Odkrywanie Tylnej. Piotr Jezierski pisze felieton

 

Wiosna przyszła i planujesz. W przyszłym tygodniu, dajmy na to we wtorek, już nie śmigniesz pędem do pracy, o nie. Pojedziesz na rowerze. Do tego wyjdziesz wcześniej i zamiast lecieć najprostszą trasą odrobinkę zboczysz. Niby wszystkie atrakcje po drodze już znane, ale są jeszcze miejsca oczywiste i niepozorne, tło codzienności. To na nie warto zboczyć.

Na przykład Kasprzaka jeździsz zwykle do pracy, wracasz Aleją Prymasa Tysiąclecia albo tramwajem Wolską, jak się nie spieszy. Ulice tworzą trójkąt, jego wąski wierzchołek, to skwer Pacak-Kuźmińskiego, który przygarnął Melodię, Totem i Awangardę oraz inne rzeźby po eksmisji z Kasprzaka. Miejsce dziwne, ale rzucające się w oczy. Tajemnicze i przez to oczywiste jako cel podróży eksploratora przestrzeni. A jaki świat kryje się u podstawy trójkąta, tam gdzie z pozoru mało atrakcyjne bloki? Jacy ludzie żyją na ulicy Tylnej? Stojące przy niej budynki mijasz codziennie, a z mieszkańcami dzielisz miejsce w autobusie. Od zarania chodzisz, biegasz i jeździsz Wolską, a nigdy cię nie kusiło skręcić w Grabowską i zajść na Tylną.

I tu planujesz pierwszy postój. Wśród niskich bloków (tylko jeden wysoki, jak mur chroniący przed korkami Kasprzaka) i garaży ze śmietnikowej cegły. Odstawisz rower, siądziesz na ławeczce, odkręcisz termos z misiem (prezent od Słodyczy Najdroższej) i sącząc kawę zaczniesz rejestrować, dyskretnie poznawać miejscową ludność, zachowania, zwyczaje. Wsłuchasz się w głosy dzieci wrzaskiem witających przerwę w pobliskiej podstawówce. Gwizdniesz na merdacza z wypisaną na pysku błogością wciągającego zapach oszczanej opony. Udasz, że cię nie ma, kiedy walący chmielnym potem okupanci trzepaka zaczną częściej zerkać w twoją stronę. Oto uroki swobodnego planowania, przystanek może zaskoczyć, nagłą akcją, impulsem do ewakuacji lub nieoczekiwaną nudą. Pewna pozostanie świadomość, że miejsce na twojej prywatnej mapie już nie jest anonimowe, Tylna została odkryta.

Nie posiedzisz zbyt długo, bo przygoda wzywa. Ruszysz dalej nie trzymając się kursu wytyczanego przez codzienność. Będziesz krążyć jak Cook po Oceanie Spokojnym. Czujesz to? Twój rower jak HMB Endeavour, odkryjesz na nim własną Terra Australis, odsapniesz na Tahiti, zerkniesz na zwyczaje wolskich Maorysów. Masz łatwiej, bo nie grozi ci szkorbut i ludożercy, bez trudu uzupełnisz racje żywnościowe. Dlatego możesz zmieniać plany i z Prądzyńskiego, zamiast pruć w przewidywalnym kierunku gazowych gigantów, skręcić w prawo. Najpierw uliczką wzdłuż torów, potem odbicie w lewo i przywita cię zajazd jak pod szlachecki dworek. Stare mury kolejowych zabudowań z centralnie położonym kwadratem zieleni. Enklawa ukryta między kolejowym rozgałęziaczem dworca Zachodniego, trasą szybkiego ruchu i kompleksem Expo XXI, tam gdzie nawet Cook by nie dopłynął.

Dwa, trzy odkrycia przed pierwszym śniadaniem i już tryskasz wiosenną energią. Planujesz tylko wcześniejsze wyjście z domu i mniej więcej trzymasz kierunek – na robotę, fabrykę, biuro czy szkołę. Wchodzisz głębiej w miejsca widziane z okien transportu miejskiego, rozwijasz mapę o to, co za płotem, drzewem, kamienicą. A jeśli prując wzdłuż skweru Alojzego Pawełka nie ujrzysz nic ciekawego, zatrzymaj się, poczekaj, samo przyjdzie, da się usłyszeć, przyleci z wiatrem. Jest wiosna, już w przyszły wtorek odkryjesz życie na Tylnej.

Piotr Jezierski

(foto: AL. Bzy, bo wiosna przyszła – a Jezier nie zrobił foty ulicy Tylnej 🙂 )

Comments are closed.