Kocham Cię bezustannie (tylko z przerwą obiadową). Listy Szymborskiej i Filipowicza

To jedna z najbardziej niezwykłych książek, jakie ukazały się w tym roku. Pozycja obowiązkowa – nie tylko pod choinkę, ale na zawsze. Cudowny zapis relacji dwójki kochających się ludzi, świetnego pisarza i wybitnej poetki, wielkich osobowości o super skromnej prezencji. To wszystko ma znaczenie: ich język, zasób pojęć, wartości, fantazja, wyobraźnia, oraz – co nie mniej ważne – wybitnych lotów ironia sprawiają, że jest to zapis rozmowy pięknych umysłów. Książka, z której można się uczyć: dobrego wychowania, kultury osobistej, dystansu do siebie, dystansu do świata, dystansu do kariery i sławy, a nawet dystansu do miłości. Jak wiadomo, zwłaszcza, kiedy się o niej pisze – za każdą miłością czeka straszliwa pułapka sentymentalizmu. Oni w nią nie wpadają. Choć o miłości jest w każdym liście, wtrąconej między sprawy bieżące, ważne i mniej ważne, dotyczące literatury i kotletów cielęcych.

Bardzo się cieszę, że zapuściłeś wąsy. (…) Myślę tu o Tobie ciągle i kocham Cię bezustannie (tylko z przerwą obiadową). Chcę bardzo, żebyś był zdrów i w dobrym humorze.

zrzut-ekranu-2016-11-27-o-23-52-20

Jutro, o ile pogoda na to pozwoli, chcemy oddalić się kawał od ujścia Tyśmienicy i założyć biwak na 2-3 dni pod Baranowem. [wiersz zamazany] To zdanie skreśliła cenzura (wewnętrzna). Całuję – Kornel

Nie byli małżeństwem, nawet razem nie mieszkali, nie opowiadali publicznie o swoim związku. To nie te czasy. I nie tacy ludzie. Dopiero po śmierci Kornela Filipowicza w 1990 roku Wisława Szymborska powiedziała w wywiadzie dla niemieckiej telewizji: „Byliśmy ze sobą 23 lata. Cudowny człowiek, świetny pisarz. Nie mieszkaliśmy razem, nie przeszkadzaliśmy sobie. Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”. I napisała wiersz uznawany za jeden z jej najpiękniejszych, zaczynający się od słów: Umrzeć, tego nie robi się kotu. / Bo co ma począć kot / w pustym mieszkaniu.

Kochany Kornelu! Zechciej przyjąć wyrazy umiarkowanego współczucia z powodu zamążpójścia pani Kennedy. Może ten ciężki dla Ciebie cios otworzy Ci oczy na osoby mniej co prawda starsze, ale i mniej interesowne. Znam np. jedną taką, która woli parę miłych słów od jachtu z kortem tenisowym na pokładzie i pół jabłka z Twojej ręki od 100 hektarów pomarańczowego gaju na Riwierze. Na żądanie przyślę Ci jej adres, fotografię i odcisk serdecznego palca.

Listy Szymborskiej i Filipowicza obejmują prawie 20 lat. Kiedy się poznali, ona przekroczyła 40-tkę, on był po 50-tce. Oboje z historiami małżeństw w tle, on miał synów z dwóch związków, ona bezdzietna. Oboje za wiele od życia miłosnego nie oczekujący. I mimo braku płomiennych opisów w listach, emocje buzują pod spodem takie, że można zazdrościć. Troska, delikatność, empatia, szacunek, wzajemne uwielbienie. Chwilami – u niej – niepokój: a jeśli on przestaje kochać? Nigdy jednak wprost, jeśli już to żartem, choć wiadomo, że na taki żart piekielnie trudno się zdobyć. Czasem odłamki skrywanej zazdrości, przerobionej na historyjki. Maska – datowane na XIX wiek listy hrabiny i pana, równie zabawne co zachwycające stylizacją językową. Rysuneczki, kawałeczki, fragmenciki – wyrywane z gazet absurdalne anonse, wyszukiwane w antykwariatach pocztówki. Dużo się tu dzieje między słowami, ale te słowa są wspaniałe, znaczące, chwilami są świetną literaturą.

zrzut-ekranu-2016-11-27-o-23-52-06

Tęsknota, a co za tym idzie, listy zaczynają się na poważnie w 1968 roku, kiedy Wisława zamiast czekać na powrót Kornela z wakacji do Krakowa, musi pilnie jechać do Zakopanego, leczyć płuca. Jest lipiec, myśli, że na kilka tygodni, wraca w grudniu. Analogie do Czarodziejskiej góry jak najbardziej nasuwają się same, im obojgu także. Ale to wtedy nauczą się pisać do siebie tak dużo i tak istotnie – na równi zestawiając ważne z nieważnym, braki w zaopatrzeniu z literaturą, wyniki badań krwi ze światem, na którym nie ma nikogo poza nimi tak na pewno, tak dotykalnie. Seks też jest, wtrącone jedno zdanie raz na jakiś czas znaczy więcej, niż wszystkie sex tapes przypadkiem dostające się dziś w ręce publiczności. Poszukajcie sami.

Kornelu, a jak mnie tęskno, to nawet nie wyobrażasz sobie! Nie tylko chciałabym chodzić z Tobą na wystawy malarstwa francuskiego, ale nawet zgodziłabym się na przebywanie z Tobą godzinami na ekspozycji złożonej z najwybitniejszych dzieł radzieckiego socrealizmu!

zrzut-ekranu-2016-11-27-o-23-53-11

Droga Wisławo! Proszę o możliwie szybką odpowiedź: czy będziesz ze mną chodziła na piwo do Gospody Zamkowej? Nadszedł właśnie transport piwa butelkowego, pełnego. Niestety schody prowadzące do lokalu są fatalnie oblodzone, co daje się we znaki zwłaszcza przy opuszczaniu Gospody Zamkowej! Uściski – K.

Najbardziej jednak lubię te Listy za ducha dawnego świata, w którym o pewnych rzeczach nie wypadało mówić, życie – takie niezwulgaryzowane, nie do końca pozbawione złudzenia piękna, wydaje się chyba o wiele przyjemniejsze. Życie jako gra światełek, gra słów, gra niedopowiedzeń. Uśmiechów. Pamiętam, że tak odnosili się do siebie moja babcia i dziadek. Z szacunkiem przedwojennej inteligencji. Nie myślę o tym, czy Szymborska i Filipowicz smucą się w zaświatach, że przeglądam ich korespondencję. Myślę o tym, jak eleganckimi wewnętrznie byli ludźmi, że nawet pisząc coś tylko między sobą, nie kompromitowali się. Jak daleko jesteśmy dziś od tego wzoru. Czytając myślę, że nadal warto w niego wierzyć.

 

Fotografie z archiwum Fundacji Wisławy Szymborskiej. Grafiki pochodzą z archiwów Biblioteki Jagiellońskiej.

listy1

1 Comment
  • Michał
    Grudzień 1, 2016

    Pięknie napisałaś, delikatnie i subtelnie jak te listy.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.