Jak być paryżanką nawet bez Paryża

Nie ma tu porad, jak zdobyć i zatrzymać księcia z bajki, jak być dobrą matką i zachować idealne zdrowie. Wręcz odwrotnie. Nic tak nie poprawia mi humoru, jak ta książka – przeczytałam ją w całości, wracam do niej na wyrywki, zwłaszcza, kiedy zaczynam myśleć o sobie… zbyt serio 😉

Każdy ma swój Paryż. Jedni muszą zaliczyć Luwr i Wieżę Eiffla, inni butiki wielkich projektantów i outlety skryte pod tajnymi adresami, ktoś będzie się zachwycał Montmartrem i folklorem spod znaku Amelii, a komuś jeszcze innemu wystarczy, że przefrunie w sprawie służbowej z lotniska de Gaulle do dzielnicy La Defense. Ale tu nie chodzi o Paryż turystyczny. Nawet nie chodzi do końca o ten, który na co dzień znają paryżanie. Ta książka jest o Paryżu osobistym, self service personal paris. Napisały ją cztery koleżanki-paryżanki, każda z dorobkiem: pisarka Anne Berest, legendarna modelka Caroline de Maigret, scenarzystka Audrey Diwan, producentka filmowa Sophie Mas. Ale nie jest to poważna, ani nawet zbyt ważna rzecz, właśnie o to chodzi.

Nie traktuj siebie zbyt poważnie – to chyba główna myśl tej książki. Czyli możesz być dziewczynką, która bez wyrzutów sumienia zjada ciasteczka z cukrem w łóżku, krusząc wszędzie. A te ciasteczka są nie tylko ciasteczkami, choć – nie wiem czy też to zauważyliście – wypieki cukiernicze w Paryżu są najlepsze na świecie. Te ciasteczka to związki, faceci, rodzina, przyjaciele, dzieci, praca, dom, bankiet, płaszcz na zimę, cera, podróż do centrum miasta. Jak być paryżanką, gdziekolwiek jesteś?

image

Paryżanka. Nie boi się starości, bo momentalnie przerabia ją na swoją korzyść. Starsza jest piękniejsza, mądrzejsza, czasem nawet bogatsza finansowo, na pewno bogatsza intelektualnie. Nie waha się z tym obnosić. Ponieważ też jest snobką i uważa, że snobizm jest dobry. Ponieważ jej obnoszenie się nigdy nie jest do końca serio, zresztą paryżanka często przeczy sobie i wikła się w zeznaniach. Czemu trudno się dziwić, zależą one wszak od jej humoru. Paryżanka.

image

Nosi czarną bieliznę pod białą koszulą, granatowe swetry, znoszone jeansy, baleriny, szpilki, wielką torbę. Nosi czerń. Nie nosi bielizny do kompletu, butów UGG, syntetycznych materiałów, ubrań z widocznym logo (chyba, że jej ktoś zapłaci za reklamowanie), ani podróbek znanych marek, którymi gardzi, jak sztucznym biustem (“Nie leczy się kompleksów oszustwem”). Na twarz nie stosuje podkładu, włosów woli nie farbować, lepiej też, kiedy fruwają trochę nieujarzmione, dzikie, po swojemu.

image

Paryżanka kocha swoje niedoskonałości, to jej trademarki, najcenniejsze i odróżniające ją od innych. Bo nie lubi być taka, jak wszyscy. Wobec mężczyzn jest niekonsekwentna, igra z nimi i nie kryje, kiedy ją znudzą – paryżanka nie opiera swojego szczęścia na posiadaniu jednego męża na całe życie. Zresztą, do ślubu raczej się nie wybiera, a jeśli już, to z potrzeby kolejnej fanaberii i w czarnym smokingu (z nieba uśmiecha się do niej Yves Saint Laurent), a nie białej sukni z taft i tiulów, z którą przecież nikt by jej nie skojarzył.

