Common Table (2)

Performance z sufletem czekoladowym

Tym razem postanowiłyśmy zmiksować niemożliwe. W jednej relacji opowiedzieć o wyprawie do Zachęty na wystawę prac jednego z największych polskich twórców performance Zbigniewa Warpechowskiego i o wyprawie do restauracji Momu przy Wierzbowej. Zależało nam, żeby zjeść obiad w pobliżu Zachęty, miałyśmy plan, żeby odwiedzić restaurację Norma, ale niestety okazało się, że już została zamknięta. Szkoda, bo zdarzały się tam potrawy wspaniale zaskakujące. Momu to raczej nie grozi, to modne miejsce, pełne ludzi, energetyczne, dobrze skomunikowane. Zamówiłyśmy zupę tajską, hamburgera z łososiem, placki gryczane z łososiem i desery.

zupa-tajska

Ania: Zupa tajska z mlekiem kokosowym w każdym miejscu smakuje inaczej. Tutaj chyba pierwszy raz sensownie pływają w niej pieczarki, czyli nie jako wypełniacz, tylko naprawdę dają jej wspaniały aromat. Są ich całe, maleńkie kapelusze. I wcale nie gryzą się z krewetkami. Czy to stwierdzenie nie wyszło mi śmiesznie?

Wszystko jest tu podane w słoiczkach, jak Ci się to podoba?

Dorota: Podoba mi się, bo dzięki temu jest inaczej. Z wyjątkiem sałaty w słoiku. Niewygodnie się ją je, nie da się zanurzyć widelca. Za to bardzo dobre frytki, na pewno domowe. Ale tu mam coś wyjątkowego. Hamburger z pieczonym łososiem, z dodatkiem marynowanego buraka i sałatą.

hamburgerA: Bez panierki ten łosoś, cudo. Zawsze zamawiasz lepsze rzeczy, niż ja! U mnie na talerzu, a konkretnie na desce przykrytej szarym papierem – placuszki z kasz (pszenica prażona, gryczana) z tatarem z wędzonego łososia, do tego sos majonezowy i wasabi.

D: Podoba mi się to zestawienie, znowu mogę powiedzieć, że to coś innego.

A: A mnie nie. Tatar jest mdły, placki tłuste. Osobno smakują lepiej. Dziwne, to co Tobie się podoba, bo jest inne, dla mnie jest nie zawsze trafionym eksperymentem. Oddaj hamburgera z łososiem! 🙂 Jest dzięki tej rybie lekki i super smaczny.

D: Zrobię Ci przepis na tego hamburgera. I naprawdę doceniam te frytki, grubo krojone, nawet trochę skórki od ziemniaka zostało. Aromatyczne, świeże. Najbardziej lubię frytki w Efezie, ale te są konkurencyjne.

frytkitatar-z-łososia

D: Twoje placki z tatarem z łososia smakują mi, fajny pomysł na przystawkę, choć może lepszy byłby ten tatar na chrupiących tostach. Przyprawiłabym go też cytryną albo kaparami.

A: A wystawa Zbigniewa Warpechowskiego podobała Ci się?

D: Nie podobała mi się. Ale zrobiła na mnie wrażenie. Nie wiem, dlaczego ciało zawsze u artystów performerów musi cierpieć. Ta sztuka jest przygnębiająca i niepokojąca. Być może jest wielka i doniosła, ale jest tak wbrew mnie i mojej potrzebie radości z życia, że nie mogę tego przyjąć, jako swoje.

A: To prawda, ciało nie dostaje wsparcia od artystów performerów. U Mariny Abramovic jest chociaż bardzo wyraźna opowieść o relacjach między ludźmi, dawno temu przez wiele lat występowała ze swoim partnerem i odgrywali prawdziwe spektakle o zależnościach między kochankami. Tutaj ciało w sprzeciwie wobec totalitarnego systemu było używane jako narzędzie manifestu politycznego. Ciało musi boleć. Ja się na to nie zgadzam, mogę nawet zrobić na ten temat performance 🙂 Marina Abramovic, choć jeszcze czasem trochę cierpi, to jednak mieszka w Nowym Jorku i nosi ciuchy od wielkich projektantów.

