Julieta – mistrzostwo Almodovara

Dziwią mnie niepochlebne (niekiedy) recenzje najnowszego filmu Pedro Almodovara. Ja wyszłam z kina oczarowana. Ale też, muszę się przyznać do tego, że jego największe dzieła nigdy mnie nie poruszały. Zawsze był dla mnie zbyt kampowy, zbyt efektowny, zbyt kolorowy formalnie, jakby ciągle w tańcu. A ja lubiłam ciszę. Klasyczny kadr. Pęknięcie, ale nie przegięcie. Ale teraz, za ten film, kocham Almodovara, bo zrozumiałam, że on zawsze wiedział, że rozumiał i czuł. Lubię, kiedy mężczyźni robią dobre filmy o kobietach. Nie zdarza się to często.

Nie wiem dlaczego wszyscy się spodziewają jakiegoś wielkiego powrotu mistrza, do jego ulubionego świata kobiet, świata barwnych karykatur. Prawdziwy mistrz nigdzie nie musi wracać i niczego udowadniać, ani też zaspokajać niczyich oczekiwań. Almodovar najwidoczniej wyszedł ze swoich mocnych, krwiście kampowych fascynacji, przeszedł też etap gorszych filmów, może poszukiwań i doszedł do filmu dojrzałego, refleksyjnego, mądrego – i co najlepsze, absolutnie naznaczonego jego charakterem pisma.

julieta 7

Julieta to film doskonale skomponowany. Motywy powracają, bohaterowie krążą wokół tych samych słów, kolorów, czy miejsc, co wcale nie prowadzi do odkrycia głębszych sensów. Żona ukochanego Juliety od lat jest w śpiączce, matka Juliety nie ma kontaktu z rzeczywistością. Jej ojciec, nie opuszczając chorej matki, jest bardzo szczęśliwy z inną kobietą, podobnie, jak ukochany Juliety – z nią. Ciągle gdzieś płynie woda. Ktoś bliski ginie na morzu, ktoś topi się w rzece. Ironia unosi się nad całością dobrze pilnując, żeby opowieść nie wpadła w banał. A jeśli do banału się zbliża – pojawia się kamp, narracyjny kicz, reżyser wyciąga ulubione zabawki. Julieta poznaje swojego mężczyznę w okolicznościach jak ze snu, za oknem pociągu w zwolnionym tempie biegnie jeleń, mężczyzna jest piękny, jak z obrazu, to rybak, który jedzie do Madrytu po nowy silnik do łodzi. Atawistycznie męski, prosto pociągający. Ale nie jest to bajka, którą możemy oglądać na kanale Romantica. To zabawa tą bajką, więc Julieta poznaje swojego mężczyznę tylko dlatego, że wcześniej odrzuciła innego, który za chwilę popełnia samobójstwo.

julieta 3

Opowieści krążą wokół siebie i nie zawsze się łączą, czasem biegną równolegle, bo to film oparty na trzech opowiadaniach Alice Munro, doskonałej współczesnej pisarki, Noblistki. Almodovar sięgający po Munro, to nie jest oczywista sytuacja. Bardziej oczywisty jest wpływ Bunuela – największego hiszpańskiego reżysera. Chyba zawsze czekałam, aż Almodovar ukłoni się Bunuelowi – mistrzowi surrealizmu i hiszpańskiego kina, ale zrobił to dopiero teraz, co potwierdza jego dojrzałość. Nic wprost. Kilka niedorzeczności, absurdów, surrealizmów właśnie – okazuje się, że nikt nie widział jelenia za oknem pociągu, one przecież nie podchodzą tak blisko. Torba samobójcy jest w środku pusta. Matka Juliety w markowych ubraniach, świetnym makijażu i fryzurze jest kukłą. Córka Juliety znika z jej życia bez słowa i bez wyjaśnienia. Bezsensy układają się we wzór.  Almodovar w tym erudycyjnym, pięknym i bezbłędnie skonstruowanym traktacie zbliża się do Nimfomanki Larsa von Triera. Dramat, ironia, piękno, nierealność, absurd, pozorny sens. I nawet ta podmiana zupełnie niepodobnych do siebie aktorek (Adriana Ugarte i Emma Suarez), grających młodszą i starszą Julietę –  przypomina Nimfomankę.

julieta 8 julieta 1

Historia Juliety płynie dwutorowo, jak w klasycznej powieści – Julieta dziś pod wpływem silnego impulsu wraca do traumatycznego wydarzenia z niedawnej przeszłości, niewyjaśnionego zniknięcia córki. Wszystko, co zbudowała, żeby móc po tym żyć, teraz burzy. Ale sięga też głębiej, wspomina życie, które poprzedziło dramatyczny punkt zwrotny. Zapewne po raz pierwszy tak szczerze. I to wszystko, co się dzieje, dramaty, rozpacze, śmierci, ciągle sycone poczucie winy, wielu win, oczywiście okazuje się być tylko freskiem jakiegoś tam życia. Bez łatwych odpowiedzi, bez żadnych w ogóle. Ale to zupełnie w niczym nie przeszkadza. Almodovar jest bardzo mądry i potrafi śmiać się w najbardziej smutnych momentach.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.