image

I chyba właśnie o to chodzi. Paryżanka nie traci życia na formy, które są dla niej obce. Dlaczego miałaby włożyć suknię ślubną, choć gardzi takim stylem i wyprawić wesele dla całej rodziny, choć to kosztuje fortunę? Nigdy nie marzyła o tym, żeby być, jak wszystkie koleżanki w klasie. Od dziecka była uczona, że najbardziej cenna jest indywidualność. Tylko ona daje szansę na życie zgodne ze sobą. My odkrywamy to teraz, paryżanki wiedzą od wieków. Ten duch nonszalancji, to powszechne prawo do odczuwania przyjemności z życia dobrze uchwyciła Sofia Coppola w filmie Maria Antonina. Królowa jest tam dziewczynką, nie traci tego nigdy. Zawsze będą ją zachwycały wykwintne słodkości, zjawiskowe suknie i buty. Pyłki fruwające w powietrzu pod słońce, smak cytrynowego kremu pod bezą, niedosłowność, miłość.

image

Paryżanka kocha kochać, zakochuje się dla samego stanu zakochania. Kocha mężczyzn, namiętnie i maksymalnie, ale nie dopuści do tego, żeby ją zniewolili. Francja to przecież najbardziej feministyczny kraj na świecie (choć prawa wyborcze kobiety zyskały tam kilkadziesiąt lat po Polsce!). “Bądź niezależna finansowo, będziesz kochała tylko z miłości”, od dziecka radziły paryżance jej matka i babcia. Rady na temat mężczyzn w tej cudownej książce nie dotyczą sztuczek jak ich zdobyć i zatrzymać, nawet gdyby chcieli odejść. Jest natomiast kilka słów o tym, jak mężczyznę zbić z tropu 😉 To czysty flirt, choć nigdy nie nazwany. To flirt, który nie zakłada intencji, jest zabawą, bo nie ma nic lepszego, niż zabawa. Matki i babcie paryżanek przypominają:

Wprawdzie mamy tylko jedno życie, ale to wcale nie znaczy, że mamy bać się je zmarnować.

Paryżanka nie marnuje natomiast swoich marzeń, jak czasem nazywa zachcianki i ma w szafie jeden skarb, na który wydała majątek. Kiedy go zakłada lub wkłada – ten skarb zawsze jej przypomina, jak bardzo potrafi siebie rozpieścić. Ale tej cennej torebki, butów, czy płaszcza nie włoży do sukni od projektanta, diamentowego naszyjnika, złotych nici w policzkach. Paryżanka jest odwrotnością celebrity, mentalnego hollywoodu, napiętego do granic szwów za uszami, emocjonalnie zbotoksowanego towarzystwa. Nikt nie musi wiedzieć, że wydała dwie pensje na torebkę. Jej wystarczy, że ona sama o tym wie.

image

Paryżanka ma na wszystko czas. Na to, żeby posiedzieć na ławce, poczytać przy kawie w kafejce, upiec ciasto, pochodzić po muzeum, poddać się nieracjonalnej melancholii podczas spaceru nad rzeką. Ma czas, żeby pobyć z sobą i z innymi, jeśli tego akurat chce. Ma czas dla swoich dzieci i rodziców. Ma czas, żeby sobie pomyśleć, jaka jest. I nie zadaje sobie pytania, czy mogłaby być kimś innym. Najlepsze, co mogła dostać od losu, to bycie właśnie tą, jednostkową, konkretną paryżanką. A ponieważ to poczucie nie jest wynikiem długoletnich terapii u psychoterapeuty, tylko odziedziczoną w genach świadomością, czasem paryżanka zderza się z dziwnymi ludźmi, którzy tego nie chcą zrozumieć. Nigdy ich za to nie przeprasza.

Paryżanka ma duże poczucie własnej wartości. Bo ono nie zależy od chłopaka, samochodu, wielkości apartamentu, czy stanowiska w korporacji. Ono zależy od niej, od tego, na ile sobie pozwoli i jak dobrze potraktuje siebie. A także od tego, na ile potraktuje siebie nie do końca serio.

Paryż to stan umysłu? To stan wszystkiego: ciała, ducha, intelektu, emocji, stylu, potrzeb i kaprysów. Paryż to punkt widzenia, z jakże pięknymi widokami wokoło…

paryzanki_okladka_3d

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.