Artur Rojek z orkiestrą NOSPR


Więc to jest ten dzień, kiedy ostatecznie przestałam żałować, że Artur Rojek odszedł z Myslovitz. Tak, to było kilka lat i kilka solowych płyt temu. Ale teraz widać, że był to krok w przepiękną dojrzałość, mądrą, bogatą, nasyconą. Teraz jest jesień i to bardzo jesienna płyta. Będę jej słuchać, mówić i myśleć o niej przez najbliższe tygodnie.

Bo prawda jest też taka, że w pewnym wieku się już chyba nie chodzi na koncerty Myslovitz. To się zaczyna około trzydziestki, że już myśli się: te wszystkie emocje były fajne w liceum. I tak uważam, że ta część licealnych uniesień ma szansę przetrwać tylko w ciągłym słuchaniu starych płyt Myslovitz, w niczym już więcej. Że jeszcze czasem, jadąc samochodem, włączamy sobie coś z tego i śpiewamy chórem, my, nasi znajomi, rodzina. Ale żeby iść na koncert, to już chyba nie. Tak było zanim AR opuścił zespół, tak się myślało już kilka lat temu.

Chyba, że jest to koncert z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Tak, na taki można, a nawet bardzo chciałoby się. Taki koncert zagrał Artur Rojek dwa lata temu w Katowicach, w siedzibie NOSPR, zjawiskowej, godnej i słynnej. I wszystkie te pieśni, których potajemnie słuchamy na głos 😉 teraz zyskały legalność, trafiły do sali koncertowej, na pulpity skrzypków i kontrabasistów. Wielka wdzięczność, bo na tej płycie jest wszystko, co kocham, na dodatek wcale nie jest to oczywisty wybór. Bo niby „Długość dźwięku samotności”, ale i Lenny Valentino i kilka cudownych solowych rzeczy z ostatnich lat. Wszystko, co ciągle mocno pulsuje, a Rojek pewnie to wie z innych koncertów… 😉

Śpiewa świetnie. Lekko, ale mocno, wrażliwie, ale mądrze. I to jest sztuka, żeby dojrzewając nie zatracić czucia. Artyście i jego zespołowi, który pilnuje, żeby tło grało elektroniką, partneruje wspaniała orkiestra. Słychać smyczki, chóry i rytm, ale – co zawsze kusi w takich sytuacjach – ani przez chwilę nie ma za dużo symfoniki. Nikt by się na to nie obraził, melancholie Rojka świetnie by brzmiały z dużą ilością orkiestry, ale nie, to byłoby zbyt łatwe. Wszystko jest delikatnie wyczute, dobrze wyważone, a przy tym tak cudownie sentymentalne. Nie trzeba umierać z miłości. I można.

 

Tu jest wideo z koncertu, wzięłam z niego kadry.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.