Król Chicago: serial „Boss”

W TV już zwyczajowo nic nie leci, ciekawsze kinowe nowości już obejrzane, a premiery nowych sezonów ulubionych seriali są tak odległe jak spełnienie przedwyborczych obietnic. Każdy miłośnik telewizyjnych fabuł przeżywa ten czas pustki, który zmusza do poszukiwania w internecie nowych serii. Spragniony napięcia, które daje mi „House of Cards” zacząłem grzebać po forach i serialowych stronach. Tak wyłowiłem tytuł, który wyglądałby jak zżyna z politycznej serii z Kevinem Spacey, wyglądałby gdyby nie fakt, że powstał dwa lata przed produkcją sygnowaną przez Finchera.

„Boss” to po pierwsze doskonałe obsadzenie głównej roli. Burmistrza Chicago gra tu Kelsey Grammer, aktor kojarzony przede wszystkim z rolą snobistycznego psychiatry radiowego Frasiera Winslowa Crane’a. Postać ta debiutowała w przedpotopowym dla współczesnego widza serialu „Zdrówko” i tak spodobała się amerykańskiej publiczności, że doczekała się własnego tytułu. „Frasier” przez jedenaście lat rozśmieszał swoją upierdliwością i pedantycznym podejściem do szczegółów życia. „Boss” pozwolił Grammerowi zrzucić maskę komedianta i wykreować postać surowego polityka, który kieruje swoim miastem czerpiąc z doświadczenia legendarnych bandytów, chicagowskich gangsterów pokroju Ala Capone.

Boss3

Burmistrz Tom Kane ma swój dwór, który wspomaga go w utrzymaniu tronu i najwyższego dobra – władzy. Pieniądze są tu tylko narzędziem, podobnie jak dobro mieszkańców przeliczające się na punkty sondażowe. Tak jak w „House of Cards” zaglądamy za kulisy świata polityki. Widzimy okrucieństwo i zepsucie, najbardziej podłe zagrania, które opinii publicznej przedstawia się, jako zabiegi mające na celu osiągnięcie jej dobrobytu. Nie jest tu ważna opcja polityczna bohatera, tak samo bezwzględnie zachowują się wszyscy przedstawiciele władzy. Prawie nie pojawiają się tu postaci pozytywne, wszyscy brudzą się politycznymi odchodami i z uśmiechem ocierają twarze, kiedy tylko widzą kamery lokalnej telewizji.

Boss

„Boss” byłby doskonałym serialem pokazując jedynie tło politycznych rozgrywek, ale twórcy dodali jeszcze jeden element fabuły. Bezwzględny burmistrz, człowiek, który przez dwie dekady mocną ręką trzymał radnych i mieszkańców za karki, jest śmiertelnie chory. Neurolog wydaje wyrok na samym początku pierwszego sezonu – najpierw pojawi się drżenie rąk, potem ataki przypominające padaczkę, halucynacje i omamy. Lekarz radzi uporządkowanie rodzinnych i zawodowych spraw, przygotowanie się do trwającego kilka lat rozpadu ciała i osobowości. Tom Kane decyduje się nie poddawać. Jego rodzina, to tylko teatr odgrywany na potrzeby publiczności, a przyjaciele są narzędziami służącymi do osiągnięcia celu. Jedyne, co posiada, to władza i to właśnie jej będzie się trzymał tracąc kontakt z rzeczywistością i przechodząc przez kolejne polityczne burze. Każdy objaw słabości, wzruszenia, martwienia się o bliskich, to tylko element gry mający oszukać nie tylko wyborców, ale i widzów serialu.

Boss2

Pierwszy sezon „Bossa” to pierwszorzędne political fiction – układy, pieniądze i czysta walka o władzę w wietrznym mieście. Drugi bardziej skupia się na chorobie i próbach jej pokonania tak, żeby nie dowiedzieli się o niej najbliżsi współpracownicy, media i wyborcy. Realizm politycznych rozgrywek coraz częściej przeplata się ze zwidami i wyrzutami sumienia będącymi objawami choroby, której towarzyszy zmiana osobowości wpływowego pacjenta. Zapewne właśnie te zabiegi scenarzystów zaważyły na decyzji zdjęcia serialu z anteny. Szkoda, bo mimo niewielkiego przeniesienia środka ciężkości z polityki na bolączki głównego bohatera serial wciąż świetnie się oglądało.

„Boss” uzupełnia portret miasta, którego slumsy pokazali opisywani już przeze mnie „Shamelessi”. Zestawienie tych, tak odmiennych, seriali pozwala spojrzeć na Chicago zarówno od dołu jak i z punktu widzenia fikcyjnego władcy miasta. Władcy, bo serial z Kelsey’em Grammerem pokazuje, że feudalizm wcale nie umarł, a średniowieczne metody sprawdzają się również w wolnorynkowej bitwie o władzę.

Początek maja spędziłem zawieszony miedzy „Bossem”, kolejnymi odcinkami „Gry o tron” i wyborczą gorączką. Jakbym oglądał jedną bajkę, z tym, że obserwując bohaterów swój głos najchętniej oddałbym na Tyriona Lannistera.

Tekst PIOTR JEZIERSKI

Foto ze strony producenta.

0 Comments

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.