Manglehorn. Al Pacino, Instagram i kot

Angelo Manglehorn jest ślusarzem, ratuje zatrzaśnięte samochody, sejfy, drzwi. Z czułością. Z jeszcze większą czułością gada do swojej kotki, Fannie, martwi się, że zwierzątko nie je od tygodnia, wydaje oszczędności, żeby opłacić jej operację. Dokładnie odwrotnie traktuje bliskich. Z byłą żoną nie rozmawia w ogóle, syna chłodno powiadamia, że nigdy nie kochał jego matki. Kobietę, która mu się podoba zaprasza na kolację, żeby opowiedzieć, że po szpinaku ma biegunkę. Obojgu mówi, że liczyła się dla niego tylko jedna kobieta, mityczna Clara, z którą był we wczesnej młodości. Zresztą, Clara odeszła, bo nie była pewna, czy Manglehornowi na pewno na niej zależy.

Teraz dawna miłość jest świetną przykrywką. Nie ma jej, więc można ją wielbić. Manglehorn ciągle wysyła do niej listy, które oczywiście wracają. Cudownie bezpieczna sytuacja. Można się zachwycać siłą miłości, której nie trzeba konfrontować z niczym realnym, można się użalać, że żadna nigdy jej nie dorówna.

41_Manglehorn-D13(56)

Na początku wydaje się, że Manglehorn rozpacza za kobietą, która umarła. Spędziła z nim całe piękne życie, ale już jej nie ma. Historia szybko jednak schodzi z wysokich tonów. Wszystko, co tu się wydarza jest zwykłe, maleńkie, subtelne, banalne. Fotografowane w zachodzącym słońcu, blikach, instagramowych rozostrzeniach.

Manglehorn jest tak samo czuły, jak okrutny. Jego ewidentna wrażliwość jest schowana pod skorupą cynizmu i wymysłów. Zbudował sobie alibi, żeby nie czuć naprawdę. Choć miłość do kota jest autentyczna i bardzo poruszająca. Ale jak wiadomo, kot nigdy jej nie zdradzi, ani nie wydrwi.

manglehorn.kot

Mam spory kłopot z Alem Pacino. Uwielbiam go i nie mogę znieść. Bezdyskusyjnie padam na kolana przed jego aktorstwem w Ojcu chrzestnym, Pieskim popołudniu, czy Scarface. Ale potem coś się stało. Pacino uwierzył, że jest bogiem. I dobrze, bo jest. Ale czy musi o tym zawiadamiać w każdym filmie tak dosadnie, że nie mogę myśleć o akcji i bohaterze, bo widzę głównie Pacino grającego to, że jest bogiem? Nieznośna maniera, szarżowanie talentem, zero pokory. Nie znoszę filmu Zapach kobiety. Może to kontrowersyjne, ale trudno. Przyznaję się, bo w Manglehornie Al gra cudownie. Na półtonach, bez tej pauzy po każdym zdaniu, z wyczekującym spojrzeniem, które wydaje się mówić: “Oh fuck, ale jestem boski”. Tu Al gra, jakby mu ktoś wreszcie wyłączył coś w mózgu. Nie błaznuje. Gra nieznośnego faceta, ale też kochanego. Trudnego, takiego, którego warto zdobywać. Filozofa, ironistę, ale i gościa gadającego z drzewami. Niepiszącego poetę, choć bez obaw – nie ma tu pretensjonalnych metafor, jak tylko ma się zrobić zbyt dosłownie, reżyser rozbija niebezpieczeństwo groteskową sytuacją. Z tych nieprawdopodobnych, które jednak zdarzają się w życiu.

W tym kameralnym, półsennym, melancholijnym filmie Al Pacino jest taki, za jakim zawsze tęskniłam. Na dodatek towarzyszy mu Holly Hunter. I to jest para doskonała. Holly należy do tych aktorek, które nie tylko grają osobowość, ale nią po prostu są, jak Charlotte Gainsbourg czy Meryl Streep. Holly gra Dawn, pracownicę banku, która dostrzega urok podstarzałego ślusarza. Niemłoda kobieta, która opowiada mu podczas niewyszukanej kolacji, że kocha życie, jak dziecko, cieszy ją woda, która płynie z kranu do wanny, woda płynie ze ściany! Ostre wyzwanie dla faceta, któremu depresja starości obcięła pasmo przyjemności, który chciałby zniknąć, przestać być. Ale nie chodzi wcale o obudzenie chęci do życia, Angelo tak naprawdę wcale jej nie stracił. Schował tylko jakiekolwiek oczekiwania, może trochę rozczarowany, a może trochę z wygodnictwa.

16_manglehorn-d19(107)

Nie ma wielkich słów. Są pączki, które Angelo podjada co piątek przynosząc tygodniowe dochody do banku, które księguje Dawn. Wielkie historie są pokazane w niemal niezauważalnych, przypadkowych ujęciach: jedno spojrzenie Manglehorna na Dawn (tak, teraz Al jesteś naprawdę boski), czyjś spalony dom, na zgliszczach którego ślusarz otwiera sejf, czy pokazany z zwolnieniu gigantyczny karambol, w którym zmasakrowane samochody pokrywają roztrzaskane arbuzy, jak sztuczna krew. Historia Manglehorna dzieje się na marginesie wielkich wydarzeń. Ktoś wspomina jego dawną świetność jako trenera drużyny, nie robi to na nim wrażenia. Syn bankrut błaga go o wsparcie, jakiekolwiek, choćby słowem, ale on bardziej martwi się kotką. Jakby nic naprawdę złego nie mogło się już stać. Cudowna, instagramowa melancholia, gdzie drobne przebłyski światła i koloru są ważniejsze niż odwieczne, ciągle te same, nudne już tragedie. Wszystko będzie dobrze, wystarczy tylko znaleźć klucz. Nie bez powodu Manglehorn jest ślusarzem. Domyślacie się, co połknęła koteczka?

foto GutekFilm

Manglehorn-B1_bez logotypow

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.