Duet kryminalny

Poczytna pisarka szykuje się do kolejnego spotkania autorskiego. Jej przyjaciółka poznaje kolejną miłość swojego życia. Ktoś loguje się na Facebooku i zaczyna opowieść psychopaty. Pozostawione w szpitalu kilkuletnie dziecko z premedytacją częstuje kolegę kuleczkami rtęci. Morderca przystawia pistolet do skroni staruszce wracającej do domu. I młodej dziewczynie w parku. I jeszcze kilku osobom. Ofiary łączy to, że lubią książki tej samej poczytnej pisarki. Przy ciałach nie ma śladów, jeśli nie liczyć papierowych stateczków. Do końca nie wiadomo, kto zabił. Zanim komisarz Zawada w idealnym tandemie z policyjną profilerką Eweliną odkryją prawdę, zakładam, że znają ją autorzy Autorki.  Maria Ulatowska i Jacek Skowroński. Spytam.

***

Kto zabił?

Maria: Do połowy książki wiedzieliśmy, kto zabił. A potem okazało się, ze zabija zupełnie ktoś inny, niż miał zabijać. Musieliśmy przerobić cały tekst.

Jacek: Co wcale nie było łatwe, ale nie mieliśmy wyjścia. Tak bywa, że bohater zmienia plany autora.

Spotkaliście się przy tej powieści, ale piszecie zupełnie różne książki. Jacek kryminały, Maria wielowątkowe powieści obyczajowe. Coś łączy Waszą twórczość?

Maria: Oczywiście, że miłość! Jest w każdej mojej książce i w książkach Jacka też. Tym razem jednak to ja wymyśliłam seryjnego mordercę, żeby nie stać się Hansem Klossem literatury obyczajowej. Bardzo byłam ciekawa, jak sobie dam radę w innym gatunku.

Jacek: Żeby napisać wspólną książkę, każde z nas musiało wyjść z własnych ram. Zaczęliśmy tak: Rysia podesłała mi kawałek swojego tekstu, żebym zobaczył, czy mogę go kryminalnie podkręcić. Potem ja wysłałem jej swój, żeby ona przekonała się, czy jej to pasuje. Ta metoda świetnie się sprawdziła, stosowaliśmy ją w całym procesie powstawania powieści, nie pisaliśmy ciągów dalszych, nie dzieliliśmy się wątkami, tylko wpisywaliśmy się w nasze teksty wzajemnie.

A ja czytając Autorkę próbowałam oczywiście zgadnąć, kto pisał którą postać i jaki wątek. Byłam pewna, że komisarza Zawadę pisał Jacek.

Maria: Nie zgadłaś. Każdą postać, oprócz drugoplanowych, pisaliśmy wspólnie. Bardzo o to dbaliśmy. Chcieliśmy, żeby nasze teksty się przenikały, właśnie dlatego, żebyś czytając nie była pewna, że to pisała Ulatowska, a to Skowroński. Migamy we wszystkich postaciach, my, nasze doświadczenia, osobowości, sympatie.

Jacek: Niektóre doświadczenia są wspólne. Pewnego dnia spotkaliśmy się w mieszkaniu, które nie należało do żadnego z nas, żeby omówić właśnie to, kto tak naprawdę zabija. Na szybie balkonowej zobaczyłem monstrualnego pająka. Zacząłem się zastanawiać nad sposobem ucieczki. W końcu wezwałem na pomoc Rysię, a ona wzięła go w serwetkę i wyniosła.

Maria: Z tego doświadczenia powstała scena miłosna, tyle, że to profilerka boi się pająka, komisarz ją przed nim ratuje.

image

***

Profilerka Ewelina i komisarz Zawada to te dwie postacie, w których czytelnik się kocha. A postaci, wątków, obrazków, miejsc (i morderstw) jest tu naprawdę sporo. Poczytna pisarka biega na czekoladę do Wedla w Złotych Tarasach, komisarz pracuje w stołecznej komendzie przy Andersa i kiedy wychodzi z pracy, myśli o seryjnie wyciętych drzewach w Ogrodzie Krasińskich. Tymczasem profilerka Ewelina lubi przesiadywać w Pinesce (tak właśnie pisanej) urokliwej kafejce, w której stoją regały z książkami. To miejsce istnieje naprawdę, kiedyś czekając tam na kogoś, wciągnęłam się w lekturę stojącej na regale biografii Ala Pacino tak bardzo, że zaczynałam myśleć, że fajnie byłoby, gdyby ten ktoś jednak nie przyszedł.

