Jeffrey Archer – Lord w więzieniu


To był skandal. Nie z tych jednodniowych, o których po tygodniu nikt nie pamięta, a po miesiącu nie da się ich już nawet znaleźć w wyszukiwarce. To był skandal rozłożony na lata, którego zakończenia nie napisałby nawet najlepszy dramaturg. Lord Archer, mający za sobą wieloletnią karierę polityczną, kandydat Partii Konserwatywnej na burmistrza Londynu kończy w więzieniu.

Archer nie byłby sobą, gdyby nie przerobił tego na sukces, przynajmniej literacki. W ciągu dwóch lat odsiadki (zwiedził pięć zakładów penitencjarnych), powstały trzy tomy „Dzienników więziennych” – teraz ukazują się w Polsce wznowione (już od dosyć dawna nigdzie nie można ich było kupić). Lord Jeffrey Archer – jeden z najbardziej poczytnych pisarzy brytyjskich, autor kilkudziesięciu bestsellerów, polityk brytyjski, wiceszef partii torysów, zaufany człowiek Margaret Thatcher, brytyjski bywalec – w więzieniu siedział w latach 2001-2003. Trafił tam z powodu skandalu sprzed 13 lat i to na dodatek – skandalu z prostytutką.

W 1986 roku brytyjskie brukowce oskarżyły lorda o płatny seks. Wybuchł skandal, Archer musiał zrezygnować z fotela wiceszefa partii torysów. A potem pozwał brukowce, wygrał, dostał odszkodowanie, sprawa została zakończona. Jak się okazało, do czasu. Kiedy już wydawało się, że dobre imię lorda na zawsze zostało oczyszczone z wszelkich niegodnych pomówień, kolejny brukowiec szukając haków na startującego w wyborach o fotel burmistrza, w 1999 roku dokopał się do nowych faktów na temat procesu sprzed lat. Znaleziono świadka i odkryto fałszerstwa. Archera oskarżono o krzywoprzysięstwo i o nakłanianie do tego świadków. Lord wycofał się z wyborów, stanął przed sądem i został uznany za winnego. Z zasądzonych czterech lat, w więzieniu spędził dwa. W Anglii ta sprawa przez lata rozgrzewała czołówki gazet. 

Skandal, proces i uwięzienie  ostatecznie zakończyły jego karierę polityczną, ale nie pisarską. Umieszczony między skazanymi za morderstwa, działalność mafijną i handel narkotykami, Archer znajduje ukojenie w niezwykle skrupulatnym zapisie pobytu w więzieniu. Pierwszy tom „Dziennika” ukazuje się jeszcze w 2002 roku i okazuje się sensacją. Każdy chce wiedzieć, co dzieje się z Archerem za kratkami. Nie ulega wątpliwości, że czas spędzony za kratami był dla 60-letniego wówczas lorda, przyzwyczajonego do high-life’u czasem trudnym. 

Dzienniki podzielił wzorem Dantego na Piekło, Czyściec i Raj – stopniując natężenie dramatu od szoku po pogodzenie się z losem. Na kartach Dzienników często analizuje swoją sytuację, raportuje postępy pracy prawników i odnosi się do wydarzeń, które mają wpływ na jego sytuację. Oskarża system, że przez to, kim jest, władze więzienia usiłują udowodnić opinii publicznej, że nie traktują go ulgowo. W praktyce oznacza to, że traktują Archera surowiej.  „Dzienniki” są dokładnym zapisem dwóch lat spędzonych w pięciu więzieniach. Archer postanawia wykorzystać ten czas, żeby poznać i opisać autentyczne historie sprawców najróżniejszych przestępstw (od handlu narkotykami, przez oszustwa do najcięższych zabójstw). Tu ujawnia się jego lewicująca optyka – często drąży historię do punktu, w którym okazuje się, że sprawca sam jest ofiarą biedy, systemu, albo pecha. Archer jednoznacznie potępia tylko narkotyki. Prawie w ogóle nie porusza wątku seksu, homoseksualizm jest tabu, temat właściwie nie istnieje. Sytuacja Archera wśród więźniów jest bardzo ciekawa: traktują go jak lorda, ale szacunek jaki dla niego mają wynika głównie z tego, że czytają jego powieści. Niektórzy – nałogowo. Co ciekawe, Archer jest najbezpieczniejszy na oddziałach dla więźniów dożywotnich, oni są najspokojniejsi, pogodzeni, mądrzy mądrością ludzi bez złudzeń.

W Wielkiej Brytanii „Dzienniki więzienne” długo były komentowane. Archer, mający wielki talent do opowiadania historii – sam siebie nazywa w wywiadach storytellerem – napisał je tak barwnie, że trudno się oderwać. Od opisów codziennego jadłospisu (przyzwyczajony do wykwintnego, ale i bardzo zdrowego żywienia lord wykonuje istne ekwilibrystyki, żeby uniknąć więziennego jedzenia i nie umrzeć z głodu), po opisy zbrodni, jakich dopuścili się jego współwięźniowie. Nawet jeśli nie wszystko jest prawdą – Archer jednoznacznie przedstawia siebie jako ofiarę systemu – to jest tu i kawałek unikalnego dokumentu, świadectwa tego, jak wygląda współczesne więziennictwo i – kawał świetnej roboty powieściowej. Nawet jeśli jest fikcja, to tak ukryta za surowością opisu, że można mu to wybaczyć. Podobnie, jak wszystko inne.

Jeffrey Archer, „Dzienniki więzienne”, wyd. Rebis

Comments are closed.