Common Table (1)

Sobota, w samo południe, Warszawa. Świeci słońce, choć jest październik. Zaczynamy z Dorotą nasz autorski cykl rozmów, którymi będziemy recenzować restauracje, bary i kawiarnie. Dorota prowadzi bloga kuchniadoroty.pl. Z każdego naszego wspólnego wyjścia w miasto powstanie wpis pełen wrażeń i wskazówek, a Dorota dodatkowo na swoim blogu przygotuje przepis inspirowany naszą rozmową. Dziś wchodzimy do piekarni i restauracji Być Może, przy Placu Unii Lubelskiej. Wybrałyśmy to miejsce, żeby zjeść tu długie, leniwe śniadanie, bez liczenia kalorii i bez liczenia czasu.

bagatela

Dorota: Zobacz, jest po godzinie 12, kawiarnia wypełniona ludźmi, którzy jedzą śniadanie, jak w domu. Czyli jajka. Zawsze mnie to bawi, że ludzie wychodzą na miasto jeść śniadanie i zamawiają jajka.

Ania: A dlaczego tak robią?

D: Bo nie każdy umie je ugotować tak, jak lubi. Jajka na śniadanie to taki bardzo domowy zwyczaj, pewnie dzięki temu ludzie celebrują domową atmosferę w miejscu publicznym. No i jest milion sposobów przyrządzania jajecznicy, to też ciekawe.

A: Kiedyś w Warsie zamówiłam jajecznicę i ktoś kto ze mną jechał, powiedział mi, że jest z proszku. Ale mu nie uwierzyłam.

D: Ale to prawda! Czasem w hotelach też podają taką jajecznicę. Z powodów higienicznych, żeby nie było bakterii. Podobnie w cukierniach bezę piecze się z białek w proszku.

A: Upada mój mit bezy – najukochańszego ciastka z dzieciństwa.

być-może

Kelner przynosi kawę. Kawa już nas zachwyca. Jest ładna i jak się za chwilę okazuje – przepyszna. Dobrze palona, mglista smolista ciężka, z odpowiednią ilością mleka. W filiżankach. Kelner też jest w porządku, choć trochę się zdziwił, kiedy zamówiłyśmy na dwie takie oto całkiem porządne menu:

Dorota zamówiła kanapkę z mortadelą, aromatycznym pasztetem z bażanta (jednocześnie!), rukolą i oliwą truflową. Oraz na ciepło bułkę pszenną z pancettą, majonezem truflowym i blanszowanym szpinakiem.

Ania – omlet z kozim serem podawany z roszponką i figą. Oraz granolę z truskawkami i musem truskawkowym.

A: Kanapka z mortadelą i pasztetem jest obłędna.

D: Smakuje lepiej, niż wygląda. Na świetnym chlebie, świeżutkim, miękkim. Pasztet bardzo dobrze dobrany z mortadelą, rukola pasuje. Nie jestem tylko pewna, czy ten ogórek to nie za dużo, średnio pasuje do rukoli.

kanapka-2

Na zapach mortadeli przyszedł Rudy Kot. Idealnie pasował do wnętrza, myślałyśmy, że jest na wyposażeniu. Ale okazało się, że przychodzi tu z mieszczącej się tuż obok księgarni. W tym lokalu, gdzie teraz jest Być Może, niedawno była właśnie księgarnia, w której mieszkał. Teraz jest obok, a on dalej tu przychodzi. Zachowuje się, jakby był u siebie. Słucha gości, daje się głaskać, ale jest wybredny. Dorota dała mu kawałek mortadeli, powąchał i nie wziął! Zasiadł za to na szarej pluszowej ławie, tuż obok Doroty, dokładnie przy naszym stole. I słuchał naszych rozmów. Niektóre koty słabo ukrywają, że są ludźmi 😉

kot kot

A: Być może granolę powinno się jeść najpierw, ale ja ją zostawię na deser. Jestem fanką musli jedzonego na drugie śniadanie. Niedawno odkryłam, że bardzo dobre jest w Starbucksie, na życzenie dodają do niego jogurt. Więc granola na potem, teraz omlet z kozim serem i figą.

D: Nie smakuje mi. Ale muszę się przyznać, że nie przepadam za kozim serem. Poza tym nie rozumiem, po co tu roszponka? Listek mięty byłby lepszy.

