcznym. Życzę Wam wielu powodów do wdzięczności i wielu nowych szans. Może już są na horyzoncie?

*

W tych dniach oglądam: nowy sezon serialu Ray Donovan, nowy serial Pan Avila. Czytam biografię Romana Wilhelmiego, książkę Modni Karoliny Sulej i powieść Królowa Śniegu Michaela Cunninghama.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.