Biała Maria

Wybrałam się na spacer do mojego ulubionego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, którego chwilowa siedziba, dawny pawilon meblowy Emilka, zachwyca i jednocześnie drażni. Zupełnie przy okazji głównej wystawy, trwa tam prawdziwy pokaz cudów.

Czym Emilka zachwyca i drażni? To są oczywiście bardzo subiektywne emocje, skumulowane i zebrane z wielu zdarzeń. Być może jeśli ktoś przyjeżdża do MSN z Maroka, to tego nie poczuje i też dobrze. Ja przyjechałam z Mokotowa. Pawilon Emilka kojarzy mi się z jedną sceną z filmu Stanisława Barei – kiedy ludzie stoją w wielodniowej kolejce po meble. To jakaś trauma. Pamiętam, jak w stanie wojennym moja babcia sześć godzin stała u Wedla po Delicje dla mnie. Niestety nikt z nas o tym nie wiedział i zanim wróciła, dziadek obdzwonił szpitale. Nie tęsknię za tamtymi czasami, nie bawi mnie ich folklor. MSN, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które nie ma swojej siedziby w stolicy dużego kraju środkowoeuropejskiego – to dla mnie coś niezrozumiałego. Ale oni uczynili z tego opowieść i to jest bardzo ciekawe. MSN odbywa właśnie swoją odyseję.

Czym zachwyca Emilka? Jak się wróci do Maroka i przyjedzie z niego na nowo, żeby nie pamiętać kontekstu, to jest bardzo piękny budynek. Jak przekrojona wuzetka, widać warstwy kremu. Warstwy szkła. Z daleka widać ludzi oglądających obrazy. To jest coś.

msn.warsaw

Wybrałam się tym razem na wystawę poświęconą sztuce i niesztuce w czasach internetu. Ale nie znalazłam tam nic, co by mnie zachwyciło, ani też nic, co wydało mi się odkrywcze, prawdziwe, czy zastanawiające, więc nie będę o tym pisać. Przypadkiem za to trafiłam na inną wystawę, wręcz jakby pod-wystawę, schowaną w wybudowanej specjalnie przestrzeni. To niewielka sala w której leżą przedziwne, jakby organiczne formy i rzeźby. Ich autorką jest Maria Bartuszova, mało znana rzeźbiarka słowacka, nieżyjąca od prawie 20 lat.

image

Jej rzeźby, wyczarowane z ultra nietrwałego materiału, gipsu, mają w sobie coś niezwykłego. Są jednocześnie minimalistyczne i bezwstydne, jakby wypączkowane, odkryte podczas jakichś wewnętrznych procesów. Jakby dopiero miało się coś z nich wykluć, ale zastygły. Ta wystawa nosi zresztą tytuł “Formy przejściowe”, co tak pięknie gra z sytuacją samego Muzeum. Pomyślałam, że ta mało znana artystka, której twórczością świat dopiero zaczyna się zachwycać, prowadziła hodowlę delikatnych wyobrażeń. Może te białe gipsy śnią, że są czystą porcelaną, takie gładkie i delikatne. Że kiedyś zostaną filiżankami Rosenthala i będą się nazywać “Biała Maria”? Wyczarowała je Maria Bartuszova. Wielka wyobraźnia i celowa delikatność. Warto zobaczyć, zanim znikną.

 

image image image image image image image image image(w materiale wykorzystałam zdjęcie główne ze strony MSN, foto B. Stawiarski)

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.