Czarna. Nowa powieść Wojciecha Kuczoka

Uwiedziona celnymi frazami i inteligencją najlepszej prozy ostatnich lat:  Twardocha, Karpowicza, Żulczyka, zapomniałam, jak dobrym pisarzem jest Wojciech Kuczok. Na szczęście wydał „Czarną”. To powieść, ale na faktach – ukazała się w świetnej serii, w której znani pisarze tworzą opowieści, których punktem wyjścia są autentyczne historie. Dramatyczne. Kryminalne. Obyczajowe. Oszalałe. Łukasz Orbitowski wydał w tej serii „Inną duszę” (nagroda Paszport Polityki), Sylwia Chutnik „Smutek cinkciarza”, a Magdalena Omilianowicz opisała historię Leszka P., seryjnego mordercy nekrofila, o którym ostatnio znowu słyszeliście w mediach przez jedno popołudnie – i jeśli przeczytacie „Bestię”, ta historia zostanie w Was na dłużej.

PRZECZYTAJ o „Bestii” Magdaleny Omilianowicz

Czarna to nie pseudonim brunetki, tylko nazwa miejscowości na wschodzie Polski. Małej, takiej, w której plotki rozchodzą się szybciej, niż na Facebooku, a lincz ma całkiem dosłowny wymiar. Maria jest nauczycielką: śliczną, ambitną, w widokami na awans na wicedyrektorkę. Jeremi posiada: tartak, pieniądze, reputację, pracowników, żonę, troje dzieci, w końcu Marię. Nie bez konsekwencji.

W Serii Na F/Aktach ukazała się też znakomita powieść „Preparator” – SPRAWDŹ

Do czego może prowadzić namiętny romans w małym miasteczku? Do jakich poziomów upadku? To nie jest historia skandalu, tylko rozlewającego się wewnątrz spustoszenia, to właśnie historia wnętrz, wewnętrznych urazów, krwotoków, które kiedy wydostają się na zewnątrz, nie ma już szans na ratunek, trwa agonia. I wszystko jest oddane językiem, nie opisami rumieńców na twarzach i zachodów słońca, tylko wewnętrznym językiem – monolog urzędnika, który „przekazuje” kochankę kumplowi. Monologi Marii, jej matki, siostry, monologi Jeremiego – zmieniające się, bo sprawa trwa latami. Układają się w polifonię, każdy głos brzmi inaczej, każda postać ciągnie za sobą korowody skojarzeń, ledwo draśniętych wspomnień, ale wystarczy, nie trzeba więcej. Mocne, autentyczne sceny seksu na początku, kiedy namiętność jest silna, a potem już bardziej marzenia o tym, co było, ale dokąd nie da się już wrócić. Język małomiasteczkowych mentalności i wielkiego, uniwersalnego, tak ukochanego przez literaturę dramatu. Anna Karenina spod Białegostoku.

Wojciech Kuczok ma niezwykłe wyczucie języka. Znudzona żona Jeremiego zamienia mu się w „rzonę”, czyli „żonę z błędem”. Kredyt, który bierze Maria, żeby wyprowadzić się od matki – to kredyt nie na mieszkanie, tylko „na do widzenia”. Takie zabawy słowem, które nabiera nowych znaczeń, wykręcone, czasem do bólu, a czasem z czułością – to zabawy poetów, słowotwórców. Najwyższy poziom w prozie. I właściwie mniej zachwyca ta straszna historia upadku z miłości, bo przecież ona nigdy nie zachwyca, choć ciągle jakoś powraca. Bardziej wciągająca, budząca zachwyt i przyjemność jest właśnie warstwa językowa. A jak wiadomo, język i erotyka bardzo do siebie pasują.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.