Broadchurch – serial marzeń

Nie chodzi o sielankę, bogate piękno, czyste ogródki przed domkami i o demony, które wychodzą z porządnych, sytych, spokojnych obywateli. Manieryzm Twin Peaks minął, jest prościej. W miasteczku Broadchurch wszyscy wyglądają na podejrzanych, od pierwszych minut, kiedy okazuje się, że na plaży znaleziono ciało jedenastolatka. W pierwszym sezonie jest osiem odcinków, ale…

W każdym odcinku kto inny jest mordercą.

broadchurch

Nie sposób się temu serialowi oprzeć. To jeden z najlepszych, jakie widziałam w ostatnich latach. Nie szukałam go, nie spodziewałam się. Rozczarowana drugim sezonem Detektywa, który miał być tym najlepszych serialem, mamrotałam pod nosem przekleństwa, aż siedząca w redakcji obok moja serdeczna koleżanka, najpewniej mając dość mojego narzekania, spytała:

A Broadchurch już widziałaś?

broadchurch murder broadchurch press Broadchurch, Darvill

Broadchurch zobaczyłam w kilka dni i w te dni wróciła moja wiara we wszystko, co sensowne i na poziomie. Wybaczam sobie Detektywa, niech nie wraca, nie chce mi się już myśleć o czym i po co był, i dlaczego tak źle. Tu wszystko jest na swoim miejscu, everything in the right place, jak śpiewa mój ukochany Radiohead. Właśnie, muzyka jest w tym serialu bardzo ważna, buduje niepokój, porusza i jednocześnie mrozi. Skomponował ją, chłodną i melancholijną, Olafur Arnalds z Islandii, teraz już gwiazda.

Jakie to jest dobre.

Muzyka z Islandii w brytyjskim serialu. Idealnie pasuje do klimatu – akcja dzieje się na północy Anglii, ale jest tam chłodno, wiatr wysoko stawia fale, światło jest przygaszone, kolor stalowo-szary. Jest zimno wokoło, o takich miejscach mówi się, że przyroda jest tu wrogiem, albo przynajmniej nie sprzyja. To najbardziej klasyczny jak się da chwyt filmowy – przyroda i warunki zewnętrzne sugerują stan wewnętrzny bohatera. Tu – wielu bohaterów, mieszkańców miasteczka na klifach (każdy jest mordercą, za każdego dasz sobie uciąć głowę).

Morderstwo ucznia odkorkuje wulkan.

Każdy z przyjaciół, sąsiadów, nawet najbliżsi ofiary są podejrzani. Z czasem prawie wszyscy zostaną oczyszczeni, morderca jest przecież jeden. Ale nie wszyscy to wytrzymają, ktoś popełni samobójstwo, ktoś na zawsze straci dobre imię, ktoś inny nigdy już nie odzyska spokoju, nigdy nie zaufa mężowi, albo nigdy nie zaufa sobie. Okazuje się, że w miasteczku Broadchurch każdy ma jakiś ciemny sekret. Te sekrety, choć są intymne, najbardziej osobiste, jak się da, wyjdą na światło dzienne (mgliste, stalowo-szare), trafią na pierwsze strony lokalnej gazety, a nawet gazety krajowej.

Niektórzy przyjechali tu, żeby uciec od traumy z przeszłości, której nie da się wytrzymać.

Inni po to, żeby im tę traumę uświadomić. Miasteczko, które leży nad brzegiem zimnego morza, oddzielone od niego wysokim i ostrym klifem, jest jak zbiorowy klient gabinetu psychoterapeuty. Lądują tu treści tłumione i niechciane. Lęki, ukryte pod fasadami spokoju panującego na odludziu. Tu nikt nikomu przecież nigdzie nie zagląda, wszyscy się dosyć lubią, nie zdarzają się zbrodnie, każdy każdego dobrze zna. Idealne miejsce, żeby się ukryć.

Oczyści ich ten chłopiec.

Tuż zanim wejdzie w dorosłość, prawie niewinny, jeszcze. Gdyby nie zginął, szybko straciłby resztki niewinności. Jeszcze nie uprawia seksu, ale jego seksualność właśnie się budzi i budzi jeszcze coś. Zamiast dziewicy, chłopiec tuż przed czasem inicjacji otworzy puszkę Pandory, a na jego cześć zapłoną stosy. Całkiem dosłownie, symboliczne stosy zapalą w różnych częściach nadbrzeża mieszkańcy. Takich detali, super spójnych jest tu mnóstwo. Oskarżenia wypowiedziane wobec winnych wracają do tych, którzy je wypowiadają trafiając w samo sedno.

Każda strzelba wisząca na ścianie wypali.

broadchurch, tennant, colman

Od początku Broadchurch kojarzył mi się z metodami Alfreda Hitchcocka. Napięcie chwilami jest nie do wytrzymania, nic, żaden element nie pojawia się bez przyczyny. Króciutkie przebitki, drobne detale, ukradkowe spojrzenie, grymas, plastikowy dziecięcy wiatraczek maltretowany przez zimny morski wiatr. Wszystko mocno nakręca, mocno wbija się w głowę, nie daje odpocząć. Akcja jest bardzo szybka, pełna zakrętów, zaskoczeń, pułapek – na pewno nie zabił ten, o którym myślisz, że zabił. Za to jakby dla równowagi tej niesamowicie gęstej atmosfery śledztwo ślamazarzy się ponad miarę. Prowadzący je detektyw inspektor Alec Hardy (niezwykle przekonujący David Tennant) ma chore serce – łapczywie łapie powietrze otwartymi ustami, jak ryba wyrzucona na piach. Kończy mu się czas. On też przechodzi proces, jego też przygnała tu dramatyczna przeszłość. Ale tutaj i teraz każdy będzie musiał się ze swoją przeszłością skonfrontować. Już dalej nie mogą uciec, skok z wysokiego na kilkadziesiąt metrów klifu skończyłby się śmiercią.  

Broadchurch, poster

Serial Broadchurch można oglądać na kanale AleKino+. Są już dwa sezony, powstaje trzeci. Na dniach oglądam sezon drugi – gra w nim Charlotte Rampling!

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.