Codzienne rytuały wielkich ludzi

Pewnego upalnego, lipcowego popołudnia Mason Currey, dziennikarz z Los Angeles, próbował zebrać się w sobie, żeby wreszcie napisać artykuł do branżowego magazynu o architekturze. Była niedziela, tekst miał być gotowy na jutro. Czas płynął, ale jak to zwykle bywa przed deadlinem, wszystko okazywało się bardziej pasjonujące i ważne, niż artykuł. Mason zatem przeczytał ostatnie wydanie New York Timesa, dokładnie uprzątnął biurko i zaparzył świeżą kawę. A potem przyszło mu do głowy, żeby sprawdzić, jak pracują ludzie, którym sporo w życiu wyszło. I sprawdza to do dziś. Przekopuje się przez dzienniki, biografie, autobiografie i wywiady publikowane w prasie, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie: jak pracują.

W książce Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły jest ponad 160 opisów owych “daily routines”. Czasem są to relacje krótkie i skąpe, czasem obszerne, obejmujące niemal całe życie. Currey stara się z tych świadectw odczytać kulisy powstawania dzieł światowej humanistyki i sztuki, zagląda za kotary salonów, za zamknięte drzwi gabinetów, w których pracują najwięksi myśliciele, pisarze, kompozytorzy, filozofowie.

Ta imponująca mozaika niczego jednak nie wyjaśnia, donikąd nie prowadzi. Nie układa się w odpowiedź na pytanie: jak żyć, żeby tworzyć genialne rzeczy. Umysł jest genialny, albo nie i wygląda na to, że pora wstawania, czy ilość wypalanych papierosów nie ma na to wielkiego wpływu. Ale, co ciekawe, bohaterowie tej książki nie za bardzo zdawali sobie z tego sprawę. Każdy z nich narzucał sobie jakąś rutynę, najczęściej, żeby uniknąć lenistwa, albo szaleństwa. W końcu rutyna też stawała się szaleństwem, w większości ta książka jest katalogiem dziwactw.

Ale każde jest inne. Haruki Murakami wstaje o czwartej rano i pisze przez sześć godzin. Proust wstawał o 18, łykał garść proszków na astmę i wypalał tony tytoniu. Jadł dwa croissanty dziennie. Woody Allen stoi 40 minut pod prysznicem, pod który wchodzi nagle, w ciągu dnia, żeby znaleźć nowy pomysł. David Lynch w latach 80. codziennie przez siedem lat chodził do baru, a którym zamawiał shake’a czekoladowego i siedem kubków kawy – twierdzi, że od cukru dostawał kopa i pomysły same przychodziły. Potem zamienił cukier na medytacje, które praktykuje z równym przekonaniem, co przedtem wypijał przesłodką kawę. Co do kawy, Honore de Balzac podobno wypijał 50 filiżanek dziennie. Franz Kafka pisał nocami, a ponieważ za dnia pracował w biurze, czasem wydawało mu się, że wózek na dokumenty czeka na jego zmęczone ciało. W jego powieściach trudno odróżnić jawę od koszmarnego snu. Carl Gustav Jung zamknął się w posiadłości Bollingen, w kamiennym domu bez prądu i wody, praca twórcza była równie istotna jak rąbanie drewna na opał. Nicola Tesla, kiedy jeszcze pracował u Edisona, przychodził do biura na dziesiątą rano, a wychodził o piątej rano następnego dnia. Gertrude Stein kiedy tworzyła, musiała patrzeć na krowy i skały, zatem dotąd jeździła po okolicy, aż znalazła odpowiedni widoczek.

currey.2

Gdyby skatalogować ten, sam w sobie dziwny katalog pod względem spożycia, pojawiają się tu litry czerwonego wina, albo mocnych alkoholi, opium mieszane z kokainą i amfetamina z aspiryną. Dużo jajek, często łykanych na surowo. Tony papierosów, setki filiżanek herbaty. Co istotne, większość myślicieli codziennie spaceruje, godzinami, niektórzy nawet po kilka razy dziennie. Często piszą na stojąco, albo leżąc w łóżku. Sen jest dla nich najczęściej niestety udręką, ich mózgi pracują dalej, kiedy oni niespokojnie wiercą się w pościeli, często wcześniej zażywszy proszki. Ludzi traktują instrumentalnie, Wiktor Hugo zapisuje każde słowo, jakie pada w jego otoczeniu i na dodatek to wszystko ląduje w jego powieściach – synowie rozpoznają w nich potem rodzinne kolacje.  

Kartezjusz wstawał późno i “wierzył, że lenistwo jest potrzebne do dobrej pracy umysłowej”. Kiedy przyjął posadę nauczyciela królowej szwedzkiej Krystyny i musiał wstawać na lekcje na piątą rano, po miesiącu rozchorował się i zmarł. Każdy znajdzie w tej książce potwierdzenie, że wszystko jest dla umysłu równie dobre. I równie złe.

Nie wiadomo, czy kiedyś ludzie tworzący mniej uciekali w prokrastynację, jedno z najmodniejszych obecnie zaburzeń. Może nie mieli aż tylu bodźców, które odwracałyby ich uwagę, a może umysł zawsze znajdzie sobie jakieś ciasteczko, jakieś puste kalorie, żeby jak najdłużej zwlekać z pracą. Pozostaje pytanie: czy posiadacze wielkich umysłów konstruowali sobie te rutyny, żeby tworzyć, czy też tworzenie było usprawiedliwieniem dla dziwacznych rytuałów? Tak czy inaczej, ciekawie jest w pokojach wielkich ludzi, choć zazwyczaj dosyć samotnie.

currey.5

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.