Call my agent! Francuska przyjemność

We Francji wszyscy mówią o tym serialu i to nie od dziś. Tam obejrzeli już drugi sezon. U nas na razie można zobaczyć tylko pierwszy, a jest to przyjemność porównywalna ze zjedzeniem francuskich słodkości. „Call my agent”, serial znany też pod francuskim tytułem „Dix pour cent” opowiada o paryskiej agencji aktorskiej, która zajmuje się karierami kilku francuskich gwiazd kina. Cały smak polega na tym, że gwiazdy są tu prawdziwe, w każdym odcinku występuje francuska aktorka lub aktor pod swoim prawdziwym nazwiskiem.

W pierwszym – Cécile de France dowiaduje się, że amerykański reżyser odrzuca jej kandydaturę do roli z powodu wieku. Drugi opowiada o konflikcie legendarnych francuskich aktorek Françoise Fabian i Line Renaud. W każdym kolejnym odcinku pojawiają się znane we Francji (u nas trochę mniej) nazwiska. Ale, o ile nazwiska i twarze są autentyczne, historie zapewne nie – zbyt dużo tu pozakulisowych zachowań, spuszczonych z łańcucha emocji, czasem niepoprawnych politycznie plotek. Żadnego lukrowania. To dowód na to, jak wielki dystans mają do siebie gwiazdy francuskiego kina – zagrać siebie samą w fikcji, nie do końca korzystnej historii. Ciekawe, czy w Polsce mógłby powstać taki serial. U nas widzowie utożsamiają życie aktorów z postaciami, nawet jeśli te są w sposób ewidentny fikcyjne, więc pewnie byłoby to niemożliwe.

Konflikty, stres, plotki, miliony sytuacji kryzysowych, na które trzeba natychmiast reagować. Tak wygląda codzienność bohaterów serialu. A przyjemność? Akcja serialu toczy się w Paryżu, w pięknych miejscach, na planach filmowych, w przytulnych paryskich mieszkankach. Główny konflikt, historia, która toczy się przez wszystkie odcinki, nie jest tak istotna, ani specjalnie oryginalna (w agencji zahacza się nieślubna córka jej właściciela, nikt nie wie, że nią jest, on sam musi ją ukrywać przed swoją rodziną), ale aktorzy świetni, o świeżych twarzach i fajnej energii. W głównych rolach m.in. lubiana ostatnio przez francuskie kino Camille Cotin i Thibault de Montalembert, który zagrał w filmie „50 wiosen Aurory” – nagroda publiczności festiwalu Transatlantyk. Poza tym, chyba zawsze bardzo przyjemnie ogląda się seriale poświęcone konkretnemu środowisku zawodowemu, prawda? Zwłaszcza, jeśli jest to agencja gwiazd 🙂

Przecudny serial na wakacje, albo na pocieszenie, że już się skończyły.

Serial „Call my agent” do zobaczenia na Netflixie.

2 Comments
  • Zofia
    Lipiec 25, 2017

    Dzięki! Będzie co oglądać jesienią 😉

    • AnnaLuboń
      Lipiec 25, 2017

      :*

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.