Dotyk papieru

Po roku korzystania z kalendarza na iPadzie, który genialnie się komunikuje z kalendarzem w iPhonie, zaczęłam fizycznie marzyć (tak, jak marzy się o torcie czekoladowym, czy zapachu morza jesienią) o papierowym kalendarzu. Że go otwieram, mijam strony, ma fajny papier taki, jak lubię (lekko śliski, w linie, nie za cienki, nie za biały), że tam wrzucam inne wyrwane skrawki papierów, zamykam, okładka trzyma to wszystko, wizytówki, notki, razem. Ale jest wrzesień, kalendarze zaczną się pojawiać w sklepach w listopadzie (nigdy nie znajdowałam odpowiedniego, ciągle kończyło się na Moleskine), a będzie ich można używać od stycznia.
Niby przypadkiem poszłam do japońskiego sklepu Muji, teraz, we wrześniu i kupiłam zwykły papierowy, mały i nawet niezbyt efektowny kalendarz (czynny od września, uff nie będę nosić pustego pół roku). Naprawdę uważam, że to o czymś świadczy. Że po ponad roku używania kalendarzy na wyświetlaczu nie przyzwyczaiłam się do tego, choć kocham swojego iPada, a iPhona zabrałabym na bezludną wyspę, gdybym miała wybrać tylko trzy przedmioty (drugi to ładowarka, a trzeci chyba jakieś dynamo?). Przez rok nie mogłam się przyzwyczaić do ustawiania daty i godziny w kalendarzu, co się tam robi zupełnie jak w budziku, klik klik przekręcam cyferki, bezdotykowo, choć ekran przecież dotykowy.
Ale chyba najbardziej brakowało mi tego, że nie mogę sobie pobazgrolić. Nie mogę dotknąć, przekreślić, rozmyślić się, czy dorysować słoneczka rozmawiając przez telefon. Nie mogę zmienić długopisu na ołówek. Ani zauważyć, że dziś mam inny charakter pisma, niż wczoraj. Nie mogę zanotować myśli do rozwinięcia na później. Wprawdzie moje notaki z iPhona, choć nieproszone, w cudowny sposób przeniosły się do mojego Gmaila, ale jednak jednak.
Jednak. I nagle dostaję link od mojej przyjaciółki, Kamili. A tam o nowym Moleskine, który reaguje na smartpen, czyli długopis, który przenosi ręcznie robione notatki do online’u. Notujesz, rysujesz, piszesz, a to wszystko zanotowane długopisem Jamesa Bonda dzięki wi-fi ląduje na Twoim iPadzie. Witaj w niebie. Zachwyć się wygodą, jaką daje technologia nie rezygnując z rozkoszy, jaką daje kontakt z papierem – piszą u Moleskine’a. Łącz kultowy design z innowacyjnymi technologiami.
Czyli jednak kontakt z notesem, papierem, stronami okazuje się zmysłowy nie tylko dla mnie. Oraz – retro legendarny Moleskine liczy się z tym, że iPad z daleka wygląda podobnie. I że dzięki ciągle nowym aplikacjom do bazgrolenia, jest coraz bliżej papieru zagrażając niezbędności notesu.
Jak już kiedyś pisałam, dzięki mojej wspaniałej pracy, miałam okazję poznać Bradforda Shellhammera, guru new technologies prosto z Nowego Jorku. Na wywiad umówiliśmy się w kawiarni Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Bradford za kilka dni leciał do domu, do NYC i śmiał się, że znowu zapłaci za nadbagaż, bo nie mógł się oprzeć, żeby nie kupić kilku albumów w sklepiku Muzeum. Z całego świata zwozi księgi o sztuce, bo im bardziej kocha online, tym mocniej potrzebuje kontaktu z papierem. Mocno to sobie zapamiętałam, bo bardzo lubię wieloznaczne zakończenia.
Tymczasem wczoraj Apple pokazało nowego iPhona 6, od razu w dwóch wersjach, wielkiej i jeszcze bardziej wielkiej. Z tego największego raczej ciężko będzie dzwonić, ale pewnie będzie można w nim sobie fajnie pobazgrolić 😉

Moleskine + smartpen + iPad. Ciekawe, jak się pisze bondowskim długopisem?

livescribe_698

1 Comment
  • Kamila
    Wrzesień 14, 2014

    Jakby ktos sie zastanawiał Ania urodziny ma w maju;)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.