Jackie. Między mitami

Wszyscy znają moją historię, mówi Jacqueline Kennedy. I na chwilę milknie. Historia opowiedziana w tym filmie jest inna, choć fakty są te same. Pierwsza dama w różowym kostiumie od Chanel, ikona mody, wspierająca żona prezydenta JFK, przyjaciółka artystów, znawczyni sztuki, amerykańska arystokratka, która Biały Dom najpierw udekorowała francuskimi meblami, a potem nadała mu rangę muzeum. Pierwszego Domu Ameryki. Ta historia jest inna, bo pokazuje Jackie kilka dni po śmierci Kennedy’ego – ikonę na przełomie, Jackie, która właśnie przestała być Pierwszą Damą i jeszcze nie zaczęła być silną, opanowaną wdową. Jackie, która dokładnie w tych dniach nie wie, kim jest. Nie wie nawet, kim tak naprawdę była dotychczas.

Day15_00108.arw _MG_4432.CR2

Jackie gubi się w swoim wizerunku. Ikona mody w słynnym różowym kostiumie od Chanel, na którym widać ślady świeżej krwi, z którego przez chwilą starła fragmenty mózgu męża. To nie metafora. I jednocześnie to metafora – Jackie grana przez Natalie Portman jest jak porcelanowa lalka z twarzą najbardziej znanej Amerykanki – lalka, która na naszych oczach się potłukła. Kim teraz będzie, skoro nie jest już pierwszą gospodynią Pierwszego Domu Ameryki? Jeszcze tego nie wie. My znamy ją taką, jaką siebie określiła później. Film pokazuje ten krótki moment, kiedy jeden mit legł w gruzach, a drugi jeszcze nie został zbudowany. Runął w gruzach także mit zamku Camelot, o czym Jackie ciągle mówi w filmie – mit nadziei na wspaniałą prezydenturę wielkiego rodu Kennedych. Już nie będzie zamku Camelot. To cytat z wywiadu, jakiego Jackie udziela dziennikarzowi cztery dni po śmierci JFK.

L1000279.JPG _MG_5136.CR2

Ten wywiad odbył się naprawdę. Twórcy filmu sugerują, że nie został opublikowany cały, że pomiędzy oficjalnymi zdaniami były fragmenty gorzkich wspomnień, spóźnionych refleksji, wielkiego żalu. Miała powody. To fakty, które wszyscy znają. Zbudowała mit Jackie Kennedy i mit Johna. Ameryka lubi mity, jest o wiele młodszym dzieckiem, niż Europa, ciągle wierzy w bajki. Jackie opowiedziała więc na koniec tę o JFK, który przed zaśnięciem lubił słuchać piosenki o zamku Camelot. Bajka przed snem wiecznym, dobranoc, Panie Prezydencie.

PRZECZYTAJ: Oryginalny wywiad Jackie Kennedy dla magazynu LIFE

Film jest skomponowany jak esej. Z fragmentów, obrazków, wspomnień. Tych, które zostają w pamięci Jackie najbardziej – czyli dramatycznych. Wiadomo, to one zapisują się w pamięci silniej, niż dobre wspomnienia. Zwłaszcza, kiedy rozmawiamy z kobietą, której świat runął kilka dni temu. Ale Jackie nie jest histeryczką, mit, który stworzyła na swój temat nie zakładał takiej opcji. Teraz, kompletnie zaskoczona śmiercią męża prezydenta, wytrącona na chwilę ze swojego mitu, usiłuje się odnaleźć. Tak naprawdę nie bardzo wiem, kim jestem, mówi. I ten proces pokazuje film. Ulotny, niedosłowny, niedopowiedziany, ukryty między skrawkami zdarzeń, o których wszyscy wiedzą.

L1010201.JPG

Reżyser, Pablo Larrain i producent Darren Aronofsky (którego rękę bardzo tu widać), przekornie zbudowali ten apokryf na dwóch istniejących dokumentach. Jeden z nich, to wspomniany wywiad dla LIFE, drugi – film telewizyjny, w którym Jackie (przedstawiona jako „Pani Johnowa F. Kennedy”) – oprowadza widzów po Białym Domu. Genialny chwyt polega na tym, że twórcy filmu odtworzyli oba te dokumenty. Czyli: osią dramaturgiczną filmu jest wizyta dziennikarza, który przeprowadza wywiad z Jackie i co jakiś czas pojawia się na nowo inscenizowany film telewizyjny – Natalie Portman jako Jackie oprowadza widzów po Białym Domu. Jak łatwo się domyślić, sztuczna Jackie – gospodyni White House i pęknięta Jackie tuż po śmierci mitu – to dwie różne osoby. Dzięki temu zabiegowi (i niesamowitemu aktorstwu Portman) widać jak bardzo.

ZOBACZ: Autentyczny film dokumentalny: Jacqueline Kennedy – White House Tour

L1000124.JPG

Miałam ten tekst zacząć inaczej: że poszłam na pokaz filmu Jackie z obowiązku. Nastawiona na klasyczny wysokobudżetowy gniot, efektowną opowieść zgodną z amerykańskim mitem. Ale od pierwszego ujęcia wszystko było inaczej. To film o dekonstrukcji mitu, o tym, jak rozpada się sam. Kiedy po zamachu w Dallas Jackie wraca samolotem, obok trumna, współpracownicy prezydenta, Robert Kennedy – albo kiedy potem szykują ciało JFK, kiedy na korytarzach i w salonach zamku Camelot, Białego Domu, panuje chaos, kiedy na nowo ustalają się role – nikt nie wie, co zrobić z tą lalką stojącą nieruchomo w różowym kostiumie zaplamionym krwią. Kim ona jeszcze jest? I czy wolno jej być porażoną szokiem wdową, tak po prostu? Być może jest nią wtedy, kiedy w strugach deszczu biega po wzgórzu wybierając miejsce na jego grób, jej szpilki toną w błocie. Za chwilę weźmie się w garść, wyda absurdalną decyzję, żeby jego pogrzeb był na wzór pogrzebu Lincolna, z końmi, marszami, paradą żałobników. Za chwilę zacznie budować nowy mit. Ale teraz jeszcze przez chwilę nie.

L1010118.JPG

Jackie wchodzi do kin 3 lutego, jeśli oczekujecie słodkości i łez, serdecznie odradzam. Mam nadzieję, że Portman dostanie Oscara. Jestem jej wdzięczna za ten, jeden z najlepszych filmów ostatnich lat.

Day15_710.ARW

foto materiały prasowe Kino Świat

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.