Zdarza mi się coraz częściej, że bardziej niż prezentowana na wystawie sztuka, interesuje mnie, wciąga i zachwyca sposób, w jaki została zaprezentowana. Zwłaszcza, jeśli to sztuka klasyka, czyli wielkiego artysty tworzącego przez 50 lat. Zachęta jest chyba najlepszą warszawską galerią, jeśli chodzi o prezentację wystaw. I ponieważ Warpechowski zbyt mocno krzywdząc swoje ciało i emocje widzów zgromadzonych na jego performance, w pewnym momencie przestał już na mnie działać, moja uwaga szybko i wielką rozkoszą przeskoczyła na scenografię. Na minimalizm tej prezentacji, ale tez bardzo przemyślane gry płaszczyzn, światła i cienia, dźwięków, świetne proporcje i zestawienia ekranów, projektorów, multimediów, zdjęć. Na doskonały scenariusz tej wystawy – kolejne sale przygotowują widza na to, co zobaczy w ostatniej.

image image

image

D: Nie zwróciłam uwagi na inscenizację, ale rzeczywiście, kolejność jest dobrze pomyślana. Bardziej byłam skoncentrowana na filozofii Warpechowskiego, na jego nihilizmie, który wygląda, jakby nie miał granic.

A: Ciekawe, czy taki twórca performer, dla którego cierpienie jest sztuką, ma takie chwile, że chce sobie być po prostu super szczęśliwy. Zjeść hamburgera z łososia w niedzielę na Placu Teatralnym. Nie myśleć o niczym złym, obserwować jesienne światło, fontannę i ludzi z psami w Ogrodzie Saskim.

D: Nie wiadomo, czy może. Stawia się w roli artysty cierpiącego. I koniec. Kiedy Kurt Cobain był u szczytu sławy, byłam w USA. Widziałam z bliska, co się wokół niego działo. Chłopak, który śpiewał dla takich jak on, zbuntowanych i niebogatych, nagle odniósł sukces i zaczął zarabiać krocie. Potem pisano, że to się przyczyniło do tego, że popełnił samobójstwo. Jego odbiorcy zaszczuli go, bo poczuli się zdradzeni. Cobain sprzedał nawet swoje volvo, które kojarzyło się z mieszczaństwem i stabilizacją, czyli tym, przeciwko czemu wystąpił. Z tego wniosek, że artysta czasem nie może wyjść z roli.

Chciałabym po tej wystawie zobaczyć coś radosnego, może ładnego? Dobrze, że tu przyszłyśmy. Osłodzimy sobie teraz trochę te trudne emocje?

Dorota zamawia sernik, Ania wspomniany suflet. Tona cukru i tona szczęścia, grzeszne przyjemności.

sernik-1 mus

D: Sernik ma bardzo orzechowy spód, na wierzchu bitą śmietanę, a w środku cienką warstwę sera. Suflet ładnie wyrósł i dodawany jest do niego sos malinowy, bardzo dobry pomysł.

A: O suflecie piszą tu, że podobno jest najlepszy w mieście. Trudno to sprawdzić, bo rzadko kiedy w restauracjach jest dobry.

D: Suflet należy do potraw bardzo trudnych. Wykwintnych. Tajemniczych. Bardziej pasowałby do poprzedniej wystawy, którą razem oglądałyśmy – Masonerii w Muzeum Narodowym. Dzisiejsza wystawa była zaprzeczeniem sufletu 😉

Ale ponieważ potrawy, których może nawet w karcie Momu jest trochę za dużo, bywają słabo przyprawione, to cieszymy się obie, że tego pięknego popołudnia zobaczyłyśmy cierpiącą wystawę. Dodała goryczy. Najlepiej kiedy jest różnie. Dlatego z premedytacją połączyłyśmy pieczonego łososia z Mariną Abramovic i performance cierpienia z rozkoszą sufletu.

Artysta zresztą też rozstawił talerze 😉 To jedna z jego najsłynniejszych prac, dla mnie bardzo inspirująca.

image

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.