A: Omlet jest mdły, niestety. Być może gdybym nie spróbowała najpierw tej wspaniałej kanapki z pasztetem i mortadelą (wiem, jak to brzmi, ale nie wyobrażacie sobie, jakie to dobre!), czyli gdyby omlet nie miał konkurencji, wypadłby ok. Ale teraz wypada słabo. Choć wygląda ładnie. Niech sobie tu postoi, jeść go nie musimy. I tak wyglądamy trochę jak bulimiczki z tym śniadaniem.

omlety

Ponieważ zabrałam Dorocie kanapkę z mortadelą, wzgryzła się z apetytem z bułkę z pancettą, majonezem (truflowym!) i szpinakiem.

kanapka

D: Pycha. Świetny ten majonez, szpinak też. Choć tłuste, jak nie wiem. Doskonały pomysł, jak z długiego śniadania przejść do lunchu, nie wstając od stołu.

A: Wszystko jest ładnie podane. Granola jest tak piękna, że aż mi ją żal zaczynać.

D: Widziałaś już film “Służby specjalne”?

A: Nie, ale czytałam w Wyborczej, że nie za dobry. Trochę nie wierzę w ten film, bo reżyserował go Patryk Vega, autor legendarnie najgorszego filmu ostatnich lat, “Ciacha”.

D: Ja czytałam Mellera, zachwycony. Zwiastun mniej mi się podobał. Ale ponieważ mam mało czasu i nie na wszystko mogę iść, to wolałabym zobaczyć “Kabaret warszawski” w Nowym Teatrze, znowu grają. Może ze mną pójdziesz? Jak ta granola?

granola granola

A: Właśnie się zastanawiam, czy kiedykolwiek jadłam taką dobrą granolę. Na pewno jest robiona tutaj. Ma orzechy, pestki słonecznika i dyni, palone chyba w cukrze, albo miodzie. Wytrawny jogurt i świeże truskawki sprawiają, że nie jest za słodka. Choć ten mus truskawkowy już niepotrzebny. Następnym razem poproszę bez musu. Bo już myślę, kiedy tu na nią znowu przyjść.

D: Brakuje mi tutaj trochę takiego domowego, naturalnego, prostego klimatu. Jest restauracyjnie. Może chleb powinien być podawany na desce? Taki klimat czuję w Charlotte, gdzie czekolada i dżemy są podawane w słojach i sama sobie nakładasz, ile chcesz. Podoba mi się też w SAMie na Powiślu. Tutaj jest troszkę sztywniej.

A: Może to miejsce potrzebuje się trochę “zmęczyć” 🙂 Ja na plus zapisuję to, że można tu przychodzić z psami! Kelner mówi, że Rudy Kot, który tu rezyduje chętnie się wita nie tylko z ludźmi, ale też z psami. No i jest wspaniały widok, patrząc przez okna na ulicę Bagatela, możesz sobie wyobrazić, że jesteś w Paryżu.

D: I jest wspólny stół – common table – uwielbiam patrzeć na obcych sobie ludzi, których na jedną wizytę w restauracji połączył taki stół.

A: Tutaj przychodzi dużo pięknych, starych ludzi. Tego nie ma w Charlotte. I da się porozmawiać, jest dużo intymniej. A w tle słychać moją ulubioną Charlotte Gainsbourg. Czyli jednak Warszawa Być Może Paryż 🙂

wnetrze (2) wnetrze (3) krzesła

Kelner: Być może podać paniom po lampce prosecco?

A&D: Przyjechałyśmy samochodami.

Kelner: Szkoda, to największa przyjemność, po sobotnim śniadaniu wypić lampkę prosecco!


Prosecco wypijemy już gdzie indziej, o czym też kiedyś napiszemy.
Wychodzimy ze śniadania, kiedy do Być Może zaczynają przychodzić goście na obiad. I już planujemy następne spotkanie naszych blogów przy Common Table.

my

Dorota zrobiła dla mnie granolę! Tutaj jej przepis. I te piękne zdjęcia potraw 🙂

 

1 Comment
  • Fryty Rity
    Październik 10, 2014

    Brawo! Bo: estetycznie, apetycznie, ze smakiem, lekkością i kulturą, bez wszechobecnego i odbierającego apatyt lansu, zadęcia oraz nieudolnego udawania, że się wszystko wie i wszystko zna. Tak trzymać! (Y)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.