***

Z jakich narzędzi korzysta morderca, to się zazwyczaj szybko okazuje. A autor kryminałów?

Jacek: Przy pisaniu kryminałów wcale nie najważniejsza jest znajomość technik operacyjnych i zagadnień śledczych. Ważniejsze jest wejście w psychikę bohatera. Kryminały zaczynam zawsze od tworzenia postaci, zwykle z tej drugiej, ciemniejszej strony. Stawiam sobie pytanie o motyw i o rodzaj zbrodni, jaką chciałbym popełnić jako mój bohater. Potem obmyślam, jak to zrobić, żeby mnie nie złapano.

A to prawda, że nie da się popełnić zbrodni doskonałej?

Jacek: Tak twierdzi każdy policjant. Moim zdaniem tu tkwi błąd logiczny. Bo jeśli zbrodnia doskonała istnieje, to przecież jej nie wykryli, bo się o niej nie dowiedzieli.

Kiedy opowiadasz, jak konstruujesz bohatera, przypominają mi się metody profilerki Eweliny. Ona też pisząc portret psychologiczny mordercy, wchodzi w jego skórę. To kolejna rzecz, która Cię z nią łączy, oprócz strachu przed pająkami.

Jacek: Profilerka robi właśnie to, co pisarz. Wciela się w zabójcę, żeby wiedzieć, dlaczego to zrobił i co zrobi dalej. Tak, Ewelina jest moja.

Maria: Nieprawda! Ewelina jest pół na pół!

W takim razie która postać jest Ci najbliższa?

Maria: Autorka, czyli Justyna Sobolewska.

Postać o imieniu i nazwisku znanej krytyczki literackiej.

Maria: Właśnie i to jest zupełny przypadek! Kiedy zaczynaliśmy pisać książkę, daliśmy naszym bohaterom imiona i nazwiska naszych przyjaciół. A potem wydawca się rozmyślił i stwierdził, że będzie lepiej, jeśli to zmienimy. W ostatniej chwili wymyślaliśmy nowe nazwiska bohaterom, autorka w pierwszej wersji nazywała się Justyna Fryczkowska, po Ani Fryczkowskiej, pisarce. Musiałam dać Justynie nowe nazwisko, przyszło mi do głowy “Sobolewska”, a Justyna została. Zorientowałam się dopiero, jak książka wyszła w druku. Prawdziwa Justyna na szczęście ma do tego dystans. Z nazwisk przyjaciół udało nam się zostawić trzy, ze zmienionymi imionami.

Powiedziałaś, że Justyna jest Ci najbliższą postacią. Dlaczego?

Maria: Bo jest pisarką, ma trochę moich doświadczeń – choćby te związane z wydaniem pierwszej powieści, czy ze spotkaniami autorskimi. Ale też kilka przeżyć osobistych.

Jacek: Pisarz musi pisać o tym, co zna.

W takim razie, co jeszcze, oprócz doświadczenia z pająkiem, przećwiczyliście na własnej skórze z tej całej serii barwnych zdarzeń, z których składa się Autorka?

Maria: Właściwie wszystko, naprawdę.

Jacek: Oprócz zabijania. Ale czy tak do końca? Chyba nie ma na świecie człowieka, który choć raz nie chciałby kogoś zabić. Wątek dziecka, które spędza wiele tygodni w szpitalu to moje doświadczenie. Pamiętam nawet, jak tłukliśmy termometry, żeby wysypywać z nich rtęć. Tyle, że oczywiście nikt z nas jej nie łykał. Mordercę można zbudować na własnych doświadczeniach przesuwając ich granice.

A strach? Wyobrażam sobie, że morderca w ogóle nie czuje strachu. Nie tylko przed karą, ale też przed tym, że popełnia zbrodnię.

Jacek: Zgadzam się z tym. Gdyby nie strach, większość ludzi popełniałaby zbrodnie.

