Demon

Przystojny i prawy Peter przyjeżdża do Polski na swój ślub.

Od razu jedzie do wsi, gdzie odbędzie się wesele i gdzie stoi stareńki dom po dziadku, który odziedziczyła prześliczna narzeczona Petera, Żaneta. Jeszcze wszystko przed nimi. Peter od razu postanawia, że zbuduje tu most, bo widzi, że do wioski trzeba płynąć promem. W ogrodzie wykopie basen, dom odremontuje, wszystko dopiero ma się zacząć, na razie jest wielka miłość, jutro wesele. Kiedy kopie pierwszy dół w ogrodzie, odkrywa pod ziemią ciało. Szok. Niepokój. Pierwsza niepewność, że może nie być tak, jak miało być. Postanawia, że nie odkopie tajemnicy, nie będzie budził demonów, niech śpią i nie ingerują w jego szczęście.

Ale dołu nie da się już zakopać.

Istnieje żydowska legenda o kobiecie, której narzeczony umarł w przeddzień ślubu. Nie chciała mu dać odejść, więc ulepiła z gliny postać ukochanego i wezwała jego ducha, żeby wstąpił w gliniane “ciało”. Ten duch, to dybuk, umarły, któremu nie dano spokoju.

Demon to jeden z najpiękniejszych, najbardziej poruszających filmów, jakie pokazano na zakończonym właśnie Festiwalu Filmowym w Gdyni. Wyjątkowy film reżysera Mojej krwi i Chrztu, Marcina Wrony. I jego ostatni. Zdumiewający, bo poprzednie filmy Wrony były zdecydowane, męskie, mocne, twarde, bez przebaczenia i bez metafizyki, nawet takiej codziennej. Bohaterowie Demona też są silni, męscy i agresywni, ale tym razem w ich zerojedynkowy świat wkroczy dybuk, mityczny duch i to duch kobiety. Film jest właściwie horrorem, budzi demony, niepokoi, zrównuje świat rzeczywisty z mistycznym. A potem oba unieważnia. Wszystko, co tu się wydarzyło, nie wydarzyło się naprawdę, mówi w końcowej scenie ojciec panny młodej. Nie było was, nie ma mnie, nie było tego wesela.

Na wesele, świętą ceremonię szczęścia, jak wiadomo co najmniej od czasów Stanisława Wyspiańskiego, przychodzą czasem nieproszeni goście.

W Demonie nawiązania do Wesela są oczywiste, ale nie wtórne. Prawem karnawału wszystko jest na chwilę odwrócone. Zabawa trwa w stodole, bo dom jest jeszcze nieodnowiony. Goście tańczą i igra światło wewnątrz stodoły, jakby płonęła, a na zewnątrz na spokój żywych czyha duch umarłej, najpewniej zabitej, Żydówki. Rolami zamieniają się też lekarz i ksiądz – to lekarz będzie przekonywał księdza, że nagła choroba pana młodego to nie epilepsja, tylko opętanie. Ale tej nocy to ksiądz nie wierzy. Sacrum na chwilę wmiesza się w profanum, krew z błotem, duch umarłej wstąpi w ciało żyjącego. 

demon itay

Pannę młodą gra Agnieszka Żulewska, pana młodego Itay Tiran (bardzo znany izraelski aktor), brata panny młodej Tomasz Schuchardt, aktor poprzednich filmów Wrony. To jest dobrze zagrany film, bardzo też precyzyjnie skomponowany dramaturgicznie i wizualnie, pięknie sfotografowany. Żaden element nie jest przypadkowy, żadne słowo. I jak w każdym mądrym koszmarze, święconą wodą na demony jest groteska, humor, śmiech. To przecież karnawał, taniec świętego ze świeckim. Weselnicy o świcie miną się z żałobnikami, białe suknie z czarnymi, światło z ciemnością. Żadne nie wygra, jak zawsze. To nie wydarzyło się naprawdę, tego się przecież nie da zrozumieć. Reżyser, Marcin Wrona, zmarł tragicznie w Gdyni, 19 września nad ranem.

demon dom

foto Marta Gostkiewicz, materiały Kino Świat

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.