Dunkierka. Wszystkie żywioły wojny

Ostatnie dni maja 1940 roku, trwa ewakuacja wojsk brytyjskich i francuskich, pod ostrzałem niemieckich samolotów. Gdzie wolałbyś wtedy być? Na plaży w Dunkierce całymi dniami wyglądając statku, na który może wsiądziesz z innymi żołnierzami, zanim z lądu wystrzelają was niemieccy żołnierze? A może w takim razie wolisz być na morzu, już na wielkim transportowcu, który niestety za chwilę tonie ostrzelany przez Luftwaffe. Albo kołysać się na maleńkim jachcie wycieczkowym, który płynie na ratunek żołnierzom? Spalona ziemia – nie? Wzburzona woda – nie? Więc może lepiej obserwować to wszystko z góry, z kokpitu brytyjskich samolotów RAF-u ostrzeliwujących bombowce niemieckie? Dobra wiadomość: możesz być we wszystkich tych miejscach jednocześnie. Zła: nigdzie nie znajdziesz ratunku.

„Dunkierka”, najnowszy film Christophera Nolana trzyma za gardło przez każdą ze 106 minut trwania. Sensownie, wzruszająco, ale prowokując do głębokich refleksji. Oto backstage wojny. Błaganie o pomoc tych, którzy powinni walczyć. Największa pułapka II Wojny Światowej i jednocześnie jedna z największych jej zagadek. I ten cud: dziesiątki cywilnych stateczków, jachtów i łodzi, które wyruszają na ratunek brytyjskim żołnierzom uwięzionym w Dunkierce. Cywile ratujący armię.

Nolan obserwuje akcję ewakuacji wojsk aliantów z Dunkierki z ziemi, morza i powietrza. Jakby dramatycznie szukając ratunku gdziekolwiek. Przenosi się za bohaterami tych wydarzeń, ciągnąc za sobą widza, oszołomionego, może czasem płaczącego. Płaczcie, to wojna. Dlaczego tyle lat po jej zakończeniu ciągle boimy się dźwięku bombowców, my, którzy nigdy ich nie słyszeliśmy ich w rzeczywistości? Tu bombowce strzelają do ludzi stłoczonych na plaży, zatapiają okręty, które mają ich ratować. Ale, co jest wielką zaletą filmu Nolana, nie ma ani jednego ujęcia pokazującego rozerwane ciała, wnętrzności, krew. Zaletą i rzadkością – dziś zrobić film, który porusza do trzewi, nie pokazując ich dosłowności.

Pomysł jest prosty: na plaży śledzimy wydarzenia oczami mi.in. młodziutkiego brytyjskiego szeregowca (gra go brytyjska gwiazda sceny indie pop, Harry Styles). Po morzu prowadzi nas wypływający z Dover Anglik, który prywatnym, małym jachtem, jak wielu wówczas wyprawia się ratować żołnierzy z Dunkierki. W tej roli Mark Rylance. W powietrzu aż do końca fruniemy z samym Tomem Hardym, grającym pilota RAF-u, do ostatniej kropli paliwa lotniczego polującego na bombowce Luftwaffe, żeby jak najmniej niemieckich maszyn dziesiątkowało żołnierzy na plaży.

Akcja na plaży trwa tydzień. Na morzu jeden dzień. W powietrzu – godzinę. A jednak wszystkie te plany przeplatają się, jakby wydarzenia działy się jednocześnie. W pewnym sensie, dzieją się, czasem na siebie nachodzą, ale też Nolan przekreśla tym zabiegiem czas: czy jakąś miarą można mierzyć kilkusekundowy wybuch bomby na plaży, kilkunastominutowy ostrzał łodzi, w której chowają się żołnierze, albo opętańczą walkę o powietrze w tonącym samolocie, trwającą pewnie kilka minut? Czy nie są to najdłuższe chwile w życiu tych ludzi? Niemierzalne. Nie do zapomnienia. Niewybaczalne. Gdzie czas się zatrzymuje i dramatycznie nie chce minąć.

„Dunkierka” jest jednym z najlepszych filmów wojennych, jakie widziałam. I sądzę, że to nie jest tylko moja opinia. Widząc niektóre obrazy, nie sposób nie myśleć o tonących uchodźcach, o poczuciu kompletnego osaczenia i braku ratunku, jaki łączy wszystkich ludzi, którzy stają się ofiarami: wojen, polityki, czy sekciarskiego szaleństwa. To film antywojenny, ale bez cienia propagandy. Przyglądający się zwykłym ludziom, także wojennym bohaterom. A jak wiadomo, wojna widziana z bliska, wcale już nie jest takim jednoznacznym osiągnięciem ludzkości, jak wielu chciało było ją widzieć, zwłaszcza z perspektywy gabinetów i mównic.

Poza wszystkim, jest to także film zachwycająco piękny. Szokujące, prawda? Morze widziane z lądu i z nieba, żywioł, piękno, genialnie skomponowane kadry z prostych elementów: grupy żołnierzy, plaża, woda. Statki, które wydają dźwięki jak wielkie zwierzęta ze stali, bo dźwięk i muzyka są tu równie silne, jak zdjęcia. Nie wiem, czy „Dunkierka” będzie zgłoszona do Oscarów, ale jeśli tak, to jest pewniakiem w wielu kategoriach. Nie pierwszy raz wielkie brawa dla Christophera Nolana, reżysera takich filmów jak „Bezsenność”, „Prestiż”, „Incepcja”, „Interstellar”.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.