Maria: Moim zdaniem ważniejszy, niż strach, czy jego brak, jest motyw. Gdyby ktoś skrzywdził moje dziecko, nie czułabym strachu, żeby chwycić za siekierę. Silniejszy okazałby się afekt.

Jacek: Ale w kryminałach nie morduje się w afekcie. Morderca myśli na chłodno, wszystko ma zaplanowane.

Maria: Czyli jest psychopatą.

Jacek: Dokładnie tak. Tymczasem w rzeczywistości większość zbrodni jest popełniana w afekcie. Dlatego wykrywalność jest tak duża. Może 1 procent to zbrodnie zaplanowane. To o nich pisze się kryminały.

image

***

Ale ten kryminał jest też o pisarce. Jej książki stają się motywem zabójcy. To najbardziej podoba mi się w powieści Autorka. Ta sprytna gra z czytelnikiem. I z mordercą. Jacek Skowroński jest autorem trzech powieści kryminalnych. I własnego życiorysu?

***

Mam wrażenie, że Twoja biografia oficjalna też jest literacką kreacją. Podobnie odbieram biografię Vincenta Severskiego, byłego agenta, autora bestsellerowych powieści. Nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co fabularyzowaną prawdą. Niepostrzeżenie pisarz sam staje się bohaterem?

Jacek: Dobrze, teraz powiem prawdę. Zawsze byłem niespokojnym duchem, nosiło mnie po świecie. Byłem na międzynarodowej misji wojskowej, byłem w kontrwywiadzie wojskowym, studiowałem w Nowosybirsku.

Czyli jesteś agentem?

Jacek: Byłem. Mam 11-12 lat wyrwanych z życiorysu, nie pamiętam, że istniałem. Ale zawsze chciałem zostać pisarzem, zupełnie bez związku z tym, czym się zajmowałem. I kiedy po tych wyrwanych latach wróciłem do żywych, pomyślałem: to już czas, żeby spróbować.

A te lata co Ci wyrwało z życia? Kontrwywiad?

Jacek: Alkohol. Kontrwywiad był wcześniej, a potem były skutki.

Jako agent kontrwywiadu strzelałeś?

Jacek: Tak.

Zabiłeś kogoś?

Jacek: Nie wiem. Naprawdę tego nie wiem.

Jak to się stało, że marzenie o pisaniu przetrwało, mimo takich doświadczeń?

Jacek: Było bardzo głęboko zakorzenione, pochodziło jeszcze z dzieciństwa. To marzenie urodziło mi się – podejrzewam, że tak jest u większości pisarzy – kiedy czytałem pierwsze wyjątkowo rozpalające wyobraźnię, książki. Dla mnie taką książką był Winnetou czytany w starym mieszkaniu w Gdańsku-Oliwie. Wrażenie było tak silne, że pamiętam nawet, jak stałem oparty o kaflowy piec. Myślałem wtedy, jaki niesamowity jest ten Karol May, jak bóg.

Większość ludzi czytając Winnetou nie marzy, żeby być Karolem Mayem, tylko Indianinem.

Jacek: A ja wtedy myślałem, że skoro to się tak łatwo czyta, to pewnie się też łatwo pisze. Więc ja też tak pewnie potrafię. Potem okazało się, że miał rację Hemingway, że to, co się łatwo czyta, najtrudniej się pisze.

Dzięki Tobie właśnie się dowiedziałam, czym różnią się pisarze od zwykłych ludzi, kiedy w dzieciństwie czytają książki. Przyszli pisarze marzą o tym, żeby kreować przygody, zwykli ludzie, żeby brać w nich udział.

Jacek: Zdecydowanie już wtedy chciałem te przygody wymyślać.

Maria: Dzięki temu można być wszystkimi postaciami, a nie tylko jedną. Apetyt rośnie w miarę czytania. Ja czytałam od piątego roku życia, podejrzewam, że przeczytałam ponad 10 tysięcy książek.

Utrzymujecie się z pisania?

Maria: Tak. Ciągle jeszcze sprzedają się i krążą moje pierwsze książki.

