Dumplings, Smolik, Daniel Bloom

Wiadomo, że każdy usłyszy co innego. Morskie syreny, disco spleen albo dochodzące zza ściany dźwięki gitary w klubie w Manchesterze. Każdy inaczej słucha i inne układa w głowie filmy do tej samej muzyki. Na przykład takie.

Słodka melancholia. Senny krajobraz, trochę mgły, mało światła, listopadowo. Zupełnie na nowo, a jednak odzywają się emocje z bardzo, bardzo dawnych czasów, właściwie zapomniane. Lata 80-te, czasy dzieciństwa, kiedy wydawało się, że szczęście ma smak czekolady z Pewexu i bananów. Że być dobrym człowiekiem to jeździć dobrym samochodem. Bankiety z filmów typu Wieki Szu. Tabu dorosłości. Brokatowe afro, powieki mocno umalowane granatową perłą. Dźwięki elektroniczne i proste, instrumenty klawiszowe, automatyczna perkusja, piękni chłopcy śpiewający smutnymi głosami. Pierwsze dyskoteki w podstawówce, na kasetach Pet Shop Boys. Michael Jackson jeszcze wtedy przed serią operacji plastycznych, jeszcze wszystko, co miało być, było niewinne.

Dorosłość oczywiście zawsze okazuje się inna, nie gorsza, ani lepsza, niż marzenia dziecka o niej, po prostu inna. Co innego okazuje się luksusem, komfortem, co innego dobrem, co innego miłością. A jednak okazuje się, że wydobyta dźwiękami nostalgia, tęsknota za tamtymi błyskami, ciągle gdzieś tkwi pod którąś skórą. To marzenia, które nie muszą być spełnione. Przypominają mi się, kiedy słucham tych płyt. Trudno mi się oprzeć tym wizjom, bo niemal jednocześnie, w odstępie dwóch miesięcy ukazały się płyty, które dźwięczą latami 80-tymi jak sukienka wyszywana pajetkami. Co mnie porywa i bardzo cieszy.

daniel.bloomNajpierw płytę wydaje Daniel Bloom, autor muzyki do filmów Jacka Borcucha: Tulipany, Wszystko co kocham czy Nieulotne. W tych filmach są przecież całe litry melancholii i nostalgii, są wszystkie końce niewinności i tęsknoty za nią. Muzyka Blooma doskonale do nich pasowała. Teraz wydał swoją pierwszą płytę, na której lata 80. są marzeniem zrealizowanym. Jest jednocześnie smutna, ale chce się tańczyć, coś bardzo dobrze przypomina, ale brzmi super nowocześnie. To są lata 80. XXI wieku, nic wtórnego, ale słychać ciągłość. Najbardziej znany utwór to Katarakta śpiewana przez Melę Koteluk, z mrocznym i pięknym video. Pięknie śpiewa na tej płycie też Tomek Makowiecki, wokalista o wielkim talencie i ciekawym charakterze. Moją ukochaną piosenkę o znamiennym tytule Looking Forward śpiewa sam Bloom, bardzo to niebezpieczna melodia.

A teraz The Dumplings, cudowne odkrycie sprzed dwóch lat, ich pierwszą płytę No Bad Days znam na pamięć. Właśnie wydali drugą, dojrzalszą, ale ciągle bardzo autentyczną, ze świetnymi tekstami i o wiele bardziej brzmiącą prostym elektro lat 80., niż ich pierwsza płyta. Dziewczyna śpiewa jakby przez sen, prosto, bez efekciarstwa, delikatnie, jakby śpiewanie było czymś tak naturalnym, jak malowanie ust lśniącą szminką przed wyjściem na imprezę z ukochanym. Czysto i niewinnie. Nowa płyta Dumplings nazywa się Sea you later, piękna fonetyczna gra słów od “see you later”. Do zobaczenia potem. 

The Dumplings_Sea You Later_malaTrzecia płyta, której ciągle teraz słucham to doskonały Smolik. Zawsze szedł swoją drogą, nikt nie ma takiej, jak on. Skromny, cichy w sposób, w jaki cisi są ludzie, którzy dużo myślą, ale nie mają potrzeby od razu informować o tym całego świata. On komponuje, nawet nie śpiewa, śpiewają u niego na płytach od wielu już lat najwięksi: Nosowska, Urbaniak, Rojek, czy Emmanuelle Seigner. Swoją szóstą płytę nagrał z Brytyjczykiem, który zamieszkał w Polsce dla miłości, Kevem Foxem. Kev ma szorstki głos i surową gitarę, pięknie je rozpina na przestrzennych sieciach dźwięków, które projektuje Smolik. Znowu czysto, prosto, minimalnie, bez nabierania.

SMOLIK KEV FOX_cvr

Zawsze słuchasz smutnej muzyki – powiedziała kiedyś mama zaglądając do mojego pokoju. Bardzo mnie to wtedy zdziwiło i już nie przestałam o tym myśleć.

foto: materiały wytwórni Warner, kadr z video Katarakta, oraz Kayax/Agora

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.