High-Rise

Takich filmów się już nie robi i to od dawna. Takich, gdzie każdy kadr jest jak doskonale wysmakowany obraz, aktorzy, obsadzeni wbrew rolom, z których ich znamy, totalnie zaskakują, a przekaz mieni się znaczeniami. Niełatwy film, piękny i niepokojący.

Akcja dzieje się w przyszłości, ale to przyszłość bez technologii, za to design jasno nawiązuje do lat 70. Piękne kostiumy, oszałamiające, industrialno-modernistyczne wnętrza. Przyszłość, która już się zdarzyła,  film jest ekranizacją powieści z 1975 roku i szanuje te czasy. Aż mam ochotę użyć stwierdzenia, że jest to film wizualnie inteligentny. Ale nie tylko wizualnie.

high rise tom

Zaczyna się jak zwykła historia: doktor Robert Laing (grany przez Toma Hiddlestona, którego uwielbiam z filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją) wprowadza się do ultranowoczesnego wieżowca, pierwszego z pięciu, które powstają na kompletnej równinie, gdzieś pod miastem. Super designerskie lobby, wnętrza, z wszelkimi udogodnieniami: siłownią, ekskluzywnym basenem, w podziemiach jest nawet supermarket przeznaczony tylko dla mieszkańców. Można stąd nie wychodzić, można tu spędzić całe życie.

high rise tom hoddleston

Na niższych piętrach, zgodnie z metaforą społeczeństwa, mieszkają zwykli ludzie, tu dociera znacznie mniej światła. Im wyżej, tym większe luksusy. Na najwyższym, 40 piętrze, mieszka sam stwórca, główny architekt o właściwym nazwisku Royal (trochę manieryczna rola Jeremy Ironsa). Jego nieco znudzona żona (idealnie znudzona, jak każda arystokratka) nocami urządza przyjęcia dla lokalnej society, za dnia jeździ konno po przestronnym ogrodzie na dachu wieżowca. Wszystko dzieje się pomiędzy: dołem, czyli zbyt wielodzietnymi rodzinami i górą – zblazowanym i zepsutym do szpiku towarzystwem (stroje z epoki baroku mile widziane).

high rise high societyhigh rise tom dancing

I to właśnie przedstawicielem klasy średniej jest doktor, patolog wykładający na uczelni. Człowiek bez przynależności, samotny i skłonny do romansu zarówno z górą, jak i nizinami. Szybko zresztą staje się obiektem seksualnym, bawi się nim kochanka architekta, magnetycznie wręcz piękna Charlotte (świetna Sienna Miller), a nawet ciężarna Helen z najniższego piętra (Elizabeth Moss). Zgrabniutki doktor jest jak ziarenko piasku, drażni obie strony i żadna go nie zaakceptuje. Ale też nie będzie na to za dużo czasu. Wystarczą trzy miesiące, żeby z super nowoczesnego i luksusowego wieżowca budynek zamienił się w siedlisko upadku, w społeczne piekło.

high rise neighbours

Właściwie nie wiadomo, co zepsuło się najpierw: fizyczna konstrukcja betonowego kolosa, czy architektura społeczności. Ale z każdym dniem, nieuchronnie, pogłębia się dezintergracja. Spory udział w sianiu zamętu ma rewolucjonista – mieszkający na samym dole z rodziną niezbyt zamożny Richard (Luke Evans), pracownik telewizji, który na ścianie w pokoju ma plakat Che Guewary. Nie walczy on jednak o dobro biednych, nikt tu nie wyznaje żadnych idei.

HIGH RISE LUKE EVANS

Budynek popada w ruinę, rozprzęga się, gaśnie światło, rodzą się demony. Anarchia nie przynosi niczego, nie będzie nowego porządku, arystokracja na górze przyrządzi na kolację białego konia, ci z dołu zaczną jeść porwane psy. Na wierzch wychodzą dzikie instynkty, nawet one jednak nie są czyste, jednoznaczne, są już zepsute szaleństwem cywilizacji.  Każdy z mieszkańców wieżowca popełnia jakiś błąd, który już nigdy nie da mu spokoju.

high rise sienna miller

High-Rise to po angielsku „wieżowiec”, ale też nawiązanie do pojęcia high society – „wyższe sfery”. Niższe piętra, wyższe sfery, metafora wieżowca jako drabiny społecznej jest aż za czytelna. Oglądając ten film ciągle przypominałam sobie Mechaniczną pomarańczę Stanleya Kubricka, równie metaforyczny obraz i równie oskarżycielski. Bo tylko tam było takie natężenie szaleństwa, zepsucia i degrengolady. To też był niesamowicie wysmakowany wizualnie film – jakby twórcy obu korzystając z najlepszych, najwyżej rozwiniętych narzędzi sztuki chcieli tym dobitniej pokazać zdziczenie. Ten kontrast, między formą filmu i jego treścią jest najbardziej szokujący.

high rise corridor

I jeszcze muzyka – skomponował ją Clint Mansell, autor kultowej muzyki do kultowych filmów Aronofskiego: Pi, czy Requiem dla snu, a także filmu Moon, Duncana Jonesa (syna Davida Bowie). I ta muzyka z tym obrazem działa cuda. Nie wyjdziecie z kina w trakcie, choć po seansie będziecie się czuć jak po nocy wyjątkowo ciężkich snów.

high rise landscape

 

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.