Jacek: Ja też. Wydaję jedną, dwie książki rocznie.

czytamy Autorkę

Jacek i Marysia na spotkaniu autorskim

***

Maria Ulatowska, przez znajomych i bliskich zwana czule Rysią, to jedna z najbardziej poczytnych pisarek. Ale zaczęła pisać dopiero cztery lata temu. Jest fenomenem, ma wielki talent, lekkość, jest niesamowicie kontaktowa, towarzyska, roześmiana. Dwa lata temu w Siedlcach, podczas Festiwalu Literatury Kobiecej została wyróżniona nagrodą za debiut. Była już wtedy na emeryturze (sama dodaje, że wcześniejszej). Zanim zaczęła pisać, zajmowała się czymś zupełnie innym. Równie dalekim od literatury, jak praca w kontrwywiadzie.

***

prawo dewizowe komentarzCo to jest prawo dewizowe?

Maria: Z wykształcenia jestem prawniczką i zawsze pracowałam w takich miejscach, gdzie powstawały przepisy prawne. Byłam w grupach, które je pisały. Po 1989 roku zaczęłam pracę w Narodowym Banku Polskim, w departamencie dewizowym. Co było ciekawym wyzwaniem, bo prawo dewizowe dopiero powstawało. I dopiero powstawały oficjalne kantory wymiany walut. Przepisy dla nich to właśnie moje dziecko. Do spółki z trójką kolegów napisaliśmy książkę Prawo dewizowe. Komentarz. Prowadziliśmy też wykłady dla banków. A potem prawo dewizowe zachowało się na tyle przyzwoicie, że jak przeszłam na emeryturę, przestało obowiązywać.

Mówisz, że od dziecka czytałaś. Czyli rozwijałaś wyobraźnię najlepiej, jak można. Wrzucałaś w głowę tysiące fabuł.  I nigdy nie nudziło Cię prawo?

Maria: Nigdy! Prawo to dziedzina wymagająca ciągłego, bardzo logicznego myślenia. Ktoś, kto nie jest prawnikiem, nie zrozumie przepisów, nie przełoży ich na działanie. To mi się zawsze podobało w prawie, że dużo trzeba myśleć, nad każdym zdaniem.

Zostałaś pisarką dla sławy, dla pasji, czy z jakiejś wewnętrznej potrzeby?

Maria: Różnie odpowiadam na to pytanie. Zazwyczaj się tą odpowiedzią bawię. Ale skoro dziś mamy godzinę szczerości, powiem jak było naprawdę. Umarł mi ktoś bardzo bliski. I nie mogłam sobie z tym poradzić. Ktoś mi doradził, że powinnam czymś zająć myśli. Może pisać książki? Napisałam jedną, drugą, trzecią… Zajęłam myśli, znalazłam pasję. Kiedy zaczynałam pisać, nie miałam pojęcia, że potrafię, że w ogóle dam radę. W lutym wychodzi moja dziewiąta powieść i już piszemy drugą wspólną z Jackiem.

Jacek: Nawet zdradzimy Ci tytuł: “Pokój dla artysty”.

Maria: Pomysł przyszedł do nas naturalnie. Wybraliśmy się na spotkanie autorskie naszej przyjaciółki, za Warszawą. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc poszliśmy na spacer. I natknęliśmy się na niesamowity stary dworek stojący wśród drzew. To odkrycie zainspirowało nas do napisania nowej powieści. Jej bohaterowie kupują dworek i urządzają tam dom dla pisarzy. I dzieją się tam przeróżne rzeczy. W powieści wróci tez nasz główny bohater z Autorki, komisarz Zawada. Ale to będzie bardziej obyczajowa, niż kryminalna książka. Więcej jest tam miłości, niż zbrodni.

Co trzeba sobie powiedzieć, jak myśleć, żeby zacząć realizować swoją pasję, choćby była najbardziej oddalona od tego, czym się zajmujemy?

Maria: Zawsze trzeba wierzyć, że się uda, ale przede wszystkim trzeba spróbować. I jak się nie uda, to trudno. Zabierając się do pisania wspólnej książki, też nie wiedzieliśmy, czy to wyjdzie. Ale chyba wyszło, prawda?

Jacek: I jeszcze jedno. Niespecjalnie dobrze jest się oglądać za siebie. Lepiej patrzeć w to, co dopiero będzie. Mam takie ulubione powiedzenie: Żyj tak, żeby twój trup uśmiechał się w trumnie.

***

Oczywiście, jeśli nikt nie postawi przy nim papierowego stateczka.

WP_20140918_002

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.